Senator wypowiedział bobrom wojnę?

boberekWszystko wskazuje na to, że tak. Senator Andrzej Kobiak znany z tego, że prócz normalnych obowiązków, wypełnia w tym roku jeszcze zaszczytną funkcję Świętego Mikołaja (nominacje otrzymał z rąk tramwajarki wszech-czasów Henryki Krzywonos w Szymbarku) postanowił, że skorzysta z nadarzającej się okazji i podczas ostatniego posiedzenia senackiej Komisji Środowiska dość obrazowo ostatecznie „załatwi” sprawę bobrów, albo właściwie same bobry. Tego dnia miał wyjątkowe audytorium, ponieważ wśród obecnych znalazł się ni mniej, ni więcej, a wiceminister środowiska Piotr Wożniak, który jak się okazuje ma równie porażającą widzę, co i nasza senatorska tuza.



Otóż Wielce Szanowny Pan Senator od dłuższego już czasu wyraża swoje zdanie w kwestii bobrów, które według niego uprawiają niecny proceder, polegający na niszczeniu wszystkich i wszystkiego. Podczas spotkania pan Kobiak udowadnia, jak wielce szkodliwą jest działalność tych sympatycznych zwierzaków, które zapewne z braku lepszego zajęcia, niszczą najcenniejsze drzewa w ilości tak wielkiej, że nawet największy tartak miałby poważne problemy z przetworzeniem surowca.

Aby sprawie dodać smaczku, krewki senator zobrazował sytuację na podstawie kasztanowców, których rzekomo mamy w Polsce zaledwie milion. Doprawdy, wiedza senatorska w tej kwestii jest porażająca, albo statystyki, na których oparł swoje wywody są kolokwialnie mówiąc… do luftu.

Przykład kasztanowców miał udowodnić, że polskie bobry potrzebują zaledwie dwóch lat, aby „wykosić” tę liczbę drzew. Doprawdy, zwierzaki te mają nieprawdopodobne możliwości i… świetnie!

Mamy wreszcie dowód na to jak nasz „wysłannik na salonach| miast lobbować w sprawie szybkiej realizacji tucholskiej obwodnicy, miast wspomóc Burmistrza Tucholi w palącej kwestii ponownego pomiaru hałasu w wyznaczonych punktach miasta, aby sprawę przyspieszyć, miast zajmować się słynną „S5”, prowadzi swoją krucjatę przeciwko zwierzakom w opłotkach, do których wdarł się bezmózgi człowiek, rugując go z własnej krainy.

Jeżeli wiedza senatorska w tych kwestiach jest równie głęboka, co możliwości ich przeforsowania, to nie ma wyjścia, staniemy się pierwszymi, którzy poproszą koleżanki kolegów ekologów o pomoc.

Co ciekawe, senator Kobiak nie tak dawno gościł w Woziwodzie, gdzie za moje i Państwa   pieniądze zwiedzał (ups… zapewne wizytował) niezwykle malownicze miejsca. Czyżby tak kochał naturę? A może działa wybiórczo i lituje się nad jerzykami, by chwilę później zachęcić myśliwych do wystrzelania połowy populacji polskich bobrów? Zaiste drogi polityczne przedsiębiorców branży spożywczej są porażające, zwłaszcza tam, gdzie trzeba odrobinę pomyśleć.

Może jednak…, zamiast użyć popularnej „dwururki” warto jednak rozwiązać problem nieco inaczej? Jak? A przewieźć część populacji np. do innego kraju, gdzie jest deficyt tego gatunku? Zapewniam, można na tym zupełnie nieźle zarobić, oczywiście mowa jest o dziurawej kabzie rządu, a nie o prywatnych kontach na Cyprze, który zdaje się już przejęli nasi „przyjaciele” ze Wschodu.

Operatywność tucholskiego polityka w korytarzach senackich nabiera tempa iście szatańskiego, bo bezpiecznego, a wybory przecież tuż, tuż. Nie łudziłbym się, czas zakończyć tę kadencje i powrócić do tego, co umie się robić najlepiej, zostawiając politykę ludziom, którzy się na niej znają.

 

Mariusz R.Fryckowski

 

 

Posłowie…

TOKiS – PRESS przygotuje specjalne pismo w tej sprawie, które zostanie skierowane do wszystkich organizacji ekologicznych w Polsce i na świecie, aby powściągnąć niedorzeczne idee polityków polskich, którzy zwyczajnie powinni się wstydzić swoich absurdalnych pomysłów, które mają wyłącznie jeden cel – przypodobanie się części swojego elektoratu. Nie tędy prowadzi droga do normalności Mości Panowie.

 

Żródło: http://www.itv24.com.pl/news/senator-kobiak-chce-powstrzymac-bobry