Wojna? Na Ukrainie?

Jest faktem i trwa od wielu lat. Rozpoczęła się dużo wcześniej, zanim świat oficjalnie dowiedział się o tym, że „zielone ludziki” wkroczyły na Krym.

Z namacalnymi faktami trudno dyskutować, można się jedynie pokusić się o ewentualne relacjonowanie wydarzeń, ale kto będzie na tyle głupi, aby stanąć wpierw na froncie, a chwilę później na linii ognia? Desperat może mieć okazję przekonać się o tym jak jest, ale tylko jeden raz.

Sytuację Ukrainy można rozważać wielowątkowo i tyle. Felietoniści robią to od lat, na odległość, siedząc w wygodnych fotelach w cieple i zaciszu. Postępowanie wygodne, ale czy rzetelne? Niech snują swoje opowieści o sytuacji politycznej, historycznej, niech rozważają, kto podsyca konflikt, a kto chce go wyciszyć. Niech spekulują o tym, jak Ukraina zarabia na naiwności Zachodu i o tym, jaki kapitał polityczny przed wyborami, zebrać chce obecny prezydent tego kraju, który na pokaz, dla zachowania pozorów utknął mentalnie w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku.

Mnie interesuje los Polaków mieszkających na Ukrainie, a ich sytuacja jest zła. Powiedzmy sobie szczerze, nie jesteśmy tam mile widziani, chyba, że dysponujemy środkami finansowymi. Do chwili, kiedy ich nam nie zabraknie, wszystko jest poprawne.

Ukraina? To wszechobecna bieda, która wyłazi z każdej ruiny, z każdego zaułka. Po ulicach wielkich miast snują się żebracy, ich ciała bywają potwornie zdeformowane przez choroby i kalectwo. Nikt się nimi nie interesuje, ale każdy turysta z Polski na ich widok sięga do portfela. Oni wiedzą o tym, że jesteśmy wrażliwi, cieszą się z każdej, nie bezwartościowej hrywny, a złotówki, za które, tam można kupić sobie życie, to stwierdzenie dotyczy nieszczęśników, przybyłych z Czernobyla.

Ukrainą rządzi pazerna władza i pieniądz. Kraj z „marną historią”, bardzo potrzebuje autorytetów, a tych brakuje, może właśnie dlatego gloryfikuje się ludzi, których w Polsce uważa się za pospolitych bandytów i morderców. To historia nie do przeskoczenia, zaszłości zatrzeć się nie da, a tym bardziej o nich zapomnieć.

W Ukrainie POLSKOŚĆ wyziera zewsząd, są takie miasta, gdzie dzięki Polakom, po wielu latach, jakoś one funkcjonują. Powszechny jest problem wody, przoduje w statystykach Lwów, gdzie woda dociera do części domostw zaledwie kilka razy w ciągu doby. Istnieją aż trzy potężne wodociągi, to nasza „robota”, ale od wielu dziesiątków lat nikt o to nie dbał, niektóre z nich przerobiono nawet na kanały ściekowe. Teraz ludzie płacą za swój brak wyobraźni i wybory ludzi, którzy powinni zgnić w więzieniach. Wodociągi? Są jak sito – przeciekają, może, dlatego nie warto poruszać się komunikacja miejską, problem z myciem jest powszechnie wyczuwalny.

Ukraina zdecydowanie brunatnieje, już nie tylko w miastach, ale i na prowincji. Jednak krzywdzące jest stwierdzenie, że każdy Ukrainiec jest potencjalnym zagrożeniem dla obcokrajowca / potencjalnego sojusznika, to nieprawda, przynajmniej tam, gdzie dla wielu domem jest dziura w ziemi lub… okop.

Mijając granice z Polską wkracza się w inny świat, gdzie wszystko jest tańsze, niż u nas, ale można zapomnieć o dużych zakupach, by je przewieść przez granicę, w tej materii…, ukraińskie prawo jest równie głupie, co nasze za czasów komuny. Ukraińcy wiedzą o tym i na tej ułomności również zarabiają (na turystach), odpowiednio dobierając ceny. Może…, dlatego w każdym miejscu, nasze auto otaczali handlarze, którzy doskonale wiedzą, kto jedzie tym konkretnym samochodem i czym może dysponować. Zachowują się tak, jakby mieli jakieś niebotycznej mocy skanery, a to tylko… doświadczenie.

Ukraińcy jak ognia boją się prowokacji, pozostając w tym stanie, wyrządzają krzywdę innym. Przekonało się o tym i to boleśnie, wiele osób z Polski, które były oburzone tym, jak Ukraińcy traktują historyczne miejsca, które dla każdego Polaka po tej, czy ich stronie, są świętością. Każda próba oponowania kończy się grzywną lub więzieniem.

Zastanawia fakt, że wobec toczącej się na Ukrainie wojny, tak wielu jej mieszkańców miast walczyć o wolność swojego kraju, wybiera obczyznę i spokojne na niej życie. Niestety, często się zdarza, że i tego nie potrafią uszanować. Po pierwszym szoku kulturowym, szybko trzeźwieją, a w skrajanych przypadkach, które coraz częściej się zdarzają, gdzie wkracza polska policja sięgając po broń, okazują skrajną niewdzięczność, tak zdarzyło się kilka tygodni temu w Pabianicach. Na szczęście to rzadkość i postawy skrajne, ale trzeba mieć świadomość nowych zagrożeń, zwłaszcza, że jesteśmy narodem kompletnie rozbrojonym – pozostałością dawnych działań komuny, dzisiejszych lewaków.

Nad tą emigracją nikt nie panuje (sprawdziłem!) i nikt nawet nie zamierza tego robić, bo potrzebujemy rąk do pracy, ale wpierw polskie rządy, za granicę, wypchnęły rodzime, świetnie wyszkolone kadry, a chcąc zaoszczędzić, wpierw je okradły (OFE). Co my z tego mamy? Wyłącznie zgryzoty, a konflikt historyczny pomiędzy Ukrainą, a naiwną Polską narasta z każdą chwilą, sztucznie podsycany przez tych, którym się to opłaca.

Wojna na Ukrainie? To głównie interes, który z Zachodem robi prezydent Poroszenko. Kiedy kończą się pieniądze, następuje eskalacja konfliktu z Putinem. Naiwność  Zachodu jest w tej materii przeogromna, płacą, dostarczają sprzęt, będąc przekonanymi, że Ukraina stanowi naturalną granicę, być może ostatnią, przed kolejnym etapem ekspansji Kremla.

Niektórzy twierdzą, że mamy do czynienia z gigantycznym oszustwem w które wciągnięto wiele nieświadomych sytuacji społeczeństw.

Jak i czym, ta niebezpieczna zabawa się zakończy? Najbliższymi wyborami na Ukrainie, niestety, każdy wybór naiwnych i zmanipulowanych ludzi będzie złym. Brzmi swojsko? Dokładnie!

Ukraina? Praktycznie już jej nie ma…, szkoda, to piękny kraj, jeden z najmniej skażonych europejską głupotą spod sztandarów komucha Spinellego. Aby tam wjechać, trzeba mieć paszport oraz… mocne nerwy.


(mrf.)

Dodaj komentarz