„PS Rawycz”- dlaczego obawiam się tej premiery?

Przed nami premiera obrazu, który traktuje o postaci wyjątkowej,wręcz symbolicznej dla starszej części naszego, powiatowego społeczeństwa. Jeżeli chodzi o młodych ludzi, mają tę historię w nosie, mówiąc jeszcze brutalniej, nie interesuje ich ta postać bardziej, niż stracona dyskoteka.

Jednak przedsięwzięcie – film, nad którym pochylił się kompletnie nam nieznany filmowiec /reżyser może zadziwić i przerazić każdego, kto znał osobiście lub z literatury, ks. Wryczę. Swego czasu dokonaliśmy próby przeanalizowania dorobku twórczego filmowca i niestety, nie budzi ona szczególnego  zachwytu, ale daje wymierne świadectwo heroicznej odwagi autora do opisywania przeszłości okiem obiektywu w takim tempie.

Jestem nastawiony sceptycznie do każdej fundacji, ich działalność w Polsce od zawsze budzi kontrowersje i rodzi podejrzenia. W przypadku „PS Rawycz” wszystkie drogi łączą się w punkcie o nazwie Fundacja OKO- LICE KULTURY. Choć nazwa jest dziwaczna nie mam podstaw, aby w tym konkretnym przypadku mieć jakieś większe uwagi,zwłaszcza po analizie dwóch kluczowych źródeł informacji. Strona internetowa wymienionej jest i jej nie ma, daremnie na niej szukać najważniejszych informacji o grupie, za to w swoim profilu FB,życie organizacji kwitnie i można się z tego źródła zupełnie sporo dowiedzieć. Jest jedną z wielu, niczym szczególnym się nie wyróżnia, promowanie produkcji filmowych jest sporym odstępstwem od utartych norm i to jest dobre.

Karkołomnym wyczynem jest nakręcenie w tak rekordowo krótkim czasie fabularyzowanego dokumentu, który ma opisać ruchomymi obrazkami życie i działalność tytułowego bohatera. Obawiam się tego,że z tak sensacyjnym życiorysem miałby problem nawet Stanley Kubrick, gdyby żył, a tak musimy założyć pewną umowność treści w tym filmie, który z racji  czasu na jego stworzenie, nie może być dziełem wybitnym, bardziej amatorskim i tylko takie podejście do tego obrazu powinno okazać się trafionym, by po premierze nie czuć rozczarowania. Kluczowym elementem filmu musi być kwestia budżetu, a ten nie był oszałamiający, jednak na uwagę zasługuje to,że do produkcji dołożyła się i nasza gmina.Dobra promocja regionu przez film, decyzja godna pochwały.

Wiemy też, że w filmie udział wzięli statyści z Tucholi, mam na myśli grupę,którą kiedyś miałem przyjemność zakładać wraz z kolegą. Grupa przetrwała wszelkie zawieruchy i działa do dzisiaj,choć beze mnie. Robią to,co kochają i robią to dobrze,skoro zapraszani są do różnych miejsc w Polsce,gdzie wcielają się w ustalone role.Oni również promują nasz region i oczywiście naszą gminę. W procesie powstawania filmu, udział wzięło mnóstwo osób i reżyser Kwapisz miał naprawdę milion powodów, by dostać migreny w najcięższej postaci,ale podołał wyzwaniu wraz ze swoimi współpracownikami, skoro 27 września obejrzymy w tucholskim TOK-u premierowy seans. Nie znamy fabuły i nikt nie odważy się napisać recenzji filmu, zanim go nie obejrzy, jednak sądząc tylko po fotosach i zwiastunie w filmie mogą się pojawić błędy wynikające z tempa pracy.

Na szczególną uwagę zasługuje odtwórca głównej roli,możemy przypuszczać, że będzie to najmocniejszy element filmu. Swoją pracę znakomicie wykonała charakteryzatornia, aktor łudząco przypomina pierwowzór.

Ostatnim elementem, który budzi moje obawy jest być może ten najważniejszy – muzyka,trudno uwierzyć w to,że jedna osoba w kilku wcieleniach potrafi opanować z marszu tak wiele ról, być może mamy do czynienia ze swoistym fenomenem,chcę w to wierzyć.

Premierę filmu, który obejrzymy już za kilka dni w TUCHOLI, poprzedza wystawa poświęcona postaci księdza Wryczy. Nie wyobrażam sobie tego, że przeciętny widz nie odwiedzi jej przed obejrzeniem filmu. To konieczność, bez tej wiedzy, mogą być kłopoty z fabułą, która z oczywistych względów musi zostać zmodyfikowaną wobec faktów, których nie da się odtworzyć. Swoboda artystyczna jest koniecznością.

Niepokoi mnie również to, że organizatorzy wpadli na pomysł, aby film poprzedzić koncertem muzyki filmowej, to bardzo niebezpieczne, chyba, że ten koncert dotyczył będzie wątków muzycznych wykorzystanych w tym konkretnym filmie. Jeżeli ktoś pokusi się o interpretację muzyki napisanej do innych, bardzo znanych produkcji, czar premiery pryśnie jak mydlana bańka.

I na samym końcu kwestia zaproszeń na premierę. Oficjalny komunikat głosi,że zaproszenia można odbierać w sekretariacie tucholskiego TOK-u. Można uznać,że to niepotrzebne pompowanie napięcia,ale nie,założyć należy,że sala będzie wypełniona do ostatniego miejsca, w naszym mieście obecni są ludzie, którzy osobiście znali księdza Wryczę, to spora grupa. Zakładamy, że pojawią się goście z innych części powiatu, województwa, a może i kraju. Być może znajdzie się też grupa młodych ludzi,którzy nie będą pod rygorem zajęć lekcyjnych, a przyjdą spontanicznie. Oni też muszą mieć miejsce, dlatego zaproszenia,to dobry pomysł. Warto też poprosić szefostwo TOK-u, aby przygotowało specjalne miejsca dla dziennikarzy. Nie mogą one być przypadkowe, trzeba je stworzyć w taki sposób i w takim miejcu, aby redaktorzy mogli wykonać swoją pracę bez zakłócania innym całej uroczystości. To wbrew pozorom równie ważne jak to, aby przed premierą dominującym światłem było dzienne,  bez którego zdjęcia są takie, jakie są.

Zakładam, że film zyska przychylność widzów, ale obawiam się tego, że stanie się ciekawostką festiwalową, a wszystkim zależy na tym, aby obejrzało go jak najwięcej osób, stąd propozycja. Za kilka tygodni,może odrobinę dłużej, Tuchola po wielu latach ponownie zyska kino, może warto doprowadzić do sytuacji,gdzie inaugurację jego otwarcia uświetnił właśnie film Wiesława Kwapisza? Podczas tego święta dominującą grupą osób na widowni, powinna być młodzież okolicznych szkół. Pewne filmy muszą zostać przyjęte z pozycji wygodnego fotela, a nie twardych krzeseł. X Muza jest tą, która improwizuje najbardziej i przez to, tak bardzo ją kochamy.

A… i jeszcze jedno, do filmowców, spapraliście zwiastun!


Mariusz R.Fryckowski