WYBORY 2018. O nowej ordynacji wyborczej i kandydatach do najwyższych władz w mieście, gminach i powiecie słów kilka

Krytyczny wyborca naszego powiatu zwykle wykazuje maksimum lenistwa i zwyczajnie ignoruje możliwość wyboru swojego kandydata do najwyższych władz miasta, gmin  i powiatu. Kiedy kolejna, demokratycznie wybrana władza „wykłada się” na jakimś zadaniu, pomyje leją się na ich głowy wiadrami, ale dyskretnie, anonimowo, po cichu, bo za pyskowanie można dostać w łeb, lub co dotkliwsze, stracić robotę w miejscu w którym się mieszka, a to przecież luksus!

Taka postawa ma swoje uzasadnienie, ale tylko w ustach tych, którzy zamiast w dniu wyborów leżeć w fotelu, poszli spełnić swój obowiązek, lub inaczej, tego dnia dopilnowali interesu swojego i swojej rodziny. Wraz z sąsiadami stali się siłą w dodatku całkowicie świadomą tego, co robi. I właśnie tak, ma być!

Ci, którzy tego nie zrobili, bo im się nie chciało ruszyć tyłka z fotela, a nowa władza zadziałała wbrew ich oczekiwaniom, mogą mieć pretensje tylko do siebie.

Umiłowane rządy, od dziesiątków lat, wtłaczają nam do pustych głów prawdy oczywiste: niczego nie potrafimy zrobić bez wsparcia „Wielkiego Brata”, nasze dzieci należą nie do nas, a do Państwa, nie mamy prawa do obrony własnego majątku i własnego życia, możemy wyłącznie tyrać i płacić podatki, ewentualnie w czasie wojny ginąć za Ojczyznę z okrzykiem HURRA!

Te same rządy gumowym młotkiem w cyklu kształcenia świadomego i medialnego wbiły nam do świadomości, że jedynym pewnym kandydatem jest ktoś, za kim stoi jego własne zaplecze polityczne. Innymi słowy, do rządzenia nadają się wyłącznie… partyjni.

Wyprodukowano nas w duchu oczywistym, że człowiek niezależny, spoza układu, niczego nie wskóra, pozostanie maleńką  śrubką w mechanizmie podatkowym, by na końcu umrzeć, najlepiej z głodu, jednak tak, aby zbytnio nie obciążać służby zdrowia, firm ubezpieczeniowych i budżetu państwa w całej rozciągłości.

Zwolennicy panującej nam obecnie pożal się „Dobrej Zmiany” w tej materii niczym się nie różnią od swoich poprzedników. Władza i mamona pod sztandarami patriotyzmu – ciekawa polityka ogłupiania do reszty, większości biernego samorządowo społeczeństwa.

Przejęcie kluczowych miejsc w życiu Państwa dzisiaj, już nastąpiło, ostatnim bastionem pozostały samorządy – opoka zdeformowanego przez kombinatorów i pospolitych złodziei Państwa. Bo to dzięki samorządom jest jeszcze, co ukraść.

I tutaj znowu obowiązuje dobrze znany nam schemat, czy to dawna bandycka organizacja o charakterze zbrojnym PZPR, czy proniemiecka PO, czy też oderwane od rzeczywistości  PiS, czy inny diabeł, cel jest zawsze ten sam – uzyskanie pełni władzy. Bo władza dla tych ludzi, jest tym, czym dla palacza jest tytoń. To nałóg, który pochłania bez reszty, nawet za cenę zabójstwa lub zdrady.

Aby spełnić swoje założenia, każda partia wykona skok na samorządy, czyli…, ludzi, którymi chcą zawiadywać za ich wiedzą i aprobatą. Jednak, to właśnie obywatele z tych środowisk najlepiej wiedzą, kogo chcą wybrać, komu zaufać, wreszcie wynająć, aby wybrańcy działali dla wspólnego dobra bez nacisków z góry, a to partyjniakom nie do końca się podoba.

Niestety, to prawo chcą nam odebrać „wszechwiedzący” z partyjnego nadania, czyli ci,  którzy postanowili wyrugować zaufanych ludzi jedną kreską pt. – nowa ordynacja wyborca – papierek, którego wartość i zawartość są równe temu znanemu nam z WC.

 

Nowa ordynacja

 

Projekt zmian w kodeksie wyborczym składa się z kilku podstawowych założeń. Głównym postulatem jest zwiększenie transparentności oraz przeciwdziałanie wszelkim możliwym fałszerstwom. PiS będzie najprawdopodobniej starał się szybko przyjąć zmiany, by w ten sposób, zbliżające wybory samorządowe odbyły się już według nowych zasad, ich zasad.

Projekt nakłada obowiązek prowadzenia transmisji z każdego lokalu wyborczego. Jeżeli będzie to niemożliwe lub wystąpią problemy techniczne, całość ma zostać zarejestrowana. Wszystkie nagrania będą przechowywane przez kolejne 2 lata. Dzięki temu ma wzrosnąć transparentność.

