„Resortowe dzieci MEDIA” – szokująca książka pod choinkę

Resortowe dzieci. MediaKiedy współtworzyłem i współprowadziłem audycję radiową „Strefa O” dla Radia Park FM w Kędzierzynie – Koźlu, doszedłem do wniosku, że nadszedł najwyższy czas, aby raz na zawsze pozbyć się tego przedmiotu ze swojej pracowni, tak wyleciał i to z hukiem… telewizor.

Od niepamiętnych czasów, telewizja gościła w swoich szeregach grupę dziennikarzy i prezenterów, którzy po mistrzowsku „robili widzom wodę z mózgów”. Była to swoista norma, do której większość posiadaczy telewizorów w dawnej Polsce się przyzwyczaiła. Rosołowski, Kozera i wielu innych, niczym wodzireje medialni wykonywali polecenia Radiokomitetu, wpierw w garniturach, później w mundurach. Zbliżały się nagłe zmiany, które doprowadziły do obrad „prawie okrągłego stołu”, który dość skrupulatnie utrwalił w swoim filmie „Nocna zmiana” Jacek Kurski.

Niewielu jednak wie o tym, że w „kruchcie” tuż przy wejściu do sali obrad koczowali z mikrofonami w garści reporterzy – dziennikarze „nowej fali” – młodzi, piękni, jeszcze bez kolorowych piórek medialnych tuz: Tomasz Lis, Monika Olejnik i inni. Jak się tam dostali, kto doprowadził ich tak blisko historycznych wydarzeń, które okazały się początkiem lawiny nieszczęść moich Rodaków? Ciekawa wiedza umiejscowiona w konkretnych realiach, poprzez wsparcie ich najbliższych.

„Mieć plecy” to nie jakiś beznadziejny slogan, a codzienność, praktycznie od czasów ostatniej wojny. Bez pieniędzy, znajomości, układów, koneksji rodzinnych i partyjnych nie masz najmniejszych szans przebić się nawet w sąsiedztwo tych, którzy bez trudu docierali w kluczowe miejsca i są tam do dzisiaj. 

Kosztem dziennikarzy z układów pracę stracili lub odeszli naprawdę wybitni dziennikarze, którzy albo zmienili profesję, albo decydowali się na założenie swoich pism, stacji radiowych, czy niszowych stacji telewizyjnych. Deficyt prawdziwych mediów złagodziła nieco strefa globalnej sieci – Internetu, gdzie bez większych problemów możemy stworzyć swoje niezależne i poczytne media. Dziennikarze dawno temu pozbawieni pracy, radzą sobie do dzisiaj, odnosząc zupełnie spore sukcesy, niestety, w żaden sposób nie przekłada się to na zadawalające dochody, nawet te minimalne.

Niestety, dawne układy ciągle obowiązują, ba, mało tego, ugruntowały się tak mocno, że trzeba zmiany pokolenia, aby coś drgnęło w polskich mediach, a na rewolucję raczej się nie zanosi.

Stąd problemy niektórych stacji z otrzymaniem należnej im częstotliwości za którą płacą taczkami pieniędzy,  i nie jest to nawet kwestia brzęczącej monety, a… chwilowej poprawności politycznej. Niezależność jest w cenie, niestety wąskiej grupy patriotów, mainstream tego nie lubi i zrobi wszystko, aby takie inicjatywy zablokować zniszczyć, unicestwić w zarodku.

Jako pierwszy w szczegóły rozgrywek z dziennikarzami – dziećmi znanych i uznanych przez system wdał się oficjalnie Max Kolonko, który swoimi felietonami nadawanymi z Nowego Jorku wprowadził w popłoch połowę polskich mediów. Te ostatnie, nie mając kontroli nad Maxem wierzyły, że jego prywatny kanał istniejący na YT będzie niszowym, kompletnie niezauważonym.

