„Przepraszam, czy może mi pan powiedzieć, gdzie jest jadłodajnia?” Ratując życie bezdomnemu…

To dla wielu może być szokujące, jednak my nie obawiamy się zadawać trudnych pytań i działania nawet wtedy, gdy wszelkie systemy zawodzą.

Dzisiaj jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że system działa względnie dobrze, cała reszta jest wynikiem wyłącznie braku informacji. I właśnie o tym opowiemy.

Bezdomność w ujęciu psychologicznym to kryzysowy stan egzystencji osoby nie posiadającej faktycznego miejsca zamieszkania, pozbawionej środków niezbędnych do zaspokojenia elementarnych potrzeb, trwale wykorzenionej ze środowiska w wyniku rozpadu więzi społecznych i akceptującej swoją rolę społeczną. Jako stan ewidentnej i trwałej deprywacji potrzeb mieszkaniowych w sytuacji, gdy dotknięta bezdomnością osoba nie jest w stanie jej zapobiec, wiąże się z poważnym upośledzeniem psychicznego i społecznego funkcjonowania człowieka.

Natura bezdomności wyklucza zamkniętą i jednoznaczną klasyfikację jej przyczyn, ponieważ doprowadza do niej cały zespół nakładających się na siebie sił sprawczych, zespół postaw, zachowań determinowanych predyspozycjami osobowościowymi, którym sprzyjają sytuacje społeczne i sposób funkcjonowania służb socjalnych.

To dobra definicja, oddaje w pełni stan człowieka, który staje w sytuacji bez wyjścia.

Jest niedziela, czwarty dzień marca, około wczesnym popołudniem. Tuż przy kościele pw. Bożego Ciała, zatrzymuje nas pan Jurek, nie znamy go, jest w Tucholi przypadkowo, utknął. Ostatnią noc, jak twierdzi, spędził na dworcu autobusowym w naszym miasteczku. Przypomnijmy, tej nocy temperatura spadł poniżej 10 stopni. Twierdzi,że kiedy siedział na ławce, podszedł do niego patrol policyjny, który mu w żaden sposób nie pomógł. Sprawdziliśmy to dzisiaj i wiemy, że kłamał.

Nie był pijany, za to zziębnięty, spragniony i bardzo głodny, nieśmiało podchodzi do naszego auta i pyta:

 

„Przepraszam, czy może mi pan powiedzieć, gdzie jest jadłodajnia?”

Chwila konsternacji z naszej strony, skąd mamy wiedzieć, czy działa ,ale przecież nasi lokalni bywalcy jeść muszą,więc jadłodajnia na tyłach OPS-u pewnie działa. Wskazujemy drogę przybyszowi. Pan Jurek odchodzi. Przez chwile kontynuujemy jazdę, jednak sumienie zapaliło wszystkie czerwone światła, auto staje, zaopiekowaliśmy się mężczyzną. Pewnie w chwili, gdy się ogrzał, najadł i napił, kontynuował swoją podróż, nie wiemy dokąd, jest wolnym człowiekiem, ma swoje prawa.

Jednak to niezwykłe spotkanie spowodowało, że dzisiaj w poniedziałek postanowiliśmy dowiedzieć się jak takiemu człowiekowi może pomóc miasto,które często posługuje się hasłem ” „Przyjeżdżajcie! Las Was powita, a ludzie ugoszczą”. Rzeczywiście, ugościliśmy, człowiek wyjechał z miasta syty, choć zmęczony.

Rozmowa z Panem Burmistrzem

Pytanie jest oczywiste, czy są jakieś procedury,które umożliwiają pomoc człowiekowi,który trafia do Tucholi przypadkowo? Nie ma meldunku, prawdopodobnie nie ma dokumentów, dla społeczeństwa ktoś taki nie istnieje, a jednak…

Burmistrz wyjaśnia wszelkie niuanse, ale ponieważ bierze właśnie udział w uroczystościach pogrzebowych, odsyła nas do  Dyrektora tucholskiego OPS-u, Pani Lidii Pająk – Barzyk. Zanim ją odwiedzimy, trafiamy do tucholskiej stołówki OPS-u. Trwa właśnie wydawanie posiłków, jeden z bywalców z wielkim apetytem zajada się pysznym rosołem. Szefową kuchni pytamy, czy jadłodajnia wydaje posiłki w soboty i w niedziele. Miła pani nie pozostawi cienia wątpliwości, nasi „pensjonariusze” w piątek otrzymują tzw.suchy prowiant i ten starczy im na dwa dni : sobotę i niedzielę.

