TOKis – PRESS POLECA: Dwie propozycje książkowe, które warto przeczytać!

Dzisiaj proponujemy zakupy, oczywiście dokonane przez Internet, ponieważ daremnie szukać tych książek w lokalnych księgarniach, chyba, że na zamówienie. Powód podaje nasz przyjaciel,autor wielu książek, publicysta,ekolog i stały bywalec TOKiS-a, pan Robert F.Leśniakiewicz, jak zawsze prosto z mostu i bez owijania w bawełnę.

Przyroda weźmie odwet?

 

Od rana do wieczora przeglądam strony internetowe, na których donoszą nam o nieszczęściach, które mają miejsce na całym świecie. Powodzie w Grecji, Indiach i Japonii, pożary w Hiszpanii, Portugalii i Kalifornii. Trzęsienia ziemi w Indonezji, inwazja meduz w Morzu Północnym, szaleńcze upały na riwierach i Japonii… A do tego gorączka Zachodniego Nilu  w Grecji i Włoszech, i kolejna fala Eboli w Afryce. Jak na dłoni widać postępy Efektu Globalnego Ocieplenia, którego nie chcą dostrzec ci, którym jest ono nie na rękę ze względu na prowadzone przez nich interesy.

Pisałem tu już na temat naukowców, którzy wbrew bijącym w oczy faktom cały czas trzymają się znanej z polskiego sportu formułki: nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało! A zatem globalnego ocieplenia nie ma, a ci którzy o nim mówią to lewacy, pedały, komuchy, itd. itp. – i mówiąc słowami Voltaire’awszystko jest w porządku na tym najlepszym ze światów. Ci sprzedajni idioci wciskają nam kit przy okazji opluwając ekologów czy Zielonych w imieniu tych, którzy płacą im kieszonkowe za ich „poglądy”. Ostatnio w Polsce tacy właśnie „uczeni” pisali o szkodliwości fok, które należy – wedle ich partyjno-politycznych mocodawców – po prostu wymordować, bo niszczą rybostan Bałtyku. To są „eksperci” w rodzaju tych, którzy trzebili Puszczę Białowieską by ją ustrzec przed kornikami…

Nie wiem, czy tym „uczonym” nie zaświtało w tępych mózgownicach, że może zamiast masakrować Bogu ducha winne foki należałoby uczynić Bałtyk morzem przyjaznym dla wszelkich istot żywych – w tym nas samych? Wydobyć i zneutralizować setki tysięcy ton BMR w postaci pocisków i bomb C zatopionych w Bałtyku po obydwu wojnach światowych. A jest tego trochę – iperyt, iperyt luizytowy, sarin, soman, tabun, clarkson I, clarkson II i inne, w ciągu ostatnich 20 lat doszło do 115 incydentów z bronią C. Poza tym oczyścić morze z zatopionych w nim bomb burzących i zapalających – ostatnie wypadki z Kołobrzegu i innych miejscowości, gdzie znajdowano kawałki białego fosforu – substancji wyjątkowo toksycznej i zapalającej, która powodowała długo i trudno gojące się rany – ukazuje skalę problemu. Natlenić Bałtyk i nade wszystko przestać traktować nasze morze jako ściek! To właśnie doroczne kwitnienie sinic jest efektem przeładowania jego wód sztucznymi nawozami NPK, które spływają z rzekami – a najwięcej z naszego kraju. To należałoby zrobić, zamiast tłuc foki i permanentnie truć inne żywe organizmy w tym morzu. No, ale takie działania wymagają empatii, wyobraźni i pieniędzy, a tego naszym „uczonym” – niestety – nie staje, więc najlepiej wybić foki i morświny, a wszystko będzie OK. Nic nie będzie. Będzie źle i coraz gorzej.

Niestety Wolter nie był w stanie przewidzieć tego, co zgotowała nam nasza coraz burzliwiej rozwijająca się cywilizacja. Po prostu nie miał żadnych racjonalnych przesłanek, chociaż racjonalistą to on był. Nie mógł przewidzieć, że niszczona i znieważana Przyroda weźmie na nas odwet. Przyroda poradzi sobie bez nas, my bez Niej – nie.To jest oczywiste dla co bardziej światłych umysłów. Cóż z tego, że odzywają się głosy rozsądku, kiedy są tłumione przez wrzask biznesmenów, dla których jesteśmy „obstaklem konserwatorskim” czy „ochroniarskim”, „komplikatorem procesu deweloperskiego”, a który sprzeciwia się uprawianiem wolnego handlu, rozwoju i w ogóle wszelkiej działalności gospodarczej. I oczywiście wszyscy myślący w kategoriach ochrony Przyrody są kwalifikowani jako „lewacy” i „komuchy”. A najzabawniejsze jest to, że wielu z szermujących tymi określeniami nie zawsze nawet wie, co słowa te oznaczają. Ale wystarczy, że mają negatywny wydźwięk i to już wystarczy ogłupionemu społeczeństwu, by dać posłuch wrogom i niszczycielom Natury.Po co myśleć, skoro wszystko podają usłużne media…

