Wyborcza propaganda już się pojawia, jest miałka, bez wyrazu, jak niektórzy kandydaci…

„Głosuj na mnie, a będziesz miał raj”,tak najoględniej można podsumować wyborcze,papierowe zachęty na lokalnych płotach, słupach i budynkach.

Źródło: sieć

Kandydaci do samorządów prześcigają się w pomysłach, aby zostać wybranymi. Większość z nich nie ma nawet pomysłu na to, aby usprawnić działania swoich gmin,ale wiedzą,że warto”wystartować”, bo ponad 60 000 miejsc w samorządach w skali kraju, to niezła okazja, aby podreperować prestiż i przy okazji domową kasę.

Co mogą nam zaoferować w zamian za naszą przychylność? Opowiadają różne banialuki, a to,że leży im na sercu dobro regionu, mała ojczyzna, porusza ich los ludzi i inne takie. Żadnych konkretów, granica wyborczego szaleństwa jest w tej materii dość płynna i warto po jakimś czasie rozliczyć wybrańców z ich obietnic, a tu, o dziwo, w większości przypadków niczego konkretnego nie ma. Czy znowu będziemy tak naiwni, że oddamy swój bezcenny głos na twarze, poprzez sugestie samych kandydatów, albo ich znajomych lub pani Jadzi z mięsnego?

W takich okolicznościach trafiony wybór może by zwyczajnie niemożliwy, co gorsza,sporo kandydatów nigdy nie działało samorządach i ich szanse powinny być znikome. Nie istnieją szkoły, które uczą przeciętnych obywateli samorządności, kiedy zostaną wybrani, pozostanie im instynkt, a ten nie jest dobrym doradcą. Każdy radny ma obowiązek zapoznać się ze skalą działań samorządowców i powinien się do nich ustosunkować poprzez głosowanie na sesji. Czy będzie gotowy podjąć taką decyzję, czy zadziała pod dyktando większości? To stały problem.

Każde wybory, to eksperyment na naiwnym, społecznym organizmie,więc każdy ma prawo do informacji o kandydacie.

Na szczęście jest Internet, a wśród tych,którym zależy na wyborze, wykształcił się pogląd, że to źródło informacji może im pomóc. To prawda i każdy wyborca powinien odszukać profil ewentualnego kandydata, na którego „postawi” krzyżyk. Jeżeli takiego nie ma, to sam sobie winny. Czy tak ciężko jest założyć sobie stronę internetową, lub profil w najbardziej plotkarskim medium społecznościowym świata? Jeżeli tego kandydat nie zrobił,oznacza to, że jest XXI wiecznym troglodytą, bez polotu.

Filmowe spoty wyborcze są świetnym przykładem przemyślanej kampanii kandydata. To dzięki nim dostrzegamy  osobę i w sposób skomasowany poznajemy również jego dokonania i plany. Niestety, wyborcy,zwłaszcza tradycjonaliści stronią od sieci, uważając, że nie poradzą sobie z”obsługą”. To niestety efekt zapóźnień w tej dziedzinie,który wyrównać będzie równie ciężko, co zmusić wyborcę do złapania długopisu i zmuszaniu go do pisania. I choć większość z nich ma głód wiedzy o kandydacie, nie mogą skorzystać z oczywistości. Nieuctwo? Lenistwo? Nic podobnego, płacimy za lata socjalizmu,który właśnie chce znowu wedrzeć się w nasze opłotki.

Jaka będzie ta kampania? Wyjątkowo słaba,patrząc na kandydatów i ich zamierzenia, względnie ich brak, niczego lepszego spodziewać się dla miasta i gmin, nie należy. Trwa wojna, gdzie część kandydatów stanowi wyborcze mięso, które zostanie odrzucone po to, aby wypłynęli „ci,co zawsze”. Jest ich mała armia, znają się i oficjalnie wspierają, jednak w czasie kampanii, „przyjaciół” nie ma, trwa bezpardonowa walka o miejsca,  a wyborcy schodzą na plan dalszy?

Spory błąd…, wpierw trzeba ich namówić do tego, by w ogóle wyszli z domu i to jest problem…


mrf.