Tuż przy wejściu do stołówki stoi wysoki mężczyzna, pali papierosa. Znamy go z widzenia, zagadujemy…, jak posiłki ? Są dobre, chętnie tutaj przychodzimy – pada odpowiedź.

A co w sobotę, w niedzielę? Dostajemy suchy prowiant. ale ja jeszcze mam sporo jedzenia w domu. Niespodziewanie mówi, „trochę szkoda tego, że kiedy przyjdzie ktoś obcy, to choć jedzenie w kuchni jeszcze jest, to wiem pan, tak jakoś, są takim niechętni…, szkoda jedzenia, jeszcze się zmarnuje…”.

Żegnamy się, życząc sobie powodzenia. Idziemy do Pani Dyretor OPS-u. Winda świetnie się sprawdza, bo gabinet dyrektorski znajduje się na najwyższym piętrze. Wchodzimy, dwie panie z trudem odrywają się od pracy, jedna z nich to Pani Dyrektor, jeszcze chwila, ta trwa kilkanaście sekund, kończą zdanie, akceptują odpowiednią komendą, a komputer zapisuje treść kolejnego pisma.

Jakie są procedury OPS-u w sprawie bezdomnego, który przez przypadek trafia do Tucholi i prosi o pomoc?

Wszystko zależy od samego bezdomnego, bez względu na jego stan, aby móc go wesprzeć, On sam musi wyrazić na to zgodę. W każdym przypadku przejmuje go policja, jeżeli jest pijany, policjanci zaopiekują się nim, jeżeli istnieje potrzeba, bezdomny trafi do lekarza, zostanie kompleksowo przebadany. Jeżeli jest trzeźwy, miasto ma podpisaną umowę z osobą transportującą bezdomnego do schroniska. W naszym przypadku jest to umowa ze znanym nam taksówkarzem. Za kurs zapłaci miasto. Dodajmy, że policja ma w tej chwili akcję, której celem jest uchronienie bezdomnego przed zamarznięciem i na podobne zdarzenia jest uczulona.

Pytamy Panią Dyrektor, gdzie mieści się to schronisko, wiedząc, że kiedyś bezdomni trafiali do pobliskiego Świecia,właśnie to miasto zajmowało się podobnymi przypadkami? Do Wiela, pada odpowiedź. Dopytujemy, czy Pani Dyrektor zna warunki socjalne w tym schronisku. Okazuje się, że Pani Dyrektor złożyła wizytę ośrodkowi w Wielu i to bez wcześniejszej zapowiedzi. Potwierdza, warunki są dobre, bezdomny ma tam swój kąt, ciepłą strawę, wszystko,co jest mu potrzebne. Jedyną niedogodnością jest to, że w niektórych salach przebywa większa ilość osób.

Co zrobić, kiedy na ulicy podejdzie do nas bezdomny,proszący o wsparcie?

Wręczenie mu monety nic nie da, pozornie uspokajamy sumienie, jednak przy takiej, jak obecnie fali mrozów musimy mieć świadomość, że ten człowiek, być może nie przeżyje najbliższej nocy.

Jak postąpić? W każdym przypadku wezwać policję, czas skończyć z idiotycznym stereotypem, że wezwany patrol policji to obciach i zapowiedź kłopotów formalnych. Policja jest po to, by służyć ludziom, jeżeli któryś z funkcjonariuszy ma co do tego wątpliwości, a obywatel to zauważy, zachęcamy do powiadomienia nas, z pewnością zajmiemy się tym problemem. Jednak przez tyle lat, nie było z tym większych problemów. Ma nam przyświecać inny cel, wzywając radiowóz, ratujemy obcemu człowiekowi życie.


(mrf.)

Dla potrzeb tekstu, imię naszego bohatera zostało zmienione.

Wszystkim naszym rozmówcom dziękujemy za wyczerpujące informacje.