Zamiast sesji była egzekutywa, czyli…, jak urzędnicy starostwa chcą skompromitować dociekliwego obywatela

Oglądaj w jakości HD

Piątkowa, 34 już sesja Rady Powiatu, na długo pozostanie w naszej pamięci. Lokalne media ograniczyły się do podania suchej notatki z  tej części sesji, gdzie z dociekliwego obywatela, który zażądał odpowiedzi na swoje pytania, zrobiono kogoś niepoczytalnego.

Sytuacja jak z poprzedniej epoki, gdzie w miejsce nazwy „sesja”, powinno pojawić się stare hasło pt. „egzekutywa i psychuszka”. Mamy właśnie do czynienia z publiczną egzekucją mieszkańca Tucholi. Jeżeli pojęcie skandalu ma ogólnie znany wydźwięk, to w tym przypadku śmiało można je podnieść do kwadratu, a nawet wyżej. Co gorsza, referujący całe zdarzenie wicestarosta, doskonale pamięta zamierzchłe czasy, kiedy na to, na czym zwyczajowo siedzi, nie mówiono krzesło, a „siedzisko gładkie płaskie”.

W Polsce podobno nastała „zdrowa demokracja”, my twierdzimy, że ostatnia faza komunizmu, która zakończy się wraz z „zejściem ostatnich aparatczyków” poprzedniego systemu. To zjawisko naturalne i nie ma się co obrażać, a zwyczajowo dalej modlić się, bo wśród tamtych ludzi, z tamtego systemu, zapanowała taka moda. Jeżeli kiedyś można było się oburzać na słowa posła obecnej kadencji, który jest tucholaninem, że mówiąc o powiecie używał słów mocnych, tak teraz śmiało można przyznać mu rację. Dowód? Najtwardszy z możliwych – kadencja obecnej ekipy – pasmo sukcesów wirtualnych, przyciśniętych kamieniami w dodatku mówiącymi i ciężarówką długów swoich i poprzednich ekip.

TOKiS – PRESS miał okazję zapoznać się ze wszystkimi pytaniami mieszkańca Tucholi, który na kilkadziesiąt minut udostępnił je nam w postaci namacalnej. To wielki wyraz zaufania do mediów niezależnych nie tylko z nazwy. Pytań było sporo, a jeszcze ich przybędzie i bardzo słusznie, może wreszcie urzędnicy, odpowiedzialni za los ludzi opowiedzą o tym, czym się zajmują wprost, imiennie, a nie za pośrednictwem Biuletynu informacji Publicznej, który przypomina fabułę filmu „Kod „Mercury”. Wyrażając się ścisłej, dzięki uporowi mieszkańca Tucholi powiatowy BiP już się zmienił. W jaki sposób? Daty i numery uchwał rozwinięto o nagłówki pism/uchwał, właśnie o to chodzi!!! Biuletyn ma służyć pogłębianiu naszej wiedzy, a nie urzędnika, który „odpękał swoją robotę” za nasze pieniądze.

Pan wicestarosta kompletnie tego nie rozumie, albo sprawy nie zna, skoro brnie w ideologii spisku dalej, twierdząc, że dociekliwy tucholanin jest złośliwy i chce zablokować pracę urzędu.

Warszawa – największe z polskich miast pod każdym względem, przyjmuje od samych dziennikarzy podobnych zapytań tysiące, ile pochodzi dodatkowo od mieszkańców? Śmiertelnik tego nie wie, ale mówimy o naprawdę o dużych liczbach. I co? Urzędy radzą sobie z tymi problemami na bieżąco i to bez większych trudności.

W  Tucholi okazuje się, że jeden obywatel powoduje „zatkanie mocy przerobowych urzędu” na tyle silnie, że trzeba oddelegować samego naczelnika referatu, aby odpowiadał na pytania szarego obywatela. To przecież śmieszne!

