czw. Lip 2nd, 2020

Fenomen zniknięcia pakietów wyborczych

2 min read

Wpierw był afera z udostępnieniem danych wrażliwych obywateli, które do Poczty Polskiej przekazać miały lokalne samorządy, reagując na anonimowe pisma. Później był ogólny bunt samorządowców, którzy w większości zareagowali słusznie, bojkotując „zalecenia” Wielkiego Brata. Później „specjaliści” z resortu cyfryzacji dokonali tego, przed czym wzbraniali się samorządowcy.

Kolejne poruszenie było spowodowane podmiotami, które przygotowały słynne pakiety wyborcze. Punktem krytycznym były wybory, które miały się odbyć 10 maja, a do których nie doszło. Łamanie prawa pod każda postacią, to taki nowy, narodowy sport, którego reprezentacja znajduje się w partii wodzowskiej. Można być pewnym, że po utracie władzy przez obóz fałszywej prawicy, kolejna władza powsadza do więzień tych wszystkich, którzy zwariowali z powodu nadmiaru władzy i pieniędzy, oczywiście naszych.

A że głupota kroczy zwykle przed upadkiem, musiało dojść do tego, co oczywiste – pytania, gdzie podziały się wspomniane wcześniej pakiety wyborcze? I w tym momencie następuje wymowna cisza i milczenie entuzjastów „wyborów po trupach”. Władza nabrała wody w usta, lub połknęła właśnie żabę, bo w czasie posiedzenia  senackich komisji w sprawie wyborów prezydenckich, senatorowie próbowali ustalić, co dzieje się z wydrukowanymi pakietami wyborczymi, zwłaszcza z kopertami. Odpowiedzi ważnych instytucji zaszokowały wszystkich, nawet kota Prezesa.

W ramach przygotowań wyborów korespondencyjnych wydrukowano karty do głosowania, karty z instrukcjami, jak zagłosować i wreszcie słynne koperty.  Wiadomo też, że pocztowcy zajmowali się pakowaniem pakietów wydrukowanych przez Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych ( ha! wytwórnię:)) pakietów. Przedstawiciele Poczty Polskiej twierdzą jednak, że w tej chwili spółka nie jest w posiadaniu pakietów wyborczych. Nikt nie wie gdzie się one znajdują. Poczta odsyła po te informacje do PWPW, Ministerstwa Aktywów Państwowy lub MSWiA. A może dokumenty znalazły się już w rękach siatki szpiegowskiej, któregoś z krajów sojuszniczych i wrogich?

Słowem, nikt niczego nie wie, jak zareagować w takiej sprawie? Okazuje się, że samorządowcy bez wątpienia mieli rację bojkotując zalecenia. Szczególną odwagą w tej materii, wykazał burmistrz Chojnic, który jako jeden z pierwszych powiedział stręczycielom – „na drzewo patałachy”.

Cóż, obecna władza, wzorem minionych, ma również „kuku na muniu”, ale zawsze naszym kosztem, bo rzekomo dla naszego „dobra”.

Po powrocie do normalności, wyspecjalizowane firmy prawnicze z pewnością na kopy rozpatrywać będą pozwy obywateli wobec przedstawicieli obecnej władzy, którzy nie wiedząc jeszcze o tym, będą długoletnimi beneficjentami zakładów karnych, ku uciesze już osadzonych, bo bez prawa do zwrotu – „polityczny”.


(mrf.)

Na pdst. crowdmedia.pl