A przecież wcale tak nie jest, bo trudno nazwać niemieckiego pisarza Franka Schätziga, autora „Odwetu oceanu” (Wrocław 2006) lewakiem czy komuchem. Jest on biznesmenem muzykiem i producentem muzycznym, właścicielem agencji reklamowej i autorem wielu bestsellerów. Ta jego kobylasta (950 stron!)powieść ukazuje nam świat, w którym Wszechocean buntuje się przeciwko bezrozumnej działalności człowieka (ponoć rozumnego) i doprowadza do konfrontacji na linii ludzie – ocean, co kończy się niemal zagładą naszej cywilizacji. Ten techno-thriller ekologiczny stanowi groźne memento dla tych, którzy swoją działalnością doprowadzili Ziemię do stanu globalnego śmietnika. Wystarczy przypomnieć pacyficzne plamy śmieci z plastyków i innych tworzyw, które sieją spustoszenie w wodach Oceanu Spokojnego. Jego ponure przepowiednie powoli zaczynają się spełniać. Mam nadzieję, że nie dojdzie do najgorszego…

Drugim eko-technothrillerem jest powieść kryminalna LalinePaull pt. „Lód” (Warszawa 2018), którą szczególnie polecam nie tylko miłośnikom gatunku, ale wszystkim ludziom. Autorka bezlitośnie pokazała mechanizmy sterujące EGO i udział ludzi w niszczeniu przyrody Arktyki, a także same skutki EGO w Europie i na świecie. To ważna powieść – ostrzeżenie przed tym, co nadchodzi, a przeciwko czemu nie będziemy w stanie się obronić. Jedynym ratunkiem będzie przystosowanie do warunków i technika. Nie ma zmiłuj – za szaleństwo prze-ambitnych jednostek odpowiemy przede wszystkim my – zwyczajni zjadacze chleba. To my odczujemy wszelkie zmiany na gorsze, które przyniesie nam bezrozumna działalność wszelkich politykierów i stojących za nimi biznesmenów. Polecam wywiad a autorką, który przytacza tygodnik „Przegląd” w nr 33/2018, ss. 46-47, w którym autorka dokładnie określa swe motywy i priorytety.

Niestety, jak dotąd niewielu ludzi rozumie, że podcinając gałąź na której siedzimy, spadniemy z wysokości i się potłuczemy – bardzo boleśnie. Dla wielu jest to tylko jakaś abstrakcja. Inni widzą problem, ale robią wszystko, by się trzymać z boku – moja chata z kraja – mówią. Rzecz w tym, że to nie uchroni ich przed katastrofami klimatycznymi i geologicznymi.

LalinePaull nie da się zaszufladkować do „lewaków” czy „komuchów” – jest to po prostu głos rozsądku wołający na puszczy. Imperializm wciąż niszczy zasoby Natury, bo w pojęciu kapitalistów wszystko co nas otacza i my sami jest zasobem. Tylko że biorąc trzeba także coś dawać, bo Natura jest w subtelnej równowadze i każde jej naruszenie poprzez uszczuplenie zasobów mści się okrutnie. Susze, powodzie, tornada, cyklony i tajfuny, antropogeniczne trzęsienia ziemi, itd. – to wszystko są pokłosia naszej bezrozumnej działalności na tej planecie. To jest to frycowe, które musimy zapłacić – a będziemy płacić coraz więcej, aż wreszcie przestaniemy być wypłacalni. I co wtedy? Powrót do Natury i epoki kamienia nierozłupanego czy totalna zagłada, którymi tak namiętnie straszy nas Hollywood?

Polska na razie cofa się do Średniowiecza – tego najciemniejszego, najbardziej obśmianego i ohydnego. Ale jak widzę Polakom jest z tym dobrze: myśleć nie trzeba bo ONI za nas myślą, wystarczy odklepać parę paciorków i wszystko będzie OK. Dać na tacę, w niedzielę pokazać się innym w kościółku, przy okazji pokazać nowe ubranie czy nowy samochód… Wyciąć puszcze, zlikwidować Parki Narodowe – na co nam one? Lasy? – wyciachać i sprzedać za psi grosz na Zachód. Rzeki? – zabetonować! Zwierzęta? – pieski i kotki nam wystarczą, resztę odstrzelić! Taki jest właśnie tok myślenia Polaków 2018 A.D.– za który nasze dzieci i dzieci ich dzieci, kiedyś nas przeklną. Ale dla współczesnych Polaków to abstrakcja, więc niewiele się tym przejmują. Byle tylko była kasa, a z resztą…, jakoś to będzie.

Jak zawsze…


(red.)