Tylko jeden poseł w tak uczciwy sposób zinterpretował to, co miesiąc temu wydarzyło się w Borach Tucholskich

Dwunasty dzień września w polskim Sejmie przypominał w większości knajacką „nawalankę”, której tłem stała się nawałnica, która przybrała rozmiary katastrofy.

Media od wielu dni skupiają się na tym, co wydarzyło się w powiecie chojnickim, ściślej w Rytlu i okolicach. Wiemy, że na wysokości zadania stanęli lokalny sołtys i ludzie w większości wolontariusze. Wspomniany w większości przypadków przejął rolę państwa, które kompletnie zawiodło i zawodzi dalej. Prawie w ogóle nie ma informacji o tym, co wydarzyło się w powiecie tucholskim,  mieszkańcy mają prawo czuć się oburzeni zaistniałą sytuacją.

Jednak zanim pojawiły się u nas polityczne tuzy z salonu, na miejsce docierali szeregowi posłowie, jednym z nich jest Paweł Skutecki (Kukiz ’15), nie bez kozery nazywany „Skutecznym”. Widząc rozmiary tragedii zapomina o swojej roli i zamienia się w zwyczajnego drwala, łapie siekierę i pracuje ( informacja od naszego korespondenta). To najlepsza okazja wysłuchania komentarzy „na gorąco” o tym, co wydarzyło się ledwie kilka godzin wcześniej. TOKiS – PRESS nie uznaje politycznych faworytów uważając, że każda władza (partie) to zło w dodatku tworzone za pieniądze polskiego podatnika. Jednak w tym konkretnym przypadku zdarzyło się inaczej, ponieważ właśnie ten poseł, wczoraj, podczas 47 posiedzenia Sejmu, w sposób wyjątkowy opowiedział zebranym, jak było naprawdę. Możemy te słowa potwierdzić, nasza redakcja przez ponad 10 dni dokumentowała i komentowała wydarzenia.

Podczas wypowiedzi Sejm milczał, wreszcie wsłuchano się w słowa obiektywnego posła. Co oczywiste, na zakończenie wypowiedzi pojawiły się brawa. To jeden z nielicznych momentów w pracy Sejmu, gdzie zebrani zapomnieli na chwilę o politycznej wymianie ciosów z każdego powodu. Cóż z tego, kiedy po zakończeniu wystąpienia posła Skuteckiego ponownie rozpętało się piekło.

Dlaczego zwróciliśmy uwagę na ten moment? Z prostego powodu, przedstawiciel nie partii, a stowarzyszenia mówi jak jest, bez epitetów pod adresem innych, bez porównań w stylu Jasia Fasoli ( Macierewicz – Schetyna). Dzisiaj wiemy, że Prawo i Sprawiedliwość dokonuje „rewolucyjnych” / sanacyjnych zmian i tak właściwie zamiast gadania i obiecywania ludziom niestworzonych rzeczy, powinno pracować dla suwerena, również fizycznie. Zaangażowanych w życie tej partii klakierów, szumnie nazywanych asystentami, czy innymi sztukmistrzami, władze pisowskie powinny zagonić do fizycznej roboty, aby wywiało im z głów głupotę i żeby byli możliwie najbliżej obywatela, który przecież oddał na PiS swój głos. Niestety, jest inaczej, wyborca kolejny raz został pozostawiony własnemu losowi, a za progiem…

Wystąpienie posła Skuteckiego, gdzie mówi On również o tragediach w powiecie tucholskim, operując konkretnymi nazwami miejscowości i nazwiskami ludzi, którzy będą mieli problemy z przetrwaniem zimy.

Zadziwiająca postawa w świecie polskiej, politycznej amatorszczyzny, wystruganej z banana, przez funkcyjnych  dinozaurów.

I transkrypcja:

Informacja Rady Ministrów na temat działań podejmowanych w związku z sytuacją powstałą wskutek silnych wiatrów i intensywnych opadów atmosferycznych, które miały miejsce w sierpniu 2017 r.

Poseł Paweł Skutecki:

Bardzo dziękuję.

Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przysłuchując się tej dyskusji, mam pewien niesmak, bo mija właśnie miesiąc od tragedii, która dotknęła Polskę, całą Polskę. Tę pamiętną noc z piątku na sobotę dziesiątki tysięcy Polaków zapamiętają do końca życia. Zjawisko, którego do dzisiaj naukowcy nie potrafią nazwać, zabrało życie kilku osobom, a tysiącom w mgnieniu oka unicestwiło dorobek życia. To jest zjawisko, które media nazywają nawałnicą, rząd – silnymi wiatrami, a ludzie na miejscu – klęską żywiołową, a najczęściej po prostu armagedonem.

