Wielkie apetyty polityków przed wizytą Prezydenta Trumpa w Polsce

Wizyta Donalda Trumpa w Polsce zbiega się ze szczytem Trójmorza. To szansa na wykorzystanie zwrotu prezydenta USA w polityce międzynarodowej i zainicjowanie nowych obszarów współpracy między państwami regionu a USA.

To wielka szansa, przed którą stanęło Prawo I Sprawiedliwość i czas pokaże, czy nie zostanie zmarnowana.

Póki co, pałeczkę pierwszeństwa przejęli felietoniści, a ci dociekają wszelkich szczegółów tej bardzo ważnej dla Polaków wizyty. Nie Wielka Brytania, gdzie w ich parlamencie nazywano Trumpa „cieciem”, „homofobem”, „idiotą” itd, a Polska staje się pierwszym celem wizyty amerykańskiego prezydenta. Być może do tego sukcesu przyczyniła się słynna petycja, którą i my podpisaliśmy, ale o tym w swoim materiale opowie Max.

Co Polska może zyskać?

Zacznijmy od rzeczy poważnych, rozpatrywanych przez doświadczonego dziennikarza, którego felietony znają wszyscy czytelnicy TOKiS-a – pana St. Michalkiewicza, który w najnowszym artykule napisał:

Dziejowa szansa

Szanowni Państwo!

Kiedy po spotkaniu Michała Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w Reykjaviku na Islandii w roku 1986 okazało się, że istotnym elementem nowego porządku politycznego w Europie ma być ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej, niektóre państwa tego regionu, nauczone doświadczeniem kruchości porządku wersalskiego z roku 1919, postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce i stworzyć system reasekuracji niepodległości. W roku 1989 cztery państwa: Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry, podpisały w Budapeszcie porozumienie, od czworga sygnatariuszy potocznie zwane quadragonale. Do tego porozumienia, jeszcze przed aksamitnym rozwodem, przystąpiła Czechosłowacja – więc quadragonale przekształciło się w pentagonale, oraz Polska, jako uczestnik szósty – wskutek czego pentagonale przekształciło się w heksagonale. Uczestnicy heksagonale liczyli na to, że Rosja, która ponownie zaczęła pogrążać się w zapaści, nie będzie w stanie storpedować tej inicjatywy, zaś Niemcy, które wprawdzie w zapaści się nie pogrążają, przeciwnie – szykują się do wchłonięcia sowieckiej strefy okupacyjnej, czyli NRD, są jednak skrępowane powiązaniami w ramach Wspólnot Europejskich, więc ze względu na te powiązania może też nie będą mogły tego porozumienia storpedować. Trzeba zatem wykorzystać sprzyjający moment dziejowy, stworzyć fakty dokonane, a potem ich bronić. Jeśli chodzi o Rosję, to te rachuby się sprawdziły; Rosja nie podejmowała prób wysadzenia heksagonale w powietrze. Nie sprawdziły się one natomiast w odniesieniu do Niemiec. Niemcy, które odzyskały swobodę ruchów w Europie po podpisaniu w Moskwie 12 września 1990 roku traktatu potocznie zwanego dwa plus cztery, natychmiast przystąpiły do wysadzania heksagonale w powietrze. Zachęciły dwie republiki jugosłowiańskie: Słowenię i Chorwację do proklamowania niepodległości, co wkrótce postawiło Jugosławię, która miała być bałkańskim filarem heksagonale, w ogniu krwawej wojny domowej. Widząc, czym grozi politykowanie za niemieckimi plecami, pozostałe państwa heksagonale zdystansowały się od tej inicjatywy i odtąd próżnię polityczną po wycofaniu się imperium sowieckiego ze Środkowej Europy wypełniają Niemcy przy pomocy rozszerzania na wschód Unii Europejskiej, której są politycznym kierownikiem.