Nowe obowiązki mają spaść na przewodniczącego komisji wyborczej. Będzie on zobligowany do sprawdzenia każdej karty do głosowania i ogłoszenia reszcie członków, czy głos jest ważny.

Większe kompetencje ma zyskać Państwowa Komisja Wyborcza, która będzie miała wgląd do wszystkich dokumentów z przebiegu wyborów. PKW otrzyma również możliwość kontroli kart do głosowania.

Projekt zakłada karę pozbawienia wolności dla osób, które wyniosą karty do głosowania z lokalu wyborczego.

Zmiany w ordynacji dotyczą także kompetencji mężów zaufania. Od teraz mają oni brać czynny udział w pracach komisji.

Projekt przewiduje likwidację jednomandatowych okręgów wyborczych. W ich miejsce mają zastąpić list kandydatami. W zależności do okręgu będzie ich od 3 do 7. Każdy z kandydatów na radnego może startować wyłącznie w województwie, w którym mieszka.

Aktualnie ordynacja zakłada, że w miastach, które nie występują na prawach powiatu, wybory odbywają się jednomandatowych okręgach wyborczych. W innych jednostkach administracji samorządowej funkcjonuje system proporcjonalny z wielomandatowymi okręgami.

Projekt likwiduje głosowanie korespondencyjne.

Jednak całość blednie wobec najważniejszej informacji: Nowa ordynacja zawiera też kontrowersyjne zapisy o dwukadencyjności wstecznej wójtów, burmistrzów i prezydentów. Pierwsza kadencja ma być w tym wypadku liczona od 2018 roku. Poważną zmianą ma być też likwidacja ordynacji większościowej i zastąpienie jej proporcjonalną.

I na zakończenie…, urny do głosowania mają być przeźroczyste, a serwery, przez które przepływać będą informacje – polskie. Czyżby to koniec leśnych dziadków z PKW?

Część projektu jest słuszna, część natomiast jest gotowym przepisem, na dokonanie skoku na samorządy. Gdy ten projekt zacznie funkcjonować, przedstawiciele wodzowskiej partii w strukturach samorządowych, będą nie do ruszenia. Zmieniać się będą nazwiska, formacja nigdy, chyba, że inna partia zwycięży w wyborach parlamentarnych, co będzie w obecnej sytuacji bardzo trudne, wobec poparcia ludzi, którzy uwierzyli w to, że projekty w stylu 500+ finansowane są z jakichś dodatkowych, kosmicznych pieniędzy rządu, są pewne, jak prawa nabyte obywatela, który lubi seks zgodny z prawem. Ten temat już przerabialiśmy przy okazji kampanii propagandowej Ministerstwa Zdrowia, które nakazało nam płodzić się, jak króliki.

Bzdura! Rząd nie ma swoich pieniędzy, każda złotówka pochodzi z naszej kieszeni, co oznacza, że owa dobroczynność rządu przełoży się na potworny dług, który w schedzie zostawimy już nie naszym dzieciom, a prawnukom, o ile wcześniej nie umrą z głodu!

Kto tego nie rozumie, niech lepiej pozostanie na etapie oglądania tureckich telenowel w rządowej telewizji niejakiego Kurskiego – specjalisty od rejestracji historycznej „Nocnej zmiany”.

Kto ma stworzyć nowy samorząd?

Ludzie spoza układu! Czyli…, trzeba zebrać swoją całą odwagę obywatelską i stanąć w szranki z innymi. Nowy przedstawiciel nie musi być „partyjnym”, ma być swojakiem, który zadba o dobro społeczności, która mu zaufała. No dobrze, ale ktoś może stwierdzić, owym „swojakiem” będzie właśnie człowiek, który działa dla i w porozumieniu z partią, której jest członkiem. Nic bardziej mylnego!

Dyscyplina partyjna zburzy każdy układ, nawet ten oparty na wzajemnym, sąsiedzkim zaufaniu. Innej drogi nie ma, chyba, że indagowany członek partii, sprzeciwi się swojemu prezesowi. Wyleci wtedy z hukiem, ale zachowa twarz, w małych środowiskach honor nie ma ceny, chyba, że środowiskiem rządzi od lat mafia urzędnicza lub samorządowa.

W takim przypadku sprawdza się scenariusz marszałka Piłsudskiego: „WSZYSCY WON!” i… robimy czystki.

Potrzebą chwili jest pozbycie się powiatów

Powiaty są jak Jonasz, generują wyłącznie koszty, a co za tym idzie długi. Samorząd doskonale będzie funkcjonował bez powiatów. Nikomu i niczemu nie służą z wyjątkiem urzędników, których zatrudniają. Ciepła, państwowa posadka, za którą płacimy my.

