TUCHOLSKIE FAKTY: KONFERENCJA PRASOWA W STAROSTWIE CZ2. DRAMATYCZNA SYTUACJA TUCHOLSKIEGO SZPITALA

Nie ma najmniejszych wątpliwości, trudna sytuacja tucholskiego szpitala stała się faktem, również politycznym.

Spółka Szpital Tucholski od strony ekonomicznej znajduje się w dobrej kondycji – zapewnia jej prezes, Pan Jarosław Katulski. Szpital staje się coraz bardziej nowoczesny, przybywa sprzętu, zmienia się budynek, jego wnętrza i niezbędne urządzenia stanowiące, o jakości pracy szpitala, wszystko z myślą o pacjentach. Niestety, dramatyczną stała się sytuacja z kadrą pracowniczą.

Brakuje lekarzy, brakuje personelu średniego, bez którego lecznica nie ma racji bytu. Delikatnie mówiąc pacjenci są „wściekli” – to chyba najpopularniejsze określenie, z którym spotykamy się w korespondencji od naszych Czytelników i Widzów.

Tasiemcowe kolejki do specjalistów, to widoczny objaw, choć oddajmy prawdę, były zawsze bez równicy, czy działo się to za tzw. komuny, za czasów Solidarności, Platformy Obywatelskiej, czy obecnie Prawa i Sprawiedliwości. Masowe duraczenie Polaków polega na tym, że totalna opozycja „robi pod górkę” PiS-owcom i odwrotnie, wszyscy solidarnie zwalają na siebie winę, za dramat w polskiej służbie zdrowia. Rykoszetem oberwał również i nasz szpital.

Oczywiście zastanawia fakt, ze skoro od lat jest tak źle, to dlaczego dosłownie z dnia na dzień stało się jeszcze gorzej?

Zwolennicy powszechnej teorii spiskowej dotyczącej powiedzenia „pokaż lekarzu, co msz w garażu” twierdzą, że medycy wykorzystują właściwy moment, aby zawalczyć o swoje, nawet kosztem pacjentów.

Osobiście bałbym się zaryzykować podobne stwierdzenie, bacząc na przysięgę nie hipokryta, a Hipokratesa.

Mamy dobrych lekarzy różnych specjalności i tylko od ich zapobiegliwości zależało, którą dyscyplinę wybiorą i tutaj należy poszukiwać „rogu obfitości”. Stosując porównanie z przedstawicielami oświaty, można pokusić się o przewrotne stwierdzenie: a kto zabraniał Ci nauki? Mogłeś i ty zostać lekarzem, zdając sobie sprawę z tego, że będziesz musiał się uczyć praktycznie do końca życia. Wiedza kosztuje, a człowiek nie staje się młodszym.

Niestety, zawsze poszkodowanym jest pacjent, który poprzez piramidę finansową, którą bez wątpienia jest archaiczny ZUS, płaci wręcz horrendalne składki, również zdrowotne. Co z tego ma? Głównie garb, zszargane nerwy i gwarancję, że przedwcześnie umrze, no chyba, że zostanie artystą lub zerwie z nałogiem „bycia w permanentnym stresie”.

Pacjent jest politycznym i armatnim mięsem, którym politycy przejmują się tylko wtedy, gdy kończą się pieniądze w budżecie, a nowych wpływów do wspólnej kasy „nie ma komu robić”.

Chwilowo można tę lukę wypełnić obcokrajowcami, w naszym przypadku lekarzami z Ukrainy, ale wiemy też, że ci już okrzepli i traktują Polskę, jak swoisty „przystanek Alaska” w drodze do bardziej rozwiniętych krajów unii, gdzie za to samo, otrzymają taczkę pieniędzy więcej. Nie mówi się też powszechnie o tym, że zanim wyemigrują dalej, zdobywają odpowiednie dokumenty  tutaj w Polsce.

Szpitale boją się inwestować w tak niepewny interes. Właśnie, dochodzimy do sedna – szpital, również tucholski, to biznes, jak każdy inny, jednak o specyfice działania. Tutaj nie produkuje się gwoździ, a leczy.

I właściwie, przy odrobinie dobrej woli, można dojść do wniosku, że zarówno nam, pacjentom, jak również prezesowi Katulskiemu i jego pracownikom, należy współczuć, bo takiej „organizacyjnej jatki”, nasz szpital jeszcze nie widział.

Czy od tego współczucia przybędzie nam personelu? Nie, przynajmniej w tej chwili, ba, można nawet uznać, że częściowo zatracił się sens walki o polską służbę zdrowia. Obowiązują wściekłość, kłótnia i oczekiwanie lekarzy na godziwe życie, a pacjentów na… śmierć.

Na szczęście taki wniosek można wysnuć wsłuchując się w narrację polityków, bo prawdziwy lekarz zrobi wszystko, by uratować pacjenta.

Tego możemy sobie życzyć. Posłuchajmy (niestety, awaria jednej z kamer pozbawiła nas obrazu) zarejestrowanego przez nas wystąpienia Pana Prezesa, praktycznie w całości.

Wśród zadających pytania znajduje się również przedstawiciel naszej redakcji.

Posłuchajmy…


(red.)