Poza Unią też jest życie!

Dopiero dzisiaj zauważyłem, że przy ulicy Cegielnianej w Tucholi wisi wielka reklama, właśnie, pełni podwójna rolę, pierwszą jest promocja Europy, w domyśle unii, drugą osobista promocja osoby, której portret widzi każdy przechodzień i każdy kierowca.

W pierwotnym zamierzeniu było powstanie filmu, który totalnie skrytykowałby osobę europosła. Deprecjacja osoby osiągnęłaby zamierzony cel i zapewne spowodowałaby, że potencjalny wyborca miałby głęboką refleksję, zanim podjąłby decyzję. Niestety, przez ostatnie lata wiele się zmieniło, może nawet nazbyt wiele. W żaden sposób nie minąłbym się z prawdą, jeżeli stwierdziłbym, że dysponuję kilkunastoma filmami, które wystarczy w umiejętny sposób złożyć, aby osiągnąć zamierzony cel. Pytanie, po co? Czy ze względu na stary materiał jednej z niemieckich stacji telewizyjnej, której komentarz przetłumaczyłem? Materiał dotyczył powszechnej praktyki wśród europarlamentarzystów, którzy zamiast pracować w sobotę, znikają z obrad,  podpisują listę, by uzyskać diety i udają się na lotnisko, by czym prędzej wrócić do domu.  Wersja oryginalna już zniknęła z sieci, pozostały tylko kopie. A może wystarczyło wyciąć odpowiedni fragment ze słynnej konferencji prasowej, która czas jakiś temu odbyła się w bydgoskim biurze senatora Kobiaka, który wraz z naszym plakatowym bohaterem, debatowali pospołu przed kamerami, o zaplanowanej ilości imigrantów, których Platforma Obywatelska zamierzała przyjąć do RP. Wtedy mowa była o siedmiu tysiącach. Zostawmy to, szkoda czasu, a wspomnianych mamy obecnie trzy miliony.

Od lat dzielę polityków na trzy grupy, pierwsza, to złodzieje, druga, to zdrajcy, trzecia – idioci. Europoseł Zwiefka, bo o nim mowa, spowodował, że trzeba było stworzyć czwartą grupę, którą roboczo nazwałem – samobójcy.

Wbrew pozorom, to stwierdzenie ma wiele znamion względnej sympatii, choć kariera tego parlamentarzysty, jest równie pokręcona, jak najnowsza historia POLSKI.

Bardzo wygodnym jest bycie apolitycznym, umożliwia to powszechną krytykę każdej partii, która z natury jest złem. Partie, to ludzie, a ci nawet wbrew swoim przekonaniom, muszą pozostawać lojalni wierchuszce. Wbrew pozorom ma to ścisły związek z wypaczonym pojęciem, jakże znienawidzonym – demokracją, czyli rządami idiotów nad mądrymi, u nas rozkłada się to 50/50, czego dowody mamy wśród statystyk oglądania i czytania mediów bezproblemowych, np. „Tańca z gwiazdami”, czy Pudelka.

Europoseł Zwiefka jest zaledwie maleńkim, bezwiednym trybikiem w machinie, która z natury jest unijnym „urządzeniem które samo się zniszczy”, czego dowody mamy od chwili, gdy otrzymaliśmy wgląd w jego obrady. To poniekąd zasługa obecnie rządzącej partii, jak również reprezentanta izby w postaci Janusza Korwina Mikke, który z funkcji europosła zwyczajnie zrezygnował. Zastąpił go Dobromir Sośnierz -merytoryczny klon, Korwina.

Europoseł Zwiefka podpadł w wielu sprawach, jednak w sprawie poparcia Acta 2 przegiął, miało nastąpić kuriozum, ograniczanie wolności w sieci, a to polityczne samobójstwo. Dzięki temu błędowi wiele osób przypomniało sobie życiorys posła i nie pozostawiło na nim suchej nitki od czasów, gdy prowadził  słynne wiadomości w reżimowej gadzinówce. Był dziennikarzem w złym czasie w złym otoczeniu, ale zgodził się by zaistnieć, pokusa była spora, szansa jeszcze większa – udało się, przetrwał i zrobił karierę, klasycznie, od zera do milionera.

W jednym z wywiadów, a w tym konkretnym przypadku, udzielił go Markowi Migalskiemu (zdrajcy PiS), opowiedział i to zupełnie szczerze, jakie były jego początki przygody z  europarlamentem, trudno posądzić go o kłamstwo, zwłaszcza, że wywodził się z tak niewielkiego i specyficznego środowiska, jak Tuchola. Wykorzystał swoją szansę.

Kiedy 1 maja 2004 roku na mocy traktatu akcesyjnego podpisanego 16 kwietnia 2003 roku w Atenach, Polska została członkiem Unii Europejskiej nikt nawet nie pomyślał, że dojdzie do tak potwornego rozprężenia dyscypliny, powiązanej z demoralizacją jej elit.

Trzeba było wielkiej wyobraźni, aby teraźniejszość przewidzieć już wtedy, a można było. Sama sentencja Altiero Spinellego umieszczona przy wejściu do budynku parlamentu, powinna zainteresowanym wybrańcom, pozapalać wszystkie czerwone, ostrzegawcze, światła.