Pokutuje w tej chwili to, o czym ostrzegaliśmy od lat. Nie ma łączności pomiędzy starostwem, a mediami. Bez rzecznika prasowego starostwa takie problemy będą narastały teraz i zawsze i na…, no, dobrze, nie przesadzajmy.

Zasada jest prosta. Obywatel ma prawo zadać każde pytanie urzędnikowi dotyczące pracy urzędu. Urzędnik ma obowiązek odpowiedzieć na nie, zgodnie z prawdą i na prośbę pytającego ( urzędnicy w tym pojęciu idą o krok dalej, nazywając pytającego – wnioskodawcą). Oprócz tego, urzędnik powinien w opisie zmienić język z fachowego na potoczny, aby przeciętny Kowalski wiedział o co chodzi. To zadanie ponad siły?

Tylko dla lenia.

Bulwersuje przebieg sesji, podobna sytuacja zdarzyła się w pobliskim Sępólnie, kiedy radni podczas sesji dokonali praktycznie mentalnego samosądu na jednym z lokalnych mediów, odsądzając je od czci i wiary. Niedopuszczalne, zwłaszcza przy takim zakresie win. Tuchola dołączyła do tego grona w postaci takiej, jaką zarejestrowaliśmy kamerą?

Pan wicestarosta przeczytał obśmiewając w każdej możliwej chwili treści obywatela, który tylko zapytał o sprawy fundamentalne, sprawy, które mają związek wyłącznie z finansami, gdzie wiemy wszyscy, że to dialog z bankrutem, który kurczowo trzyma się brzytwy, aby wzorem Titanica, nie zatonąć przed upływem 16 listopada 2014 roku.

Na sarkazm, to może sobie pozwolić autor tego tekstu, ale nie osoba – urzędnik, której zaufały tysiące obywateli tej społeczności!!!

Atak trwał ponad pół godziny, skutecznie odwracając uwagę radnych i mediów od spraw ważniejszych. Czyżby starostwo zatrudniło PR-owca? A może odbył się jakiś cichy kurs dokształcający urzędników w trudnej dziedzinie zmiany nastrojów społecznych?

Bardzo ciekawie reagowali zebrani na sali radni – utrwaliliśmy to na fotografiach. Mowa ciała zdradzi każdy nastrój, nawet superagenta. Nikt z radnych (wyjątek stanowi pan Przewodniczący Mróz) nie stanął w obronie mieszkańca Tucholi, który zadał wiele pytań i czeka na wyczerpujące odpowiedzi.

Jeszcze raz, radni, wybrani w demokratycznych wyborach, czyli przedstawiciele społeczeństwa, którym ono zaufało nie stanęli po stronie swoich wyborców? Jak to możliwe? A możliwe, możliwe, władzy trzeba się bać, diety lecą, po co się wychylać, koniec kadencji tuż tuż, a może przy odrobinie szczęścia będzie reelekcja?

Nie miejcie Drodzy Państwo złudzeń – nie tym razem. To nie urzędnik, a obywatel – pracodawca urzędnika ma rację i właśnie to nazywamy demokracją. Natomiast to, co usłyszeliśmy na piątkowej sesji było zwykłą  nie dyktaturą urzędniczą, a pospolitym… świństwem.

Trwa czytanie i komentowanie pytań, które urzędowi zadał obywatel. Ze strony wicestarosty całość ma charakter kpiarski w stosunku do obywatela.

Zarzuty tucholanina dotykają wielu osób pracujących w starostwie.

Radni w większości milczą, ale…

… są i wyjątki.

Reakcje bywały nagłe, błyskawiczne, szybsze od spustu migawki. Kiedy osoba zdawała sobie sprawę z tego, że jest fotografowana lub filmowana, twarz zmieniała się równie nagle.

Jednak w większości przypadków dominowała konsternacja i zażenowanie,  to jest zrozumiałe i jak najbardziej ludzkie odczucie.

___________________

 Mariusz R.Fryckowski