Przedwyborcze promocje, czyli…, zanim ostatni raz zadzwoni ostrzegawczy dzwonek

Promocje…, takim prostym słowem można praktycznie opisać wszystko to, co dzieje się od kilku miesięcy w dowolnym powiecie. O cóż u licha znowu chodzi? To chyba oczywiste, WYBORY 2014, które właśnie się rozpoczęły.

Chwilami pękam ze śmiechu widząc to, co dzieje się, na co dzień z ludźmi, którzy z maniakalnym uporem znowu przygotowują się do wygrania wyborów. Ci maluczcy, którzy giną w cieniu rekinów, zadowolą się drobnym, acz płatnym stanowiskiem. Priorytet? Odrobina władzy, trochę „kasiory”, względny spokój przez kolejną kadencję, a potem się zobaczy. Tyle o „płotkach”, gorzej z „grubymi rybami”, co to mają aspiracje i ciągły niedosyt władzy. Znamy ich wszystkich, kiedyś dosłownie i w przenośni wyrywali z paszportów kartki, dzisiaj sadzają swoje grzeszne cielska w pierwszym rzędzie ław kościelnych, lub wręcz pokazują się w otoczeniu duchownych, prześcigając się w upublicznianiu swoich zasług, co najlepsze, podczas takich spotkań! Koniec świata, jak twierdzi stary sekciarz David Icek. Nic podobnego, „wyrocznie” nadal czują się świetnie i już dostowały się do współczesności, jak kameleony, kryjąc się pod różnymi sztandarami.

Nimb nieomylności, mnóstwo możliwości, zabezpieczenie polityczne i finansowe. Są prawie niezależni, choć chorobliwie uzależnieni od władzy. Żenujące, acz normalne, zwłaszcza w małych społecznościach.

Ciekawy jest mechanizm działania takich ludzi, zakładają już nie partie polityczne, bo na to są uczuleni obywatele, a stowarzyszenia. Zwykle mają głupawe, acz chwytliwe nazwy, żadnych programów, tym bardziej ośrodków informacji. Nie warto szukać ich wizytówek,  stron internetowych, oni nie wierzą w takie bzdury, mało tego, nie lubią się afiszować. Metoda identyczna z tą, którą stosował pewien prezes dużej partii, zanim tuż przed wyborami nie przemówił. Kiedy już to się stało – przegrał wszystko. Ot takie medialne szmaciarstwo. Mamy podobną sytuację, chociaż w lokalnej skali.

Odkryją się, ale dopiero przed wyborami, będą spotkania, dyżury, wiece,  treści obiecujące wszystko i wszystkim na ulotkach, które tonami wpychać nam będą do skrzynek pocztowych, zatrudnionymi na chwilę „emisariuszami sprawy”. Co najgorsze, kupa lemingów łyknie ten PR jak gęś kluchy, a potem obudzą się z łapą w swoim własnym nocniku pomstując na czym świat stoi.

Co zrobić, aby starych wyżeraczy pozbyć się raz na zawsze? Uświadamianie społeczeństwa na każdym kroku o skuteczności kolejnych tragicznych w skutkach wyborów, wykorzystując dostępne metody, media a promując fachowców, ludzi prawych i uczciwych. Internet zdaje się być najlepszym, najsilniejszym z nich. Oni go nie doceniają, my zaś wiemy, że słowo jest skuteczniejszym środkiem od bomby atomowej. Słowo rozerwie każdy układ i uświadomi ludzi, w tym, że należy dokonywać świadomych wyborów i zawsze własnych. To nie o ich, a o naszą przyszłość chodzi.

Zapamiętajmy tylko jedno – oni mają służyć nam, jeżeli tego nie robili, należy ich usunąć i zrobić wszystko, aby przenigdy nie otrzymali w prezencie od społeczeństwa władzy, którą wykorzystają przeciwko nam. Prosta zależność i oczywistość.

Po co to wszystko? W każdym środowisku ta pozorna „elita” stanowi skuteczną zaporę dla tych, którzy wysuwają się przed szereg. To właśnie ich blokuje się w próbach zdobycia pracy, stworzenia czegoś twórczego. Urzędnicza mafia dopuszcza tylko swoich, najczęściej są to znajomi, rodzina, zaprzyjaźnione firmy i Bóg wie, kto jeszcze.

Nie cofną się przed niczym, spowodują nagonkę, aby powoli, acz skutecznie zniszczyć oponenta. Są naiwni, jeden tekst może ich obnażyć aż do kości, nawet nie czują tego, jak zaciska się na ich szyi ohydna medialna pętla, myśląc, że wszystko zadziała po staremu. Nie tym razem…

Jakie będą te najbliższe wybory samorządowe? Oczywiście sfałszowane, jednak bez współudziału komisji wyborczych, a propagandowo, gdzie bazuje się na pospolitych „manekinach” (my), których bardzo łatwo ogłupić obietnicą lepszego życia, lub wprost namówić do oddania jedynego właściwego głosu…, na nich.

Kiedy „manekiny” (my) zrozumieją to, że zostali oszukani, jest już za późno. Budzą się z letargu, pomstują, a po kilku latach popełniają ten sam błąd. To nie jest żart, to prawda! Tak, wiem, przypomina to trochę ptaki dodo, które w paroksyzmie bólu i w efekcie pędu oszalałego stada, skaczą w przepaść ku zatraceniu. Fenomen socjologiczny, który poprzedza prymitywna, prowincjonalna manipulacja, lub jej odmiana, stokroć niebezpieczniejsza – socjotechnika w wykonaniu starych partyjnych aparatczyków.

Przesłanie jest proste, zanim dokonasz wyboru pomyśl, sprawdź kandydata i podejmij samodzielną decyzję, innej metody nie ma. W tym twoja szansa, a być może milionom nam podobnych.

I co? Jesteś jeszcze do tego zdolny? Masz jeszcze czas.

____________________________________

Mariusz R.Fryckowski