Kiedy przyjechałem na miejsce tych wydarzeń dobę po tych zdarzeniach, nie było tam nikogo oprócz strażaków. Nie było tam ani pana posła Schetyny, ani wojska. Wtedy już wiedzieliśmy, że dwie nastolatki, Olga i Asia, zginęły w Suszku, potem dowiedzieliśmy się o kolejnych ofiarach, o 56-letniej mieszkance Zielonej Huty przygniecionej przez komin jej własnego domu, o dwudziestodziewięciolatku z Warszawy, który zginął, wypoczywając na wakacjach pod namiotem, o czterdziestoośmiolatku przygniecionym przez drzewo w miejscowości Zapora i wreszcie o 60-letniej kobiecie. Pokój ich duszom. Z szacunku do ofiar powinniśmy rozmawiać na nieco innym poziomie o tym wszystkim.

Czy można było uniknąć tragedii? To pytanie zadają sobie wszyscy, którzy tam byli. Stosy kosztownych procedur, szkoleń, systemy łączności – to wszystko dawało nam złudzenie poczucia bezpieczeństwa. I dzisiaj możemy gdybać: Gdyby ta informacja o zbliżającej się nawałnicy dotarła do wszystkich mieszkańców i letników, gdyby do tych, do których w ogóle dotarła, dotarła wcześniej, to czy ofiar byłoby mniej, czy można byłoby ich w ogóle uniknąć? Moim zdaniem dzisiaj to nie ma większego sensu. Ktoś czegoś nie dopilnował, ktoś się spóźnił, ktoś zlekceważył. Niejeden urzędnik musi żyć z tą świadomością, mieć ją do końca życia. Ja nie zazdroszczę tego nikomu.

To, co się działo przez kilka pierwszych godzin po katastrofie, powinno być podstawą do rachunku sumienia dla państwa, bo to państwo odpowiada za zapewnienie bezpieczeństwa Polakom. Czy Polacy czuli się tam bezpiecznie? Ja tam byłem, ja z nimi rozmawiałem – nie czuli się. Dopiero po nagłośnieniu sprawy przyjechało wojsko, po wcześniejszym obcesowym odmówieniu pomocy przez przedstawiciela rządu. Ale wreszcie wojsko było, wreszcie wojsko działało.

Pytania, jakie słyszałem na miejscu najczęściej, brzmiały: Dlaczego nie ma jednego sztabu kryzysowego odpowiedzialnego za koordynację wszystkich służb, i wolontariuszy, i służb państwowych, i samorządowych, i wszelkich innych? Dlaczego zwykli ludzie, naprawdę zwykli ludzie, brali urlopy, jechali kilkaset kilometrów, czasami z gołymi rękoma, czasami z piłą, czasami z paliwem do piły, i w kilka godzin byli na miejscu i pomagali, a wojsko potrzebowało kilku dni? Ja rozumiem, że wojsko przyjechało wtedy, kiedy zrobiło się głośno w mediach, kiedy pan wojewoda zdecydował się jednak poprosić o pomoc, ale mieszkańcy na dole tego nie rozumieją.

Ja pamiętam wzruszenie, naprawdę wzruszenie, kiedy zadzwonił do mnie sołtys Rytla Łukasz Ossowski i powiedział: Paweł, proszę, nie przysyłaj mi już więcej ludzi, bo rano miałem 1500 osób pod domem kultury, gdzie był sztab. Łukasz zostawił swoją firmę z boku i przez kilka tygodni, do dzisiaj, poświęcał się pomocy ludziom nie dlatego, że musi, tylko dlatego, że chce, bo przecież on nie ma za to płacone. To jest człowiek, który zastąpił służby, w pewnym sensie struktury państwa, chociaż… Został bohaterem – bohaterem wśród tysięcy bohaterów, którzy pomagali w najtrudniejszych chwilach wszędzie tam, gdzie potrzebna była pomoc. Jego uśmiech i zwykła ludzka cierpliwość leczyły złe emocje. A było ich mnóstwo. Bo jak opanować gniew, kiedy przedstawiciel polskiego rządu, widząc rozmiar katastrofy, ucieka przed sołtysem? Tak było. A w mediach mówi, że do zamiatania liści nie będzie wzywał wojska. To nie jest niefortunna wypowiedź, to jest kompromitacja. (Oklaski)

Szanowni Państwo! Jestem przekonany, albo inaczej: mam bardzo głęboką nadzieję, że nad odpowiedziami na te wszystkie pytania pracują intensywnie najlepsi specjaliści, jakich pani premier ma do dyspozycji.

Muszę w to wierzyć, bo wyraźnie ich brakuje w sprawie reakcji państwa na to, co dzieje teraz, miesiąc po katastrofie. Na papierze pomoc dla poszkodowanych wygląda świetnie, da się ją przedstawić w jakiś atrakcyjny sposób na kolorowych slajdach, ale pozwólcie państwo, że powiem, jak to wygląda dzisiaj naprawdę. Spójrzcie państwo, za oknem pada deszcz, jest wilgoć, za chwilę będzie zima i ci ludzie naprawdę mają problem z tym, jak przeżyć. Na przykład pani Iwona Mikołajska ze Skoraczewa w gminie Sośno ma zniszczony dach i ścianę szczytową. Pozwolenia na odbudowę miały być w uproszczonej formie, ale po 6 dniach pani Iwona dostała informację, że musi jeszcze raz stawić się z parametrami domu. Pani Iwona choruje na stwardnienie rozsiane. Cztery domy są do odbudowy w tej wsi. Do dzisiaj ci ludzie dostali 6 tys. zł z tytułu pomocy. Ja wiem, że kiedyś dostaną duże pieniądze, ale dzisiaj nie mają tych pieniędzy, nie mają gdzie mieszkać.