Stało się inaczej i naga prawda poszła w świat, a sytuację dodatkowo skomplikowała trójca Dorota Kania (była dziennikarka śledcza „Wprost”, obecnie pracująca dla „Gazety Polskiej” od lat zajmuje się „lustrowaniem” przedstawicieli mediów, skupiając się na dziennikarzach – określanych przez „niepokorną” prawicę – jako „reżimowi”), Jerzy Targalski i Maciej Marosz.

To właśnie Oni stali się autorami książki, której nakład najchętniej wykupiliby i następnie spalili bohaterowie woluminu. Nie mam wątpliwości, stać ich na to, niestety, nakład rozszedł się z prędkością światła, a przecież zaledwie kilkanaście godzin temu odbyła się jej prezentacja.

Książka szokuje czytelnika, jest jak cykle filmów Fidyka zaklęte zaledwie w jednym odcinku. Lektura wciąga jak najlepsza powieść, czyta się ją jednym tchem, by chwilę później dojść do wniosku, że telewizja i jej informacje są warte dokładnie tyle, co wyprodukowany przez drób… nawóz.

Bardzo ciekawie charakteryzuje książkę Weltbild:

Wychowane w rodzinach działaczy i funkcjonariuszy KPP, PZPR. Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a potem SB. Doskonale ustawione potem w życiu, dzięki koneksjom, a potem pieniądzom i „grubej kresce”. Czasem, choć wywodzą się z niekomunistyczych środowisk, związane ideologicznie oraz materialnie z byłą władzą i bezpieką. Za młodu aktywiści komunistycznych organizacji młodzieżowych, potem biznesmeni, właściciele i zarządcy nowych mediów. Właśnie, dlatego tak zdecydowanie przeciwne dekomunizacji i lustracji, szydzący z patriotyzmu, polskich tradycji i w ogóle z polskości. Niebezpieczne, bo usytuowane w opiniotwórczej prasie, a przede wszystkim w telewizji i stacjach radiowych. Obecne w nich od stanu wojennego – do dziś.

„Violetty”, „Kowalscy”, Literaci”, „Poeci”, „Daniele” i inni. Połączeni solidarnością grupową i interesami, posługujący się wprawnie relatywizmem moralnym, szyderstwem i ośmieszaniem. Często, w razie pilnej potrzeby, pełniące rolę „dyżurnych autorytetów moralnych”, szczujących przeciw zbyt niepokornym, zbyt dociekliwym – myślącym, ponad ICH miarę, po prostu inaczej. Ta książka jest właśnie o nich.

Książka jest trudna do zdobycia, kosztuje grosze, zaledwie 33, 90, tym bardziej warto ją przeczytać, aby wyzbyć się złudzeń. Tkwimy w mydlanej, medialnej bańce, która pęknie pod dowolnym naporem, jednak nie dzisiaj, musimy poczekać na to jeszcze dwa lata, zanim piedestały się zwolnią, a w ich miejsce nadejdzie kolejna „nowa fala”, która będzie kalką obecnej. I tak się to piekiełko kręci od prawie wieku.

Konrad Piasecki – znany dziennikarz ze stacji RMF FM w krótkiej notatce zamieszczonej w „ćwierkani” napisał o Dorocie Kani – współautorce książki : „Uznaję takie teksty za objaw głupoty i braku uczciwości, wystawiającej fatalne świadectwo autorce”.

Pewnie podobnego zdania są Monika Olejnik, Tomasz Lis i jego żona Hanna, Piotr Kraśko, Andrzej Morozowski, Tomasz Sekielski (chociaż w tym przypadku prawda autorów książki uleciała,  jak tytoniowy dym – miał zaledwie 15 lat i zainteresowany był chyba bardziej kopaniem piłki, niż robieniem kariery) oraz wielu innych.

Polecam tę lekturę, przeczytałem ją ostatniej nocy, warto było…

______________________

Mariusz R.Fryckowski