Z wizytą w „KUŹNI” – felieton autorski (film)

Restauracja wielopokoleniowa w Tucholi? Restauracja, która tworzy specyficzny klimat i staje się miejscem spotkań poetów, rzeźbiarzy, literatów, malarzy? Pub, gdzie młodzież może przyjemnie spędzić czas? Trudno w to uwierzyć, wiem, ale zdarzył się w Tucholi swoisty, gastronomiczny cud, którego miano brzmi jakże swojsko – „KUŹNIA”.

Nazwa znana, jednak niewielu kojarzy tę nazwę z miejscem, a jest ono wyjątkowe. Mieści się tuz obok parku miejskiego, dokaldnie tam, gdzie odbywa się współcześnie większość pikników, festynów, imprez okolicznościowych – za Urzędem Mista i Gminy. Przepiękny, nowy i nowoczesny budynek, tak malowniczo położony nad Kiczą, tuż obok „mostku zakochanych”. Nie trzeba być Kolumbem, aby tam trafić, wystarczy pójść i nacieszyć prócz oka… podniebienie.

Poznaniak, teraz związany z Tucholą, przemiły i jakże życzliwy wszystkim… pan Paweł Stolpniewski – menadżer restauracji „Kuźnia”.

A jest, na czym zawiesić oko, proste, obfite, znakomite dania serwowane przez świetnego szefa kuchni, który zdradził Trójmiasto dla tucholskich smakoszy. Ktoś powie szaleństwo, ja skwituję to jednym stwierdzeniem – szczęście. Umiarkowane ceny, przemiła obsługa, piękne kelnerki i ten wszechobecny uśmiech na twarzy wszystkich. W tej restauracji rzeczywiście panuje domowa atmosfera, dosłownie, brakuje tylko kapci.

Danie sztandarowe to kaczka – mówi menadżer restauracji – pan Paweł Stolpniewski, rodowity poznaniak, który zakochał się w Naszych Borach. To oczywiste, tą miłością zaraziliśmy wielu. Zaryzykował i wraz z właścicielem stworzyli znakomity duet. Kiedy wszystko okrzepnie nie ma wyjścia, „Kuźnia” skazana jest na sukces.

„Dania na każdą kieszeń” – motto restauracji, która również pełni funkcję pubu, miejsce idealne dla młodzieży. To właśnie tutaj można będzie się pobawić, posłuchać zespołów muzycznych nie tylko z płyty, ale również „na żywo”. Od dawna brakowało Tucholi prawdziwej gastronomii. Tę, przemyślano od początku do końca, strategia działania jest prosta – służyć klientowi, on ma rację, a obsługa zrobi wszystko, aby był zadowolony. Czy powróci? To oczywiste.

kawMoja ukochana „Basztowa” serwuje znakomitą kawę. Wtajemniczeni wiedzą, że perfekcyjnie zaparzona Lavazza jest jedną z namiętności autora, oczywiście prócz inhalacji zawartością e-papierosa. Coś jednak drgnęlo w moich gustach. Kawa, którą wypiłem w „Kuźni”, niczym nie ustępuje tej, którą parzy pani Grażynka („Basztowa”).

Jednak to wszystko blednie wobec pozornie błahej, ale jakże ważnej sprawy – drzwi „Kuźni”… są zawsze otwarte na oścież. Ta restauracja rzeczywiście wita klienta i to w wyjątkowy sposób, przez chwilę poczujesz się wyjątkowo!

Dlatego… tucholski, kulinarny  leniu, który od wieków preferujesz pajdę chleba z ohydną, tłustą mazią, zwaną w wąskich kręgach smalcem – wywal to świństwo i odwiedź miejsce, gdzie cywilizacja wychodzi z każdego zakamarka, a jej miarą niech będzie ekstaza twoich kubków smakowych, o istnieniu których nie miałeś nawet pojęcia! Do dzisiaj.

Nadeszło nowe!


 

 

Mariusz R.Fryckowski