Rodzina pana Marcina z miejscowości Wilcze – stracili oni dach domu, budynku gospodarczego – miejsca pracy pana Marcina i garażu. Dostali zapomogi 6 tys., do dzisiaj nie dostali nic więcej.

Pani Halina z Kęsowa – dom do połowy nadaje się do rozbiórki. Dom był ubezpieczony na 300 tys. u wiodącego ubezpieczyciela, żeby nie podawać nazwy, który wycenił szkody na 32 tys. Jest zakaz przebywania w domu, a mieszka tam synowa z małym dzieckiem. Nie ma komina, jest zimno. Pisali do wójta, ten odesłał ich do sekretarza. Ostatecznie dostali pieniądze na dzieci, ale od 6. roku życia. Synowa, która mieszka w tym domu, ma pięcioletnie dziecko, więc pieniędzy nie dostała. W sumie dostali 6 tys. zł dzisiaj, po miesiącu.

W sołectwie Raciąż jest 200 ha lasów prywatnych, z czego 1/3, może połowa, nadaje się do wycinki. To są lasy rolników, którzy kupowali je za ostatnie pieniądze, żeby mieć zabezpieczenie na starość. Nie mają już tego zabezpieczenia. Teraz przyjeżdżają do sołectwa Raciąż prywatne firmy, wykupują to drewno za grosze, a rolnicy sprzedają, bo co mają zrobić? Nie mają pieniędzy, żeby zabezpieczyć sobie dach nad głową na zimę. I tak wygląda rzeczywistość tam, na miejscu. W tym samym sołectwie jest ośrodek wypoczynkowy Bydgoskiej Fabryki Mebli, gdzie co roku jeździli ludzie starsi, emeryci. W te wakacje ośrodek był zamknięty, ma być remont i Bogu dzięki, bo tych ofiar byłoby naprawdę dużo więcej. Jeżeli chodzi o Sośno, pomoc do 6 tys. zł została wypłacona praktycznie w całości, natomiast żadnych większych pieniędzy nie ma.

Szanowni państwo, fakty są takie, że dzisiaj, miesiąc po katastrofie, ludzie wciąż nie mogą normalnie mieszkać. Ja nie chcę już mówić o konieczności kompleksowej pomocy psychologicznej tym ludziom, którzy przeżyli ciężką traumę, stracili wszystko: dom, narzędzia pracy, zabezpieczenie na starość, ale stracili też coś dużo ważniejszego – poczucie bezpieczeństwa. Ci ludzie budzą się w nocy, kiedy wieje mocniejszy wiatr, i tego rząd nie naprawi pieniędzmi, tu trzeba jakiejś kompleksowej pomocy dla wszystkich tych ludzi, i młodszych, i starszych, ale przede wszystkim dla dzieci i właśnie osób starszych. I dzisiaj możemy zaklinać rzeczywistość, ale na miejscu to wygląda dramatycznie. Jedyne, co buduje, to ludzka solidarność. To ludzie zostali prawdziwymi bohaterami. Ja nie mówię o politykach, którzy jeździli w kilka dni po katastrofie robić sobie zdjęcia, o politykach z każdej opcji, tylko mówię o tych ludziach, którzy, nie wiem, dziesiątkami stali po pachy w wodzie z piłami i oczyszczali rzekę, bo lada moment mogła być powódź. I wtedy jeszcze nie było tam wojska, panie ministrze, ja to widziałem, naprawdę. Ci ludzie ryzykowali swoim życiem, zdrowiem, brali urlopy – oni są bohaterami.

I z szacunku dla ich poświęcenia, z szacunku dla tragedii, która pochłonęła kilka ludzkich istnień, z szacunku dla ludzi, którzy te traumatyczne chwile będą pamiętali do końca, bardzo proszę panią premier o powołanie jakiegoś ponadpartyjnego zespołu odpowiedzialnego za gruntowny przegląd procedur, bo być może one też nie do końca zadziałały. Ale przede wszystkim, pani premier, bardzo proszę panią o to, żeby osobiście wzięła pani na sumienie warunki, w jakich ludzie poszkodowani w tej nawałnicy będą musieli przeżyć zimę. I oby ci wszyscy ludzie tę zimę przeżyli. Dziękuję. (Oklaski)

Z naszego archiwum.

Wywiad z panem Posłem Pawłem Skuteckim z 21 wrz 2016.


Mariusz R.Fryckowski

Źródła:

http://www.skutecki.pl/

http://www.sejm.gov.pl/Sejm8.nsf/wypowiedz.xsp?posiedzenie=47&dzien=1&wyp=10&type=A&symbol=WYPOWIEDZ_POSLA&id=351

http://www.sejm.gov.pl