O donosicielach i sprzedaży kotłów-kopciuchów słów kilka

Handel kopciuchami, czyli kotłami niespełniającymi norm emisyjnych, stał się nielegalny. Niestety w sieci, poprzez różne sztuczki z nazwami, wciąż można je odszukać i kupić, dlatego rząd szuka donosicieli, których ustalenia będzie można przekuć w kolejny sukces premiera Morawieckiego i jego świty w wojnie ze… smogiem.

W polskich miastach smogowy horror zaczyna się z chwilą, kiedy opada słupek rtęci…, ups, tego też nam zabroniła unia ( termometry rtęciowe, ogólnie dostępne są na Ukrainie, w przeliczeniu, kosztują do 5 złotych), kto ma swój dom, czym prędzej schodzi do piwnicy, aby napalić czymś w czymś, aby rodzinka nie zamarzła.

Efekty tych zabiegów doskonale znamy, są widoczne wszędzie – dymiące kominy. Pomińmy kwestie oczywiste, czyli: palenie śmieciami, rosyjskim węglem, walkę z wiatrakami w kwestii ustalenia, odpowiedzialności instytucji, która  powinna reagować w takich sytuacjach. Zajmijmy się kwestiami zachowania pewnej politycznej konsekwencji (lub jej braku) w walce ze smogiem i… kopciuchami.

Nie istnieją statystyki, z których można wywnioskować w ilu domach znajdują się kopciuchy samoróbki, które będą używane aż do ich naturalnej, technicznej śmierci. Statystyki milczą również w temacie nowych kopciuchów, które wykorzystywane będą przynajmniej do czasu, kiedy ich płaszcz wodny nie ulegnie przerdzewieniu. Pewne informacje dotyczą części zainstalowanych już pieców elektrycznych, gazowych i tych nowoczesnych, gdzie bezdymnie spalana jest biomasa ( łącznie z węglem). Ogólnie nie jest źle, bo… jest tragicznie, czego dowody mamy każdego dnia.

Dziwić może brak konsekwencji obecnego rządu w kwestiach programów z serii „+”. Aby zakończyć problem smogu w Polsce trzeba „drobiazgu”, kompleksowej wymiany na koszt państwa (czyli nasz) wszystkich pieców. Jeżeli ktoś tego nie zrobi, powinien ponieść drakońskie kary. Zasada prosta, zezłomowanie starego pieca (kwit ze składnicy złomu), z potwierdzeniem utylizacji udajemy się do ratusza, odbieramy kolejny dokument z którym wędrujemy do sklepu. oczywiście wszystko jest za darmo, a nawet z pewnym zyskiem dla właściciela (złom).

Oczywiście nic takiego nie nastąpi, bo nasze sukcesy gospodarcze w świetle bajońskich kwot długu publicznego, są wyłącznie zabiegiem PR-owym. Być może dlatego znacznie tańszym i łatwiejszym sposobem na walkę ze smogiem jest…. donoszenie na sąsiada. Cóż, przykład wędruje z góry, każdy z nas ma szansę zostać Bolkiem.

Ten mechanizm świetnie sprawdza się w państwach starej unii, donos stał się tam czymś oczywistym, u nas ma inną nazwę, jednak posiadanie tytułu „herolda” w świadomości państwa, o narodowym charakterze, po doświadczeniach rodem z bloku socjalistycznego, budzą i będą budziły sprzeciwy. Normalny Polak nie kabluje, no, może z wyjątkiem totalnej opozycji, która wspomina coś o „państwie z dykty” lub o pewnej „…kamieni kupie”.

Godzina 00:00 z 10-tego na 11-go marca stała się swoistym symbolem zmian bez pokrycia, ponieważ właśnie wtedy zaczął obowiązywać absolutny zakaz handlu kotłami, które nie spełniają norm emisyjnych. Pomimo szumnych zapowiedzi przedstawicieli programu „Czyste powietrze”, nic się nie zmieniło, ale jedna korzyść z tego jest niepodważalna – medialny sukces. Przecież teraz nikt im nie zarzuci, że nie walczą ze smogiem… na papierze i cudzymi rękoma.

A kominy? Jak dymiły, tak będą to robić 100 lat , a nawet o jeden dzień dłużej.


(mrf.)

Na pdst. money.pl

RSS
Follow by Email
Facebook