Tucholscy współtwórcy smogu mieszkają przy ulicy…?

Już za kilka chwil rozpocznie się proces, który doskonale znamy z lat ubiegłych – sezon grzewczy. Tym samym przez kilka miesięcy Tuchola zniknie w dymie. Pięknie to widać z pewnej odległości.

Mieszkańcy będą do nas pisali skargi i żądali byśmy reagowali. Jednak tym razem będziemy „prawie głusi”, ponieważ tej wojny nie uda się wygrać bez wrażliwości innych. To co pochłonie piec, wyjdzie prze komin w postaci całej tablicy Mendelejewa, łącznie z pierwiastkami, których jeszcze nie odkryto. Na ruszt trafią butelki z tworzywa, stare dętki i opony (pozdrawiamy Ogrodową), stare szmaty, których nikt nie chciał i nie kupił, do tego części aut, a nawet papier toaletowy, oczywiście…, ten zużyty.

Jednak mieszkańcy domu, przy Kościuszki, poszli o krok dalej i  część z nich godnie przywita sezon jesienny przy pomocy tricyklicznego alkaloidu zbudowanego ze skondensowanych pierścieni pirolu, benzenu i pirydyny (pirydynowej pochodnej indolu) – organicznego związku popularnie zwanego… karboliną.

Cóż to za diabeł? Świetny środek, używany kiedyś w kolejnictwie, do nasączania podkładów kolejowych, do których przykręcano szyny. Obecnie zastąpiły je podkłady betonowe, ale zdemontowane, te drewniane ciągle można „wykombinować” w mniej lub bardziej legalny sposób. Ten legalny do pewnego czasu miał postać ceduły, którą otrzymywali kolejarze, po co? Na opał oczywiście. Mniej legalny, to zwyczajna kradzież, proces tak dobrze znany każdej cywilizacji.

Podkłady nasączone karboliną są praktycznie niezniszczalne, pocięcie ich stanowi problem nawet dla pił łańcuchowych dobrych marek. By drewno zmieściło się do pieca, trzeba je pociąć, to oczywistość, będzie przy tym trochę wysiłku i sporo… iskier, za to kiedy wrzuci się to wszystko do pieca, będzie milutkie ciepełko. Niestety, ten rodzaj opału ma to do siebie,że jego smród roznosi się wszędzie. Jeżeli delikwent złoży je w piwnicy, sąsiedzi w najlepszym razie wbiją mu w plecy widły, za to ci, którzy będą wąchali spaliny z komina…, sięgną po bardziej radykalne środki. ( czy mieszkają tam jacyś myśliwi?)

Część domów przy Kościuszki w Tucholi ma ciekawą historię, przez większość już zapomnianą. Wiele lat temu, budynki te stanowiły własność PKP,mieściły się w nich mieszkania służbowe prawdziwych kolejarzy. Ba, mało tego, mieściły się tam nawet gabinety lekarskie! Kolejarze mieli kiedyś godną opiekę stomatologiczną z narzędziami tortur, podobnymi do mechanizmów dawnych maszyn do szycia, a w razie niepowodzenia stomatologa,  obok urzędował… lekarz.

Minęło wiele lat,PKP rękoma idiotów została zdemolowana do podszewki, co w efekcie zaowocowało okazją kupna mieszkania służbowego za parę groszy, z czego wszyscy chętnie skorzystali.

Ponieważ miasto nie wpadło na to, aby zmusić ludzi do podłączenia sobie cywilizowanego ogrzewania, prawie każde z nich ma „kopciucha”, a mieszkańcy pobliskich bloków,darmową wędzarnię. Taka transakcja wiązana, z tym, że sąsiadów wędzi się „na żywca”.

Potworny dym i  smród rozciągać się będzie na całą okolicę,to pewne. Dobra wiadomość jest taka, że policyjny dron tucholskich policjantów, będzie prawdopodobnie „doposażony” o ciekawe urządzenie, które sprawdzi, czym „śmierdziele” palą w swoich piecach. Później będzie już normalnie, tęgi mandat, a może i jakiś mały wyroczek się trafi, za recydywę.

Do powąchania!


(red.)