TOKiS – PRESS TV. SOCJALIZM POWRÓCIŁ? Wicepremier wciskał kit w i tak szczelne, partyjne środowisko?

Dla każdego,kto choć trochę interesuje się polityką jest całkowicie jasne, że „DOBRA ZMIANA” stworzyła nam już układy plemienne. Wizyta wicepremiera w Tucholi w dodatku na zaproszenie lokalnych działaczy, nie przyniosła niczego, z wyjątkiem przedwyborczego pijaru. Pan Gliński jest wyjątkowo słabym mówcą, a przebrnięcie przez jego wywody stanowiło wyzwanie, przynajmniej dla tych, którzy widzieli i większości niechętnie łykali polityczny kit, jak gęsiom kluski.

Owo kluskowanie trwało dość długo, a brawom wpatrzonych w „nowe”, dla zaproszonego, nie było końca, kto wie,może dlatego kolejny powiatowy anioł powędrował do rąk gościa, tak na wszelki wypadek, aby innowiercom rękoma lokalnych działaczy z powiatu, nikt nich nie brudził. Daremne próby, daremny trud, linia polityczna została wyznaczona, kto nie jest z PiS-em, ten jest wrogiem i oberwie, prędzej, czy później.

Pan wicepremier szczęśliwie dotarł do Tucholi czarnym BMW, który mu kupiliśmy, tym razem auto miało dobrego kierowcę, bo… dojechał, choć w tym czasie inna limuzyna rządowa ponownie miała wypadek, ale tym razem w innej części Polski. Pana wicepremiera nie pilnował oddział komandosów, byli tylko: kierowca i ochroniarz. Ten ostatni, podczas spotkania, zabijał nudę zabawą telefonem, choć kto wie, może wymieniał informacje z „centralą”? Ciekawe, z którą…?

Przywitanie było ciepłe i odbyło się w Tucholskim Ośrodku Kultury. Dokonał go demokratycznie wybrany szef lokalnego PiS-u, którego nominowano do roli kandydata Burmistrza Tucholi, łatwo można go pomylić z rzecznikiem prasowym prezydenta Dudy. Chwilę później, do sali dotarli inni goście, a wśród nich nie dotrzymująca słowa posłanka, która chwilowo wywinęła się z oficjalnego pisma do naszej redakcji w sprawie skandalicznego dokumentu 447 Just, który może doprowadzić naszą Ojczyznę do ruiny. Cóż, wstyd, dla niektórych posłów, to pojęcie puste,  równie obojętne wobec swoich wyborców. Taka jakość, taki sznyt. Drugą osobą, która dotarła, był PiS-owski z nadania, kandydat do godności prezydenta Bydgoszczy ( lub „Bydgoszczu”, jak twierdził onegdaj inny „wybitny, polski” polityk). W rozmowach z „obywatelami” uskutecznił publicznie swoją niechęć do byłego posła PO z Tucholi, ale o tym za chwilę.

W maleńkiej sali TOK-u zebrał się spoty tłumek, silną grupą były media. Prócz lokalnych, dla których spotkanie wyglądało zapewne dość egzotycznie, pojawiły się media komercyjne, dla których  TOKiS- PRESS znalazł kilka chwil, by porozmawiać. Porozmawiać…,to może zbyt górnolotne stwierdzenie, więcej w tym wszystkim było wymownej mimiki, śmiechu, gestów obrzydzenia, niż treści. Cóż, zachowanie obiektywizmu wobec takich „materiałów”, to trudna sprawa, przynajmniej dla nich, my nie mamy podobnych problemów.

I zaczęła się przemowa do ludu, ale lud źle słyszy,dlatego nie bez trudu zachęcono premiera do użycia mikrofonu, kto wie,może to fobia po jednym z wywiadów RMF, gdzie pan red. Mazurek udowodnił, że jedna z najważniejszych osób w państwie nie do końca rozumie swoją funkcję. Można to oczywiście podważyć, wszak to niemieckie medium.