Na efekty nowej formy reżimu komunistycznego nie trzeba było długo czekać. Unia ma priorytety, są nimi Niemcy i Francja, cała reszta związana z równym traktowaniem pozostałych państw, to zawracanie głowy. Dwa wiodące państwa mają swoje cele, pozostałe są tłem, wyłącznie narzędziami, aż do teraz.

PiS jest jak zdarta płyta, po dobrym, wyborczym starcie, okazała się być słabeuszem, który jak skopany kundel, płaszczy się przed każdym, a kiedy usłyszy dobre słowo wmawia sobie, że ma przyjaciół. W polityce nie ma takich zachowań, polityka rządzi się innymi prawami, a obecne polskie władze dopiero się tego uczą, pomimo, że nasz nowy strategiczny sojusznik – USA oswoił liderów w swojej szkole ( właśnie, liderów), by służyli amerykańskim interesom. Niestety, to stwierdzenie do pewnego stopnia  jest fałszywe, ponieważ docelowo realizowane są cele diaspory żydowskiej, które ma potężne wpływy w amerykańskim Kongresie i wyraźną ochotę na ograbienie Polski z jej własnego mienia. To są praktyki rodem z filmów gangsterskich.

Zarówno unia, jak i polski, strategiczny partner reprezentowany przez  prezydenta Donalda Trumpa, wyczuli, że Polska jest jak dziecko we mgle – słaba i wiedziona emocjami, a te nakazywały utworzenie każdego sojuszu, by ochronić swoje granice w razie agresji ponurego czekisty Putina. W pewnym momencie to stwierdzenie stało się fobią obecnego rządu i przybrało nazwę Fortu Trump, za nasze pieniadze, co jest niedorzecznością.

Wcześniej sytuację dodatkowo skomplikował Traktat Lizboński, który ówczesny premier Tusk zaakceptował pospołu z Lechem Kaczyńskim, a  ten pierwszy pochwalił się przed kamerami, że nawet go nie przeczytał!

Później…, było tylko gorzej.

Zauważmy, ile refleksji powoduje jeden gigantyczny bilbord w środku prowincjonalnego miasteczka.

Na przestrzeni lat, gdzie RP rządzi PiS wydarzyło się wiele patologii, porównując ten fakt z poprzednim rządem – Platformy, śmiało możemy między nimi postawić znak równości. Partyjniactwo i biurokracja, to źródło naszych niepowodzeń, którymi rządzi mamona.

Za Platformą przemawia tylko jeden argument, potrafili dokonywać destrukcji państwa w bardzo przemyślany sposób, jednak w pewnym momencie wszystko wymknęło się jej spod kontroli. Pewnego dnia obudziliśmy się ze snu i stwierdziliśmy, że rządzi nami nie polski rząd, a stronnictwo pruskie. Właśnie jemu podporządkowano absolutnie wszystko.

Przejmujący władzę PiS chciał być bardziej oryginalny, ale zderzył się ze ścianą. Politycy tej partii do dzisiaj leczą po nim rany. Czymś naturalnym stało się, że przeszliśmy pod kuratelę amerykańską, co być może doprowadzi do utraty suwerenności, zwłaszcza po tym, kiedy prezydent Trump podpisał słynny Act 447 Just, który przedstawicielom przemysłu Holocaustu w ramach mienia bezspadkowego ( bezprawny skok na kasę), przyzna Żydom odszkodowania, a nas zepchnie do roli obywateli drugiej kategorii. To nic innego, jak zdrada sojusznika i spowodowanie, że polskie nastroje wobec Amerykanów zmienią się! To będzie dla nich zimny prysznic!

Na Kremlu, zimny, ruski czekista Putin, już zaciera ręce i otwiera butelkę szampana, bo spełnia się właśnie jego sen o ponownym zjednoczeniu „demoludów” i ostatecznej rozprawie z unią, która poprzez sankcje daje się we znaki jemu samemu do tego stopnia, że boi się za zamachu ze strony własnego otoczenia.

I tak możemy rozpatrywać wątek po wątku, mając przed oczyma plakat z wizerunkiem Zwiefki. Niestety, musimy zadać sobie to pytanie, czy nasz bohater ma jeszcze prawo do aspirowania do godności unijnych? Czy ma moralne prawo wmawiania nam, że unia to coś dobrego, zwłaszcza dla Polski?

Można ten problem rozpatrywać pod kątem dotacji, ale to ułuda, dawne narzędzie komunistów z którymi walczyliśmy tyle lat. Dotacje zabiły polskiego ducha przedsiębiorczości, a podatki i ograniczenia dobijają nie tylko polski biznes, ale nawet polskie rodziny.

Dzisiaj do unii więcej wnosimy, niż otrzymujemy, a sztorcowani przez unijnych dygnitarzy, jesteśmy wobec niej coraz bardziej sceptyczni, jak na przedstawicieli bantustanu przystało.

Pod tym względem postawa urzędników unijnych niczym się nie rożni od postaw rządu amerykańskiego, który w obecnej chwili znajduje się w trybie shot down„, dzięki uporowi Donalda Trumpa w kwestii muru z Meksykiem. Jednak w żaden sposób nie przeszkadza to w działaniach amerykańskiej ambasadoressy – Mosbacher, która wraz z żydowską diasporą, rządzą Naszym KRAJEM!


Mariusz R.Fryckowski

 

 

 

 

RSS
Follow by Email
Facebook