22 października 2020

GDY BOLI SERCE – refleksyjny felieton autorski

2 min read

Jeszcze niedawno obchodziliśmy Święto Zmarłych, a tu do naszych drzwi zaczyna pukać koniec roku. Czas podsumowań, wspomnień. Może za szybko, żeby o tym pisać i rozważać, ale ponieważ jesień to rozmyślania, nastrojowe wieczory i przygotowania do zimy, długich wieczorów, to znakomita okazja, by właśnie dać ponieść się tej aurze.

Listopad się skończy, zacznie się grudzień. Kolejne etapy, życiowe decyzje i wybory. Teraz swój czas przejmą domatorzy. W ferworze lenistwa i zimowej atmosfery.

Czas wyznacza pory roku, następujące po sobie miesiące.

Proza codzienności niektórym nie przeszkadza, znakomicie czują się w jej meritum, ale są też tacy, którzy niejako pewnymi środkami uciekają od tego, co rzeczywiste i zaplanowane.

Lęk przed ciemnością, śmiercią, zniszczeniem, czy zagładą. Rozmyślania o siłach nadprzyrodzonych, o tajemnicach, ciemnych stronach ludzkiego życia.

Takie dziwne odczucia, przeczucia i często przeżycia ma wielu ludzi, bo i aura, i sytuacja życiowa ma na to ogromny wpływ.

To nieszczęsny czas dla chorych na depresję, ale i ludzi bardzo samotnych. W jakikolwiek sposób.

 

Samotność, tak jak miłość, ma kilka imion.

 

Samotność z wyboru, gdy w sposób świadomy nie decydujemy się na założenie własnej rodziny. Dla ludzi obok, to fanaberia, bo jak można tak żyć? Okazuje się, że naprawdę można, by po prostu nikogo nie ranić, nie dusić się w sztucznych sytuacjach, związkach.

Ludzie starzy, pozostawieni samym sobie. Samotni, opuszczeni, zapomniani. Często stanowiący problem dla najbliższej rodziny.

Ludzie ubodzy, odrzuceni przez rodzinę, nieczułych, odwracających głowę sąsiadów. Udajemy, że się nie znamy, a to nasz sąsiad, który może potrzebuje tylko rozmowy, a nie góry złota.

Samotność to ludzie żyjący we własnym świecie, nierozumiani. Niby z kimś żyją, mają rodziny, ale nie do końca, bo najbardziej boli, gdy ta druga osoba w ogóle cię nie rozumie, udaje, że cię nie widzi, żyje obok, nie wspiera, gdy bardzo tego potrzeba.

 

Każda samotność nie powinna mieć stanu istnienia. Jest zła.

Serce boli, gdy wdziera się przez każdy kawałek ciała, duszy, logiczne myślenie. Cały otaczający nas świat jest jakby wrogiem, okrutnym katem, co kroi serce na miliardy części.

Samotność widać w oczach. Ci ludzie nie umieją się uśmiechać. Stoją na uboczu i obserwują. Nie chodzą z podniesioną głową i nie mają słowotoku.

 

Jak uciec, dokąd?

Wydaje się, że najlepiej w ramiona Matki Natury. Ona zawsze towarzyszyła człowiekowi. Wyznaczała najlepszą i najprostszą drogę. Przynosiła ukojenie, spokój, wyciszenie. Ona najlepiej nas rozumie i leczy, gdy bardzo boli serce.

 

Agnieszka Krizel

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook