Tuchola chce zmienić województwo (?), czyli… zawczasu zbudujmy replikę bystrzyckiego pręgierza i postawmy na rynku, ups, przy Placu Wolności

Niestety, rzeczywistość jest taka, spora część tucholskiej społeczności ma już dosyć stagnacji miasta, żądają zmian, innej ścieżki szybkiego rozwoju.

Beznadzieja

Widać wyraźnie, że zmieniają się nastroje społeczne, zwłaszcza u ludzi młodych i w średnim wieku. Dosyć mają dziurawych ulic, zrujnowanych dróg, dosyć mają emigrowania za chlebem w rejony, gdzie pracodawcy za tę samą pracę płacą lepiej, lub wręcz wyjeżdżają, za chlebem, na obczyznę.

Wiele zmieniło się od pamiętnej katastrofy pogodowej, która miała miejsce ledwie kilka miesięcy temu. Kujawsko – Pomorskie ukazało swoją drugą twarz, twarz kompletnej bezsilności, której wątpliwym gwarantem były władze na wszystkich szczeblach. W każdym normalnie funkcjonującym kraju, po czymś takim dymisje, również w rządzie, byłyby na porządku dziennym, jednak nie z nakazu, a z własnej, urzędniczej odpowiedzialności. Bardzo delikatnie sprawę ujmując, ludzie poczuli się osamotnieni, oszukani i pozostawieni samym sobie. Gdyby nie najbliżsi, sąsiedzi, mogłoby być różnie.

Pomoc nadeszła zbyt późno i nikt do końca nie wie, ile osób ucierpiało pośrednio.

Kataklizm zaważył na życiu wielu osób, a to dopiero ledwie początek fali kataklizmów, które dopiero nadejdą.

Każda kolejna władza działająca na szczeblu centralnym, to jedna wielka porażka. Pomimo wielu nadziei, które ludzie wiązali z przejęciem władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, również i tym razem niewiele się zmieniło. No, może z jednym wyjątkiem, mamy obecnie lepszą propagandę, niż za czasów tow. Wiesława, Edwarda, Kani i „św. gen.Wojciecha”, resztę pomińmy, bo szkoda prądu na nazwiska.

Jednak istnieje pewna prawidłowość, którą tucholanie dostrzegają i tak np. widzą wyraźnie, że w pobliskich Chojnicach „oddycha się łatwiej”. Okoliczne drogi są w dobrym stanie, miasto kipi życiem, a firm przybywa w tempie nieosiągalnym dla Tucholi od… zawsze.

Czy jest tam łatwiej żyć? Wydaje się, że zdrowiej, zwłaszcza człowiekowi, który nie należy do „salonu”, nie ma układów, znajomości i zaplecza finansowego, które dopiero stworzy.

Ktoś powie, to, w czym problem, Chojnice nie leżą na końcu świata, to odległość ledwie dwudziestu kilometrów z „hakiem”, można się wynieść na „nowe śmieci”, choćby jutro.

Właśnie…, to dokładnie tak, jak z odpowiedzią na pytanie, które kiedyś zadaliśmy władzom Tucholi w kwestii schronów, których nie ma. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że Tuchola nie jest punktem strategicznym w związku z tym, potencjalnemu wrogowi i to ze względów ekonomicznych, nie opłaca się niszczyć miasta (ludzi).

Po trzykroć bzdura! To zmieniło się w chwili, gdy w Bydgoszczy stworzono wojskową placówkę NATO, a teraz będzie się tam produkowało bomby lotnicze. Wrogie rakiety mają to do siebie, że czasami zbaczają z kursu, nawet o pięćdziesiąt kilometrów. Jak przetrwać? Mamy przecież OC (które nie istnieje), niezwyciężoną armię (która odstaje od światowych standardów o pięćdziesiąt, a nawet więcej lat).

Podobnie jest z mieszkańcami, którzy swoją przyszłość chcą budować tutaj, a nie dwadzieścia siedem kilometrów dalej. Tak, nie ukrywajmy tego, mamy kompleks Chojnic, co wśród mieszkańców tamtego miasta, budzi ogólną wesołość.

 

Czego nie mamy i w najbliższym czasie mieć nie będziemy?