Skoro „Dobra Zmiana” tak świetnie liczy pieniądze, szuka oszczędności i wsadza do więzień za najmniejsze przekręty finansowe, to na początku powinna tam wsadzić samą siebie. Likwidacja powiatów, czyli potanienie kosztów utrzymania Państwa, jest potrzebą chwili.

Samorządy powinny stanowić gminy i nikt więcej. Gminy powinny utrzymywać Państwo. Skoro jednak mamy dwie izby: Sejm i Senat, to w tej ostatniej powinni zasiadać wyłącznie przedstawiciele elit, tylko po to, aby hamować finansowe apetyty pospólstwa, które zebrało się w Sejmie i za chwilę okładać się będą krzesłami, z powodu napływu muzułmańskich bandytów.

Regulamin Senatu powinien być tak skonstruowany (konstytucja), aby senatorowie wzajemnie się kontrolowali, bez możliwości zakładania „spółdzielni”. Efekt? W samorządach zostawałoby więcej pieniędzy.

Więcej pieniędzy w lokalnych środowiskach generować będzie większe zyski, bogacą się obywatele, bogaci się Państwo.

I choćby z tego powodu, wybory starosty, czy radnych powiatowych, to bzdura, należy ich rozgonić na cztery wiatry, bez prawa powrotu, łącznie z podległymi jednostkami w tym ze skażonymi genetycznie Powiatowymi Urzędami Pracy, które jeszcze nigdy, nikomu w niczym nie pomogły.

Niestety, rzeczywistość jest inna i po wyborach do powiatu trafią kolejni ludzie, miejmy nadzieję, że zupełnie inni.

Z naszych źródeł wynika, że do fotela Starosty Tucholskiego pretendować będą trzy osoby, w tym jedna ponownie (wielki błąd).

Miejmy nadzieję, że obecna ekipa świetnych fachowców swoich branż, przenigdy nie popełni błędu ponownego kandydowania do władz powiatowych. Skrewiliście Państwo, ludzie to widzą, a niektórzy uodpornili się na propagandę, którą uprawiacie przez własne media, za które my płacimy. Na rządzeniu znacie się równie dobrze, co Jaś Fasola na fizyce kwantowej. Póki co, następców Miltona Friedmana nie widać, raczej spontaniczne łatanie dziur w ramach programów naprawczych takich, czy siakich. A tak naprawdę, za obecne długi Starostwa Powiatowego w Tucholi, powinny beknąć konkretne osoby, co ciekawe, wszyscy je znają i co najgorsze… akceptują, łącznie z wyborcami! O co tutaj chodzi? To nie trzyma się kupy, chyba, że Salon przeobraził się w coś znacznie niebezpieczniejszego. Wtedy potrzebą chwili jest interwencja Temidy, tej bardzo ślepej, najlepiej z innego województwa.

Podobnie jest z gminami, z tą różnicą, że przynajmniej w Tucholi, Burmistrz miasta nie jest wyznania partyjnego, a katolickiego, bez PiS-owskich, a tym bardziej PO-wskich i każdych innych korzeni. Może mieć swoje sympatie, wady i zalety, ale pozostaje niezależny, czyli bez podporządkowania partyjnemu kluczowi. Jeżeli jest inaczej, wyborca wskaże mu drzwi.

Trudno też się dziwić temu, że tym bardziej „dobra zmiana”, chce Go wysłać, najlepiej na Marsa.

Do fotela Burmistrza Tucholi, według naszych informacji, pretenduje aż 6 osób, w tym dwie przedstawicielki płci pięknej. Mamy też wiedzę o tym, że cztery osoby ciągle się wahają. Pozostają dwie pewne, w tym jedna dobrze nam znana.

W każdym przypadku kandydaci muszą sobie zdawać sprawę z tego, że jeżeli nie społeczeństwo, to z pewnością niezależne media głęboko wgryzą się w życiorysy kandydatów, mamy na to stosunkowo dużo czasu, ale zawsze z myślą o tym, aby do samorządów weszli specjaliści, a nie amatorzy, którzy zanim nauczą się rządzenia, zmarnują kolejne lata, za które to my będziemy musieli im zapłacić. Dlatego nie ma czasu na eksperymenty!

Dosyć pyskaczy! Społeczeństwo potrzebuje ludzi, których wynajęło po to, aby liczyli się z każdym wyborcą. Jeżeli jednak mieszkańcy uznają, ze ich wybraniec sprzeniewierza się swoim obowiązkom , ten na zbity psyk wywali go z piastowanej funkcji i wyśle na orbitę okołoziemską z prędkością meteorytu w dodatku bez prawa powrotu.  Właśnie o tym zapisie „dobra zmiana” zapomniała, ale wiedzmy to, że nie jest ta sytuacja dziełem przypadku, co i tak niczego nie zmienia, wybory za rok!

Tym razem, nie dajmy zrobić się w konia!


Mariusz R.Fryckowski