Z ostatniej chwili. Trzask, prask i ciągnik się rozpadł

O ile stan polskich dróg jest wszystkim znany, tak stan techniczny pojazdów rolniczych ciągle budzi emocje. Tym razem kierowcom „osobówek” ciśnienie podniósł traktorzysta, którego wyprzedziło własne, tylne koło, na skrzyżowaniu ulic Mickiewicza i Bydgoskiej. Potem było tradycyjnie, zamieszanie, mały zator, przybyli szybko policjanci kierujący ruchem i wezwany na pomoc inny ciągnik, aby ściągnąć z drogi „marne resztki” niefortunnego gruchota.

 

Kiedy dojechaliśmy było już po wszystkim, brygada „czyścicieli asfaltu” sprzątała wielką plamę oleju, o dziwo zdaje się zwyczajnym piaskiem, biada tym, którzy pojadą tym odcinkiem w chwili, kiedy spadnie deszcz. Jednak umówmy się, że wszystko jest we względnym porządku i w efekcie nikomu nic się nie stanie. Miejmy jednak świadomość tego, że jedna kropla toksycznego oleju zanieczyszcza tonę wody. Oczywiście nikt nie będzie zlizywał asfaltu, jednak tworząca się po deszczu emulsja tak, czy inaczej, trafi albo do gleby, albo do instalacji odwadniającej, a stamtąd?

Jak to możliwe, ze w XXI wieku ciągle możliwym jest utrata koła w tak wielkiej maszynie, jaką jest ciągnik rolniczy? Czy to bieda, czy niedbalstwo? Użytkownika nic nie usprawiedliwia, a przejeżdżający obok kierowcy, tym razem mieli zwyczajne szczęście. Wystawiony zapewne sprawcy mandat nie poprawi sytuacji, choć uszkodzony ciągnik w jakiś cudowny sposób odzyskał działające i zamontowane we właściwym miejscu koło.

Niefortunnemu traktorzyście życzymy baaardzo szerokiej drogi i przykręconych wszystkich kół.

Więcej fotografii

TOKiS – PRESS