 

Zacznijmy od oczywistości, służba zdrowia. Takowa jest w Tucholi, nieliczna, zapracowana po uszy i źle opłacana. Lokalny szpital ma poważne problemy z kadrą lekarską, jeszcze większe z personelem średnim. Szwankuje opieka doraźna, a będzie, według zapowiedzi, jeszcze gorzej do czasu, kiedy ktoś przez ten stan… umrze, wtedy podniesie się larum i winnych będą się doszukiwać wszyscy i wszędzie. Sąd ewentualne procesy umorzy, bo tak naprawdę i tam trwa kryzys, choć w tucholskim sądzie, możemy mówić już o katastrofie.

Placówki handlowe.

Nie istnieją! Pozostały niedobitki sklepów spożywczych, z asortymentem godnym pożałowania, właściciele nie dbają o rozmaitość towarów, bo „nie schodzą”, o cenach lepiej nie wspominać. Podobnie jest ze sklepami oferującymi (to umowne stwierdzenie) inny towar.

Komu powodzi się dobrze? Oczywiście marketom, zyskują jakieś „Biedronki”, „Netta”, a za chwilę na białym koniu, do Tucholi wjedzie powiew wielkiego świata – skompromitowany cenami i jakością, niemiecki „Lidl”. Będzie bardziej światowo? Bynajmniej, zafundujemy sobie i to na własne życzenie, koleją instytucję drenującą kieszenie obywatela. Co dostaniemy w zamian?  „Wspaniałe towary” – „żarcie” nafaszerowane glutaminianem sodowym, syropem glukozowo – fruktozowym, tłuszczem palmowym i innymi świństwami, które prowadzą do świadomej dla firm i nieświadomej dla społeczeństwa – eutanazji.

Potem pozostaje już tylko organizować akcje charytatywne w obronie zdrowia i życia, ale zapominamy o tym, że głównym winowajcą jest nasza obywatelska ciemnota, czyżbyśmy zapomnieli trudnej sztuki czytania etykiet i… książek? Jest i na to wytłumaczenie, które kilka tygodni upadło – mamy prawdziwą księgarnię, niestety, tylko jedną.

Zakłady pracy.

Owszem, w ostatnich czasach powstało ich kilka, oddajmy cesarzowi to, co cesarskie, to wielka zasługa obecnego Burmistrza, ale czy te firmy zatrudnią chętnych w sposób przekrojowy pod względem poziomu wykształcenia?

Oferują prostą pracę dla ludzi słabo wykształconych, ale w wyniku jej braku na linię trafiają również ludzie „ z cenzusem”. Dlaczego? Może już czas zaprosić do Tucholi taki kapitał, który oferował będzie zajęcie specjalistom?

Oświata

Leży na obu łopatkach i „kwiczy”, co nie oznacza, że mamy nic nie wartych pedagogów. Jest wręcz przeciwnie, to świetna kadra, która cały czas się kształci, wielu o tym zapomina! Nauczyciel jest jak lekarz, kształcić się musi aż do zawodowej śmierci, świat nie czeka, ucieka, zwłaszcza nam.

Nauczyciele nie mają szczęścia do swoich ministerialnych przełożonych, mówiąc kolokwialnie, każdy następny jest głupszy. Ze zgrozą obserwujemy też zachowanie niektórych radnych, którzy choć mają problem z prawidłowym posługiwaniem się ojczystym językiem, piętnują oświatę ile się tylko da. Czyżby kompleks dawnego ucznia, który mógł być patentowanym leniem? Nie ulegajmy jednak tej tragifarsie, ludzie zmieniają się i nawet największy oportunista może zmienić zdanie, w ostateczności, można go podczas wyborów samorządowych kopnąć tam, gdzie zwykle człowiekowi wyrastają nogi, oczywiście o ile wyrazi wolę wzięcia w nich udziału ( a co by nie? – śmiech).

I można tak wymieniać dziedziny, w których Tuchola odstaje już nie tylko od Chojnic, ale od całego świata łącznie z Albanią, patrząc na to co mamy w lasach, przydrożnych rowach i za chałupami. Taka fasada „moralnej normalności”, przed domem pięknie i zielono, za chałupą szopy i sterta syfu, którego „świat” nie widzi. To samo mamy w głowach, a te wady wyplenić będzie trudno, podobnie jak produkcję skrętów, dzieci w ramach 500+ (oburza Cię to? To obecny rząd w kampanii medialnej, kazał nam rozmnażać się, jak… króliki), czy alkoholu.

