Koszmar ulicy Świeckiej (PS)

Zafundowano nam remont generalny głównej arterii miasta – ulicy Świeckiej. Remont trwał wieki, a efekty będziemy podziwiać przez długie lata. Czy inwestycja została przemyślana i ukończona bezwzględnym sukcesem? To pytanie towarzyszyć nam będzie dzisiejszego wieczoru, podczas lektury tekstu. Poprzednia wielka inwestycja miasta zakończyła się totalnym poszatkowaniem nawierzchni w różnych częściach miasta. Głębokie wykopy naprędce wyrównano i zaasfaltowano. Kilka tygodni później okazało się, że prowizorka niekoniecznie musi być trwała.

Ulica Świecka wyglądała jak tor przeszkód, wszechobecne dziury dobijały zawieszenie pojazdów i nerwy kierowców. Tragiczny stan ulic trwał długo, zbyt długo, odwieczne tłumaczenie związane z brakiem środków zdawało się być … farsą. Nikt nie pokwapił się do tego, aby nierzetelną firmę, która dokonała napraw pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Wszystko pozostawiono bez nadzoru, drobne naprawy ograniczono do łatania wyrw w nawierzchni po zakończeniu zimy. Nikt nie wyliczył, jakie straty ponieśli kierowcy, remontując zniszczone resory, amortyzatory i końcówki drążków kierowniczych. Nikt nie policzył ile kół zostało zniszczonych, wraz z ogumieniem. Co ciekawe, nawet dzisiaj, kiedy właśnie rozpoczyna się lato, istnieje droga osiedlowa znajdująca się pod zarządem jednej ze spółdzielni mieszkaniowych, gdzie wyrwa, która utworzyła się wokół studzienki nikogo nie obchodzi, nawet mieszkańców. Pisaliśmy o tym w tekście, gdzie zniszczone zostało zawieszenie naszego redakcyjnego auta. Do dzisiaj, Szanowny Pan Prezes, nawet nie raczył pokwapić się z sakramentalnym… przepraszam, cóż, zapewne nie odwiedza naszej witryny.

 

Czegóż więc było się spodziewać po remoncie Świeckiej? Ano, wszystkiego. Zdecydowano, że remont ulicy przeprowadzony zostanie na ściśle określonym odcinku. Dokonano szczegółowej specyfikacji, policzono koszty i możliwości. Prace ruszyły „z kopyta” z obu stron jednocześnie. To, co działo się kilka miesięcy później, wołało o pomstę do nieba. Dyżurny „buldożer” przez pierwszą godzinę dnia jego pracy działał jako taksówka, wożąc robotników w tę i w tamtą stronę, praktycznie zablokowano ruch na całym odcinku bezsensownymi czynnościami. Bałagan, brak elementarnego „pomyślunku” doprowadzał do tasiemcowych zatorów. Koszmar zdawał się nie mieć końca. O ile „postkomunistyczną filozofię pracy” wynajętej firmy można zrozumieć, tak planistów z ich rewolucyjnymi rozwiązaniami drogowymi, wspominać zapewne będziemy przez wiele lat.

 

Bezsensowne, piekielnie niebezpieczne wysepki na tak wąskiej drodze, miast chronić, stwarzają niebezpieczeństwo dla przechodniów, zwłaszcza w konfrontacji z wielkimi autobusami,, których tylna oś „zachodzi”, kosząc wszystko i wszystkich bez wyjątku. To cud, że jeszcze nikt nie zginął. Pozostałe wysepki usytuowano w pobliżu innych skrzyżowań, aby je wyminąć, trzeba chyba poruszać się autami o gabarytach poczciwego „Malucha”.

 

Ulica Świecka, to bomba z zapalnikiem tykającym każdego dnia coraz szybciej i szybciej, na niej zwyczajnie musi dojść do wypadku, a sprawę pogłębia stworzenie bezsensownych parkingów wzdłuż i tak już wąskich pasów ruchu. Być może ulica spełnia wszelkie normy, ale o bezpieczeństwie uczestników ruchu mowy być nie może. Możemy za to współczuć funkcjonariuszom Policji, którzy w pewnym momencie będą mieli pełne ręce pracy, niech tylko nadejdą pierwsze mrozy.

 

Kolejna sprawa, to studzienki usytuowane w nawierzchni, nie dziwi nawet fakt ich ilości, a wykonania. Praktycznie miesiąc po oddaniu ulicy do użytku, wszystko się pozapadało, a wiecznie ruchome pokrywy przerażały tych, którzy nieopatrznie wjechali na nie kołami swoich pojazdów. Czy oznacza to, ze droga został zwyczajnie, mówiąc kolokwialnie…”skopana”? Zdecydowanie tak, to jak porównanie ze słynną sceną z filmu „Poszukiwany, poszukiwana” z Wojciechem Pokorą w roli głównej, gdzie zastanawiano się nad zawartością cukru w cukrze, my zastanawiamy się nad zawartością asfaltu w asfalcie, który dziwnie szybko  traci swoje właściwości, już po kilku dniach cieplejszej aury.

 

Najbardziej dziwią krawężniki, ściślej jeden z nich w okolicach cmentarza – skrzyżowania Starodworcowej ze Świecką. O ile filmowcom przyznaje się statuetki Oscara, tak wykonawcy należy wręczyć „diamentowe maliny” za to, jak wyprofilowano ten fragment korony drogi. I dziwimy się temu, że jeszcze nikt się tam nie rozbił. W ogóle podziwiać należy cały wyremontowany odcinek za to, że nawet bez śniegu i nart, a poruszamy się tam jednym wielkim slalomem, którego zwieńczenie stanowi „rondo samobójców”, które część mieszkańców chwali, a część dostaje z jego powodu „białej gorączki”, zwłaszcza w godzinach szczytu.

 

W czasie trwania remontu, właściciele okolicznych sklepów i kramów, ponieśli gigantyczne straty z prostego powodu – braku ciągów komunikacyjnych. Do ich miejsc pracy nie docierało zaopatrzenie, tym bardziej klienci, czy ktoś z władz zadał sobie trud, aby policzyć, nawet szacunkowo, straty tych ludzi? Rozmawialiśmy z wieloma osobami, które trudnią się handlem w tym rejonie, ich wypowiedzi nie nadają się do publikacji. Ich pieniądze przepadły, a rodziny nie miały za co żyć przez mnóstwo czasu. Ale kto by się tym przejmował…

 

Celowo pomijamy sprawę oznakowania omawianej drogi, bo to szczyt błazenady w formalnym zakresie przepisów, zresztą niewiele w Polsce jest miast, gdzie na odcinku ok. dwóch kilometrów naliczyliśmy prawie ćwierć tysiąca znaków drogowych!

 

 

Zapewne ci, którzy zafundowali nam to piekiełko, poczują się oburzeni, to właśnie ich zapraszamy na przejażdżkę naszym redakcyjnym pojazdem po wyremontowanej przez Nich ulicy. Bardziej wrażliwych prosimy o przygotowanie jednorazowych woreczków.

 

(red)