W moim miasteczku powstała nowa organizacja: OKD – OBROŃCY KURDĘ DEMOKRACJI

Proszę Państwa, jak już wielokrotnie wspominałem w naszym miasteczku przed wyborami samorządowymi będą działy się rzeczy, które się cyt.”fizjologom nie śniły”.

Będziemy świadkami publikacji nagłych sukcesów samorządowych, kolportowanymi metodami zaczerpniętymi z najlepszych wzorów Naszego TOKiS-a (film, zdjęcia, dźwięk i tekst). Będą protesty, wiece, spotkania formalne i nieformalne, będą chwyty przyciągające sympatię wyborców, poprzez atrakcyjne imprezy kulturalne, akcje społeczne i inne formy wpływu. Objawi nam się partyjniactwo w najczystszej postaci, pojawi się też niezwykle aktywna „łapozycja”.

My już wiemy, że tam, gdzie kandydat będzie uwikłany w układ partyjny, czy towarzyski, należy go zapakować do armaty i wystrzelić jak najdalej od godności reprezentowania lokalnej społeczności. Oczywiście, ma to swoje złe i dobre strony, te dobre jednak przeważają,ponieważ słynny tucholski układ, mamy szansę rozbić w pył i proch.

Ale cóż to? Jakiś czas temu, objawiła nam się  siła, którą można porównać wyłącznie do imperialnych popłuczyn Ciemnej Strony Mocy, bo oto ze swoich nor powyłaziła tucholska, obecnie już  postkomuna, która się przebranżowiła i pod sztandarami „uciśnionych”, chce nam nieść przed twarzoczaszkami kaganek wiedzy, czyli knot zanurzony w biedronkowej parafinie, zawarty w nośnym haśle pt. „TUCHOLANIE DLA DEMOKRACJI”. Bez namysłu doszedłem do wniosku, że o demokracji to szacowne grono nigdy nie słyszało, a tym bardziej nie wie, cóż ono oznacza. Zreferuję w kilku słowy: demokracja, to terror większości. Jednak, to ma się nijak do „obrońców demokracji z Tucholi”, którzy jako wymówkę obrali sobie jeden cel – symbol: SĄDY. Może stąd ta modyfikacja ich nazwy, zwarta w tajemniczym skrócie OKD, który wymyśliłem ledwie pół godziny temu.

I wzorem Obywateli RP, co to potrafią pogryźć bliźniego i to dosłownie, czy KOD-ziarzy, których duchowym (na szczęście) przywódcą był znany na w pewnych kręgach złodziej i alimenciarz, wylegli „na miasto” w nielicznym gronie, aby siać anty-pisowski ferment. Jednak, o dziwo, wśród płomiennych obrońców sądów, dostrzegamy znane z dawnych pochodów pierwszomajowych zacne lica starych komunistów, którzy pomimo wieku, zachowali w łaskawej pamięci dyrektywy Marksa, a chwilami nawet Engelsa.

Przypomina mi się scena, kiedy czas jakiś temu, idąc spacerkiem przez nasze zabetonowane kostką brukową i granitową centrum miasteczka, podszedł do mnie jakiś jegomość, który usilnie chciał mi wręczyć egzemplarz „konstytucji rp”. Pomyłka? Zamiast wielkiej, napisałem małą? Nie, to nie pomyłka, ponieważ będąc w zgodzie z prawdą historyczną, jako kraj nie mamy Konstytucji, tylko zbiór przepisów, napisanych przez sowieckiego aparatczyka, który nie przez przypadek został prezydentem – bantustanu, ale to okazało się wiele lat później, za rządów złodziei z ugrupowania niby – liberalnego, które zdemaskowała grupa kelnerów, oczywiście zupełnie przypadkowo. Tak, to ci, co ukradli nasze oszczędności, za zgodą Najwyższego z Sędziów, którego upiór jeszcze straszy po warszawskich zaułkach, a nawet w Sejmie i na Nowogrodzkiej. Oczywiście, kolejni złodzieje dopełnili reszty kradnąc to, co pozostało. Nawiasem mówiąc, jeden z tych „umiłowanych”, swego czasu przyleciał do nas z wizytą śmigłowcem, za który wspólnie zapłaciliśmy naszymi podatkami.

Teraz…, jakiś jegomość paskudnej urody i haniebnej postury, próbuje mi wciskać jakiś wyświechtany kawał papieru i kit, że oto wybawieniem dla Mojego Kraju jest powrót PZPR-u w nowej postaci – zreformowanej SLD.

Cholera, źle trafił i tylko przez litość i zachowanie zimnej krwi, nie dostał ode mnie po pysku, wzorem Korwina,który spoliczkował agenta Jakuba Bauera,za mniejsze przewiny.

Niestety, niczego się nie nauczyli, ciągle liczą na to, że powróci „patologiczna normalność” i walczą, ale tylko w wybrane dni , by przypomnieć o sobie będąc w  grupie, która tak naprawdę nie reprezentuje żadnych ideałów, raczej patologie. „Z głupotą się nie dyskutuje, głupotę się zwalcza” – mawia telewizyjny klasyk „bez butów” i trudno się w tej materii z nim nie zgodzić.

Jak ciężko być oderwanym od koryta, nawet wtedy, gdy licząc na amnezję młodego pokolenia, zdobywało się kolejne „zasługi” już nie za czasów komuny, a za „wolności”. Niestety, rodzice tych młodych, ciągle pamiętają i widzą, że zasługi bywają dziedziczone, słowem tzw. „elyta” lub jak kto woli „Salon”, należy historycznie zaminować i wysadzić w powietrze wraz z zamknięciem mijającego etapu polsko – tucholskiej historii. I teraz jest po temu okazja.

A tak po ludzku – wstydźcie się, lub nie ukrywajcie przekonań, czerwone szturmówki zapewne wszyscy jeszcze macie poukrywane w tapczanach. Tak na wszelki wypadek, bo kto wie, co przyniesie najbliższa literacka przyszłość, kiedy w postaci książki, opublikowane zostaną imiona i nazwiska towarzyszy i towarzyszek, które dorobiły się dóbr materialnych na krzywdzie ludzkiej. Tego się nie zapomina, choć ludność tubylcza doskonale wie, co, jak, gdzie i z kim.

I tylko policjantów szkoda, bo tracą czas na pilnowanie członków OKD, którzy nie mają wstydu i dodatkowo stwarzają zagrożenie pożarowe.


Mariusz R.Fryckowski