 

To może solidarnie zmieńmy województwo?

 

Już słyszę: „…ot, cholera, wymyślił”. Jak?! Zamiast do Bydgoszczy, do urzędów, będę musiał (ła) jeździć do Gdańska? Dokładnie, bo sześć lat temu w Tucholi narodził się pomysł, aby nasze miasteczko odłączyło się od KUJAWSKO – POMORSKIEGO, a trafiło pod skrzydła ZACHODNIO – POMORSKIEGO. Co do kwestii urzędów w Bydgoszczy, przeciętnie korzystamy z nich raz na rok (paszport, sprawa w sądzie np. o zabójstwo sąsiada… widłami, względnie śrubokrętem), tyle…

Korzyści z takiego pomysłu? Tylko i wyłącznie, to inny świat, gdzie pracuje się dwa razy więcej, ale i inwestuje. Potrzeba drobiazgów, bezwzględnego zakazu korzystania mieszkańcom (pod karą chłosty) z grillów ( to jedyne na czym im faktycznie zależy, zwłaszcza w weekendy ) i wytłumaczenia, że świat nie kończy się na płocie własnej posesji, a zaangażowanie się w życie społeczne odbywa się z pożytkiem również dla nich samych i ich dzieci. Prawda?Jakież to proste? Nie do końca, bo za dotychczasowy, zmarnowany czas, musimy podziękować wyłącznie sobie, ściślej za własne nietrafione wybory. No, ale mamy przecież demokrację, używając luźno interpretowanego, korwinowskiego porównania: „rządy kretynów, którzy są zawsze w większości”, a nawet jak się trafi ktoś mądry, to zostanie zjedzony na śniadanie, albo chwilę później, dla świętego spokoju, zniży się do poziomu większości – to już od autora.

Może  dlatego warto być dalekim od gwałtownych zmian w samorządach, a zadziałać na nie mobilizująco, czyli… jak nie weźmiesz się do roboty, zgodnie z tym, czego oczekujemy, to i tobie wskażemy butem skąd wyrastają Ci nogi.

Część tucholan powiada: „zmieńmy Burmistrza, Starostę, a nastanie raj”, po takiej argumentacji opadają ręce i to jak gibbonowi w kontakcie ze skórką od banana, każdy kolejny włodarz, zanim czegokolwiek się na uczy ( o ile będzie chciał), miną rok, dwa, jego kadencji, obecni są wdrożeni, potrzebują tylko bodźca, swoistego kopa w głowę, albo stada skutecznych doradców, asystentów / lobbystów, którzy wezmą na siebie pozyskiwanie przedsiębiorców, ich firm, rozmowy z władzami regionalnymi, centralnymi i skutecznie doprowadzą rozmowy do stanu, gdzie na końcu włodarze dokonają nieuchronnego – podpiszą umowy i to na korzystnych dla obu stron warunkach.

Po to ewolucja dała nam „aparat gębowy i ozór”, abyśmy nimi nie operowali po próżnicy. W naszym obecnym województwie jest inaczej, tak właściwie nie ma, z kim rozmawiać, partyjniactwo wyraźnie rzuciło się niektórym na mózgi, co zaowocowało… niczym, owszem, dostajemy odpadki z pańskiego stołu, ale za naszą zgodą i wiedzą. Marazm i lenistwo umysłowe, to największe zagrożenie dla naszego powiatu. Dlatego…, tak ważne jest wspieranie ludzi, którzy myślą inaczej, perspektywicznie i wieloetapowo, to oni są lokomotywami naszego powiatu. Bez różnicy,  czy działają w kulturze, przemyśle, czy w samorządach, każdy z nich powinien otrzymać wpierw podziękowania, później medal, a jak wystarczy pieniędzy, to nawet czek. Motywacje bywają różne, ale zdaje się okres prac społecznych zakończył się dawno temu.

To, co? Zmieniamy województwo? Niech przyda się do czegoś ta nieszczęsna „demokracja”, zróbmy referendum. No, a teraz trzeba wysłać wici do „demokratyczne” wybranych władz centralnych z odpowiednią prośbą, albo pozostanie już tylko kupno biletu na najbliższy lot…, właśnie, ale dokąd?

Dobra, to po weekendzie, bo grill wystygł wraz z karkówką z… „Biedronki”, prawda? Jak zawsze…

Smacznego!


 

Mariusz R.Fryckowski