Wadą heksagonale było to, że nie miało ono dostatecznie silnego lidera, ani protektora, więc Niemcy bez trudu to rozgoniły. Gdyby jednak heksagonale takiego silnego protektora znalazło, to być może Niemcy nawet nie podjęłyby próby wysadzenia tego porozumienia w powietrze. A właśnie pojawia się szansa powrotu do heksagonale uzupełnionego i poprawionego – ze Stanami Zjednoczonymi, jako protektorem. Prezydent Donald Trump jeszcze jako kandydat podczas kampanii wyborczej, wypowiadał się krytycznie o niemieckiej hegemonii w Europie, dając do zrozumienia, że najlepszy byłby powrót Europy do formuły konfederacji, czyli związku państw, od której Europa odeszła w traktacie z Maastricht, co to wszedł w życie w roku 1993 – ku formule federacji, czyli państwa związkowego. Powrót do formuły konfederacji oznaczałby osłabienie niemieckiej hegemonii, której obawiają się również narody zamieszkujące Europę Środkową tym bardziej, że po Brexicie Niemcy, wykorzystując instytucje Unii Europejskiej, próbują narzucić tej części Europy pruską dyscyplinę pod pretekstem sprawdzania stanu demokracji i praworządności oraz poprzez narzucanie, wbrew ratyfikowanym traktatom, na przykład kontyngentów tak zwanych „uchodźców”. Gdyby zatem właśnie teraz podjąć próbę powrotu do heksagonale – ale uzupełnionego i poprawionego, to znaczy – ze Stanami Zjednoczonymi jako protektorem tego przedsięwzięcia, to dla państw z obszaru Europy Środkowej byłaby to szansa nie tylko na uwolnienie się spod niemieckiej hegemonii, ale również na zabezpieczenie się przez rozmaitymi niespodziankami od strony wschodniej. 6 lipca ma przylecieć do Polski prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, który we Wrocławiu weźmie udział w Forum Państw Trójmorza. Ciekawe, czy tym razem państwa Europy Środkowej potrafią wykorzystać tę dziejową szansę, czy też nie – bo jeśli nie potrafią, to następna prędko się nie powtórzy. Dlatego trzeba zrobić wszystko, co możliwe, żeby się to udało.

****

A jak na przyjazd Donalda Trumpa patrzy stały obserwator sceny politycznej na świecie Max Kolonko? Nie pozostawia złudzeń.

Wizycie prezydenta Trumpa w Polsce uważnie przyglądać się będzie cały świat, jednak szczególne zainteresowanie wizyta ta budziła będzie w zadętej islamizowanej Francji, oszalałym z przerażenia Niemcom, którzy ponownie chcą rozwalić Europę, lewackiej W.Brytanii i oczywiście na Kremlu, gdzie tkwi jeszcze ponury ruski czekista, z atomowym guzikiem. Być może kluczowym momentem będzie zapowiadana przez administrację amerykańskiego prezydenta przemowa do Polaków, która w lewackich kręgach już wywołała panikę.

Polska przy mądrej polityce negocjacji może wiele zyskać, to ważne, a ta to biznes, a ten musi opłacać się obu stronom, inaczej staniemy się wyłącznie amerykańskim lotniskowcem, który po wykonaniu zadania pójdzie na dno.

To nie zdarza się często, Polska znalazła się w innej fazie rozwoju, wyrwała się spod kurateli sowieckiej i pruskiej, znalazła się w strefie wpływów USA i jest historyczna szansa porozumienia się z gigantem, ponad głowami naszych historycznych okupantów, którzy teraz mają już nie tylko obstrukcję polityczną, a zwyczajną atomową, fizjologiczną… sraczkę i  dodatkowo potęgują ją  ostrzał własnych społeczeństw, a te nie akceptują bezładnej polityki migracyjnej swoich własnych rządów.Pozostaje im już tylko bierne przyglądanie się sytuacji, gdzie Polska powiedziała wszystkim  dobitnie, łącznie z całym strupieszałym i zdemoralizowanym Parlamentem Europejskim –  sajonara.

Teraz od nas zależy, czy odniesiemy sukces na wszystkich płaszczyznach, czy też czeka nas wzorem ruskich „wielka smuta”. Cóż to oznacza? Sowieci zgromadzili przy granicy z Polską gigantyczne siły militarne, kiedy okaże się, że nie będzie mocnego przesłania ze strony Trumpa, staniemy się celem identycznym jak Ukraina, co oznaczać będzie wybuch globalnego konfliktu. Wszystkie strony zdają sobie z tego sprawę, prócz oczywiście dawnej osi Paryż – Berlin, której poprawność polityczna i pieniądze przepaliły mózgi.


(mrf.)

Fot. Michael Moore