nie. Mar 29th, 2020

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjno – Informacyjna

Fotograf Tucholi

3 min read

Jeżeli w ubiegłym roku wykonałem około 50 tysięcy ujęć, to ile zdjęć wykonał przez ostatnie lata właśnie On? Setki tysięcy? A może ta liczba dawno już minęła milion? To możliwe. Regularnie spotykamy się i witamy, podczas najważniejszych imprez organizowanych w Naszym mieście. I choć efekty pracy – fotografie, trafiają na stoły różnych redakcji, większość z nich pozostaje na „twardych dyskach” naszych archiwów – pan Józef Basta – Fotograf Tucholi.

*****

Dziesiątki razy przyglądałem się sposobom pracy pana Józefa, z przyjemnością obserwuję, jak instynktownie wybiera miejsca, z których ujęcia musza być udane. Jego twarz nie okazuje specjalnych emocji, to wyjątkowo uprzejmy, skromny i opanowany człowiek o nienagannych manierach, podchodzi do swojej pasji z niezwykłą starannością.

Nigdy nie próżnuje, wykorzystuje każdą dogodna sytuację, aby ją utrwalić. Może być to wykonawca na scenie, ale również z pewnością zaciekawi Go pejzaż za zamkniętym oknem sali, w której akurat się znajduje. Sforsuje każdą przeszkodę i wykona znakomite zdjęcie, przedtem jednak szukając najlepszego światła.

Ma znakomite wyczucie chwili, doskonale orientuje się w sytuacji, której musi sprostać i robi to znakomicie. Zadziwiające, że jeszcze do tej pory miasto nie zorganizowało panu Józefowi wielkiej wystawy jego zdjęć, a z pewnością byłoby, co podziwiać. Pan Józef Basta to gigantyczny kawał historii Tucholi. Wielu zapomniało już o tym, że kiedyś w przeszłości, bohater tej opowieści, odgrywał w Naszym mieście kluczową rolę, a ono pod Jego rządami zmieniło się diametralnie. Nie wszystko w tamtych, zwariowanych czasach było w Tucholi złe i głupie. Po części, to oczywiście zasługa słynnego „Banku Miast” – telewizyjnego teleturnieju, który przyciągał przed ekrany miliony Polaków. Tuchola zmierzyła się z Kamieniem Pomorskim i wyszła z tego pojedynku zwycięsko, to były czasy, kiedy mieszkańcy Tucholi dosłownie wyłazili ze skóry, aby miasto lśniło, a słowo „promocja” jeszcze wtedy nie istniało. To był bez wątpienia ów złoty wiek tego malowniczego, przepięknego miasteczka.

Znajomi zarzucają mi, że utkwiłem w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku i to, co niesie za sobą drastyczne zmiany jest przeze mnie nieakceptowane. Dość niesprawiedliwe twierdzenie, choć nie do końca fałszywe. Pomimo tego, że wszyscy żyliśmy na kredyt, ludzie byli dla siebie jacyś bliżsi, bardziej ze sobą zżyci, w wielu domach kwitło życie kulturalne. Literatura, muzyka, kino i teatr były swoistym standardem.

Porównując przeszłość z teraźniejszością nasuwa się tylko jedno, no, może dwa stwierdzenia.

Uzależniliśmy się od telewizyjnej szmiry, bez najmniejszych wartości i pozamykaliśmy się w naszych bunkrach z litego betonu, izolując się od wszystkich i wszystkiego. Czy to znak naszych czasów, czy wyłącznie jakieś fobie? Trudno powiedzieć, raczej mamy do czynienia z niemym aktem rozpaczy, wobec braku perspektyw dostatniego życia w mieście, które umiera.

Żyjemy w bardzo ciężkich czasach, którymi rządzi pieniądz i ludzie, którzy przenigdy nie powinni piastować nawet najniższych urzędów. To idealny czas na rejestrowanie przy pomocy aparatów fotograficznych wszystkiego, co na naszych oczach staje się  historią.

Pan Józef doskonale zdaje sobie sprawę z upływającego czasu, a wraz z Nim ja, może dlatego tak dobrze nam się pracuje w chwili, kiedy spotykamy się na którejś ze starannie wybranych przez nas imprez, w końcu wykonujemy swoja pracę dla innych.

Bez wątpienia, pan Józef jest znakomity w tym, co robi i chwała mu za to! Choć to tylko… pasja.

__________________________________

Mariusz R.Fryckowski