Polska przygotowuje się do wojny partyzanckiej? – TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA I SPOŁECZNA / TOKiS – PRESS

Polska przygotowuje się do wojny partyzanckiej?

Pomimo tego, że pani premier Kopacz utwierdza Polaków w przekonaniu, że nie zagraża nam agresja sowiecka, brzmi to w jej ustach mało przekonująco, zwłaszcza, że niektórzy posłowie już dawno nazwali ją „kłamczuchą i lawirantką”.

Jej rząd dzielnie wspiera swoją liderkę, a najbliższe grono koleżanek „mocno” jej doradza. Co? Cóż, być może zwiększoną ilość „brzuszków”, wszak premier w chwilach stresu robi ich sporo i to ją uspokaja. Teraz zapewne robi ich w ciągu doby około miliona, skoro w eter powędrowała informacja o tym, że organizacje paramilitarne stworzą szkielet obrony terytorialnej. Ten pomysł musiał u niej spowodować spory stres, zakładając, że jest człowiekiem myślącym.

Organizacje paramilitarne? Mamy takie? Podobno. Zamiast wojska będą nas bronić starcy, pasibrzuchy i dzieci? Władza niezły

3804319559_08028aa7d0

scenariusz sobie wykoncypowała, zaliczając koła Ligi Obrony Kraju, strażaków, harcerzy, związki strzeleckie, stowarzyszenie Obrona Narodowa i FIA (które organizują szkolenia wojskowe dla cywilów), Polski Czerwony Krzyż do organizacji, które będą miały w zasięgu „jakąś” broń. Aż dziw bierze, że nie wliczono w ten trzon rolników w myśl historycznych uwarunkowań, że  oto oni swój kraj  chronią.

Pomimo wszystko, propozycja jest ciekawa wobec oczywistości, że Polska zamiast wojska ma zupełnie niezłą propagandę, którą łopatologicznie wciska się do głów lemingów, o tym, że w razie najazdu żołdaków Putina z pomocą nadciągną nam „sojusznicy”.

W jej ramach dostaniemy 30 „Tomahawków” i jedną wyrzutnię „Patriotów”, którymi strzelić sobie możemy w… tyłek, by nie przeciągać własnej agonii.

Rząd zdaje się nie zauważył ciekawej sondy z ostatnich godzin, gdzie zadano grupie Polaków kilka prostych pytań, dotyczących ich zachowań w razie zbrojnego napadu na nasz kraj. Część z nich pozostaje ciągle pod wpływem „samobójczych tradycji” i ma zamiar stawić zbrojny opór okupantowi. Czym? Zdaje się grabiami lub motyką, bo inny „śmiercionośny sprzęt” został w tym kraju zakazany po ostatniej wojnie.

Nie ma co liczyć na to, że otrzymamy nieograniczony dostęp do tej prawdziwej, na wzór np.  szwajcarski, tym samym zostaną nam proce, katapulty i butelki z benzyną, o ile dokopiemy się do swoich pokładów ropy.

Spory odsetek społeczeństwa w tej sondzie stwierdził, że z przyjemnością podda się, pozostali natychmiast uciekną. Ci ostatni mają zdecydowanie najlepszą koncepcję przeżycia, bo dawno już zrozumieli, że ginąć na kraj, który łupi ich bez opamiętania umierać nie ma sensu, mając świadomość tego, że nie jest się kotem i ma się tylko jedno życie.

Jeszcze lepszą koncepcją obrony Polski przed armią Putina, jest wysłanie na pierwszą linię frontu kompletnej obsady rządu, sejmu, senatu i armii urzędniczej. Chcieli decydować o milionach obywateli? Niech im teraz odpłacą krwią, za podatkową dobroć.

Reasumując i odnosząc sytuację do sceny żywcem przeniesionej z klasycznego kina wojennego, obywatele w dużej mierze powiedzieli krótko i niepatriotycznie: „pocałujcie nas w d…”.

_________________

Mariusz R.Fryckowski

Felieton ukazał się w jedynkach największych publicystycznych platform połecznościowych: Salon24, Radio WNET, 3obieg.pl