W Tucholi było inaczej, zamówiono monolog, w dodatku ścisłe ukierunkowany na kilka tez, niestety, szacowany gość nawet się nie zająknął w sprawie mienia bezspadkowego, które chce wyłudzić amerykańska diaspora, co niechybnie nastąpi, po podpisaniu przez prezydenta Trumpa stosowanego dokumentu. Nasz „ukochany” rząd, jak na nadzorcę niewolników przystało, robi wszystko, aby w tej i w innych sprawach uśpić społeczeństwo. Przebudzenie będzie szokiem, a reakcja zbyt późna, wersja rozbiorowa nabiera kolorytu…

Gość części tucholskich działaczy PiS-u nie wspomniał też słowem na temat podkulania ogona, po reakcji tej samej diaspory w sprawie ustawy o IPN. Przypomnijmy, po połowie roku d wprowadzenie w podskokach zmieniono ją w Sejmie w kilka godzin, otrąbiając sukces. Świat wstrzymał oddech, by szczerze się roześmiać i stwierdzić, że obecny, polski rząd jest równie niepoważny, jak polityka szamanów z wysp ZULUGULI.

Jaki był cel wizyty premiera?

To typowa agitka, stworzona dla potrzeb propagandowych, niestety, widzom, w części innego „wyznania” politycznego, treści polityka zjeżyły karki. Szanowny Gość stwierdził i to już na wstępie, że sławetna opozycja, nie ma dobrego programu i podbija spór polityczny przez emocjonalne prowokowanie. Dodał też, że obecnie rządzący Polską, muszą formułować swoje racje w sposób rozsądny oraz wyważony. Znamy tego skutki, trwa wojna domowa i wojna z połową świata, w tej chwili jest bezkrwawa, ale w wyniku aktu 1077 to wkrótce może się zmienić, czyli z odsieczą mogą do nas nadejść bratni wyzwoliciele unijni, z tą drobną różnicą, że zbrojnie, o czym miejscowy aktyw chyba nie wie. Skandaliczny dokument zaakceptowała nie tylko bezmózga opozycja.

Najlepsze jednak miało nadejść, bo pan premier stwierdził, że odwiedza Tucholę w ramach cyklu spotkań polityków PiS pod hasłem „Polska jest jedna”. Może i jedna, ale czy jeszcze nasza? Okazuje się, że nie, ponieważ rola obywateli zepchnięta została do kąta i powoli odbiera się im prawo do swobodnej wypowiedzi. Tak działa każda władza i PiS nie jest w tej materii wyjątkiem – komuniści mają tak samo.

Premier twierdzi, że mamy do czynienia z „ostrym sporem politycznym”

A wszystko zaczęło się podczas wyborów, które PiS wygrało,ale nie dzięki politycznym obietnicom,których w części nie dotrzymano, ale dzięki temu, że Polacy w konfrontacji z PO i „przystawkami” wybrali ponownie mniejsze zło. Jesteśmy spadkobiercami sytemu socjalistycznego i dlatego świetnym posunięciem było utrwalenie w pozytywnym odbiorze twardego elektoratu,który jego pieniędzmi został przekupiony programem „wszystko+”. Start był mocnym, miał gwarantować, by polskie rodziny zaczęły się wreszcie rozmnażać. Co w odwodzie? Bisurmani, którzy i i tak są wpuszczani do POLSKI, z tym, że po cichu i pod pretekstem, chodzi oczywiście o pracę. Na ten temat premier Gliński nie powiedział nawet słowa.

Obecnie…, nie mamy do czynienia z ostrym sporem politycznym, a z otwartą wojną, którą PiS prowadzi z durniami i „folksdojczami” wszelkiego wyznania. Jeżeli tego rząd nie widzi, to albo oślepł, również zdurniał do reszty,albo ma więcej do ukrycia, niż podają nam propagandyści z mediów rządowych i obcojęzycznych.

Definicja słowa „POLITYK”

Ponieważ spotkanie w niektórych momentach wyglądało jak nieudolnie wyreżyserowane, nie było możliwości zadania gościowi pytań z gatunku – trudnych. Jednak w tym przypadku i to nieświadomie, premier odpowiedział na ważne pytanie.

„Polityk – to zawód, który jest najniżej w hierarchii prestiżu m.in. z tych powodów, o których powiedziałem. Nie ma jednak dobrego zorganizowania społeczeństwa bez polityki. Są ludzie, którzy odpowiadają, że ruchy społeczne mogą zastąpić organizacje polityczne, ale tak nie jest. To właśnie retoryka polityczna z ich strony, udawanie, że się nie uprawia polityki, bo ona jest źle oceniana” – stwierdził.

Skorygujmy, aby Pan wicepremier poznał definicję właściwą. Polityk to najczęściej złodziej i krętacz, a jeżeli jest prawy i oddany społeczeństwu, to ma dwa wyjścia, zeszmacić się, lub zginąć pod kołami wywrotki ze żwirem, ale za to z twarzą. Oczywiście, wyjątkiem jest tragedia smoleńska, o której też nie powiedziano nawet jednego słowa. Było za to  sporo o pomnikach, ku czci zabitych. Widać wyraźnie, że sprawdzi się nasz scenariusz, w razie wygranej PiS- u w naszym mieście, pomniki pamięci powstaną i będą najważniejsze, a ludzie? Są tylko niechcianym dodatkiem do… życia.

Słoma z butów

Bardzo komicznie zabrzmiały w ustach premiera słowa: istotną różnicą pomiędzy PiS i opozycją jest kwestia tożsamościowo-kulturowa. To jedna z trzech tez, którą poruszył gość, podczas spotkania w Tucholi. I ponownie, motywacja była żywcem wzięta z narracji mediów rządowych, więc historia (pisana od nowa), naleciałości kulturowe, fobie narodowe, prawie nacjonalizm, który jest piętnowany jak zaraza, albo inny pomór świń.

PiS narzuca z góry takie prawa, że lud ponownie zachowuje się tak, jakby go wkręcano w imadło. Rząd wie lepiej,rząd decyduje, rząd wymusza, rząd sprawia, że mamy płacić daniny, z patriotyczną pieśnią na ustach, i wreszcie to rząd robi wszystko abyśmy żyli jak najkrócej, bo  ZUS się rozsypie, jeżeli nie zasilą go gastarbeiterzy ze Wschodu i to dalekiego. Nonsens polega na tym, że pod publiczkę, wciska się ludziom emerytalny i rentowy kit. Może dlatego taki szok powodują pisma z „piramidy finansowej”, gdzie kwota do wypłaty brzmi 105 złotych i mniej. To dla polityków nie jest ważne, najważniejsze są słupki poparcia i dobre… samopoczucie Europejczyka.

W poprzednich systemach bywało różnie, ale wiadomo jedno, obecny okrada nas już bez żadnych zahamowań i to w biały dzień. Cóż, takie elity – słoma z butów.

Zanim premier Gliński pojechał do Świecia, głosił światełko PiS-owskiej wolności, był runda spotkania, gdzie doszło do interakcji z zebranymi. Pytania padły z ust trzech osób, zwłaszcza jedno wzbudziło powszechne zainteresowanie, jednak to tylko nasza redakcja nagrała tę scenę. Zwolennik jedynie słusznej partii, cofnął się do czasów „poprzedniego reżimu” i w niewybredny sposób podsumował działania służby zdrowia w tym lekarzy i polityka związanego, z racji zawodu. ze służbą zdrowia. Były poseł z Tucholi został wdeptany w glebę, wtórował mu działacz polityczny z Bydgoszczy, sprawa sięgnęła dawnej „Solidarności”, jako związku i gorzkich żalów z powodów bliżej nieokreślonych. OBURZAJĄCE!!!

Jeżeli nie wiadomo o co chodzi w grę wchodzą pieniądze i okazało się, że dawni działacze „S” czegoś się dorobili ( sugestia, że w „dziwny ” sposób), a inni przymierają głodem.

Jaki z tego wniosek? Ponownie powracamy do definicji „polityka” i wzbogacamy ją o kolejną cechę – cwaniactwo.

Takie czasy, co ciekawe, socjalistyczne, z tym, że wyjątkowo podłej ODMIANY, pod pozorem wzbudzania patriotyzmu, który niestety, staje się narzędziem, które dla każdego Polaka oznacza coś bardzo ważnego. Niestety, skala oszustw spowoduje naszą obojętność i w tej sprawie.

Później, to już będzie umowna wojna o utrzymanie tożsamości, bo wolności już nie będzie, a kto się wychyli, ten dostanie „czapę”.

Pisowska buta i głupota? Jest dokładnie taka sama jak w przypadkach sięgających ostatniej wojny z tym, że wbrew pozorom bardziej „zrozumiała”, jak za czasów towarzysza „Wiesława”, Gierka, Wałęsy, Jaruzelskiego, Komorowskiego i mistrza manipulacji – pana Kaczyńskiego, który pozostaje w cieniu, a jest głównym rozgrywającym, co potwierdził w Tucholi Pan Gliński.

Ot, taki „kraj rad” w jednoosobowym wydaniu, ze zdradą stanu w tle tych, którym zaufało naiwne i niedouczone politycznie społeczeństwo – butne i okrutne.


(mrf.)