Głos z Polski: List. Rocznicowe, profesora Dudka, takie sobie bajeczki

Jutro 30. rocznica wprowadzenia przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego stanu wojennego na terytorium PRL. W związku z tym znów, – jak co roku – rozgorzały dyskusje na temat winy generała Wojciecha Jaruzelskiego i ówczesnego KC PZPR tego, co stało się później – m.in. śmierci ok. 100 ofiar, głównie protestujących robotników.

Generał Jaruzelski twierdzi, że była to konieczność, bowiem groziła nam radziecka interwencja. Solidarnościowcy twierdzą coś przeciwnego – interwencji by nie było, bo ZSRR był uwiązany w Afganistanie i nie wysyłałby wojsk do Polski.

W ostatnim numerze „Angory” przeczytałem wywiad z prof. Antonim Dudkiem z UJ, który jest stronnikiem tej drugiej opcji. Co więcej – uważa on, że mieliśmy do czynienia z zamachem stanu! No i oczywiście ZSRR wcale nam nie groził. Interwencja to był wymysł towarzyszy partyjnych i w ogóle pretekst do wzięcia solidaruchów za mordy. Taki jest właśnie tok myślenia polskiej prawicy, która już przebierała nogami, by dorwać się do żłobu już w 1981 roku.

Pisze Pan Profesor:

Uderzenie w „Solidarność” planowano jeszcze przed jej narodzeniami rozważając w sierpniu 1980 roku atak na stocznię.

To przecież oczywiste, jaki rząd pozwoliłby sobie na powstanie sytuacji grożącej rebelią? Jest jasne, że żaden i to bez względu na ustrój. Po prostu żadna władza nie pozwoli sobie na to, by zarzewie buntu (choćby potencjalnego) płonęło w newralgicznym punkcie kraju. Dlatego właśnie takie plany były. Należałoby postawić pytanie: skoro władza tak bardzo chciała wprowadzić stan wojenny już w sierpniu 1980, to po co była ta cała heca z rozmowami ze strajkującymi robotnikami? Można było powtórzyć scenariusz wydarzeń z 1970 roku i po prostu spacyfikować Stocznię, a służby zajęłyby się oprawą medialną dla tego wydarzenia.

Dalej Pan Profesor rozprawia się z poglądem, że Rosjanie jednak by weszli. Według niego:

Jest prawdą, że Związek Radziecki wywierał presję na przywódców PZPR, żeby zdecydowali się na bardziej radykalne i skuteczne działania. Jednak pomiędzy wywieraniem presji a zbrojną interwencją jest ogromna różnica.

Oczywiście, że nacisk taki był i nie mógł być ignorowany. Pan Profesor celowo pomija fakt, że w PRL była rozmieszczona Północna Grupa Wojsk Radzieckich w Polsce, ponad 60 baz różnego rodzaju wojsk na naszym terytorium. Trzy armie plus kilka korpusów armijnych i pomniejszych jednostek. I bronie masowego rażenia. A zatem te „naciski” były poparte konkretną i realną siłą zbrojną.

I dalej:

W świetle znanych sowieckich dokumentów śmiem twierdzić, że w grudniu 1981 roku nie groziła Polsce sowiecka interwencja.

I dalej Pan Profesor powołuje się na różne źródła radzieckie, które zaprzeczają temu, by ZSRR w grudniu szykował się do inwazji na Polskę. Po ich wymienieniu pisze tak:

Tak, więc jeszcze raz powtórzę – w grudniu nie groziła nam radziecka interwencja. No chyba, żeby „Solidarność” próbowała przejąć władzę siłą: atakowała komitety partii, sowieckie bazy wojskowe, ale jak wiemy „Solidarność” nic takiego nie robiła i nie planowała.

A więc jasne – „Solidarność” nic nie robiła, by przejąć władzę, a gen. Jaruzelski postanowił ją zlikwidować. Ja rozumiem, że młodzi Polacy uwierzą w te bzdury, jeszcze przekazywane przez człowieka z tytułami i stopniami naukowymi. Uwierzą w to moherowe staruszki i wszyscy ci, którzy na historię patrzą tylko z jednej strony. To oczywiste. Ale naukowcowi delikatnie mówiąc mijającemu się z prawdą, (bo tylko przez litość nie napiszę, że kłamiącego jak z nut), a zatem – interwencja groziła nam już od sierpnia 1980 roku i to w każdej chwili.

Skąd to wiem? Z obserwacji, jakie poczyniłem w tamtych latach i w tamtym gorącym okresie. Po sierpniu 1980 roku, dowództwa baz radzieckich w Polsce zaostrzyły reżim ochronny wszystkich obiektów do nich należących. Po ulicach polskich miast zaczęły chodzić patrole żołnierzy uzbrojonych po zęby – obawiano się realnych wystąpień antyradzieckich ze strony członków „Solidarności” i ataków nie tyle na bazy, co na rodziny radzieckich żołnierzy zawodowych mieszkających poza nimi.

Jednocześnie zaczyna się dowózka żołnierzy AR do tychże baz. Codziennie dojeżdżało 50 – 100 żołnierzy. Nie eszelonami, ale pociągami kursowymi z Brześcia do Świnoujścia, Legnicy, Wrocławia, itd. itp. – czyli następowało „mrówcze” uzupełnianie stanów osobowych oddziałów stacjonujących w Polsce. Proszę sobie obliczyć, ile mogło w ten sposób dojechać żołnierzy w ciągu prawie półtora roku? Ile dywizji?

Tak, więc cały ten śmieszny dylemat „wejdą – nie wejdą” był próżnym biciem piany. Rosjanie już tutaj byli i to w sile kilku armii ogólnowojskowych. A do tego w Polsce były już szpice rozpoznawcze wschodnioniemieckiej NVA i czechosłowackiej CSA. Jedni na zachodzie, drudzy na południu kraju.

A od mniej więcej połowy października 1981 roku, za 12 milą na Bałtyku pojawiły się radzieckie okręty, które w każdej chwili mogły zablokować polskie porty wojenne i handlowe. Skąd wiem? Bo je widziałem, tak jak widziałem radzieckie uzupełnienia w bazie Radzieckiej Floty Bałtyckiej w Świnoujściu. Więc rewelacje, które Pan Profesor opowiada są tylko bajeczkami.

13 grudnia, o godzinie 08: 00 okręty radzieckie weszły do portu w Świnoujściu i wyładowały dywizję piechoty morskiej z Bałtijska i Kłajpedy. Skąd to wiem? Bo to widziałem, a potem rozmawiałem z tymi żołnierzami. Nie z generałami czy dyplomatami, ale z żołnierzami właśnie. I co najciekawsze – byli to Kazachowie, Uzbecy, Azerowie… – a zatem ludzie niezwiązani z naszym regionem geograficznym. Ludzie, którzy nie mieliby żadnych oporów do wykonania rozkazu eksterminacji Polaków. KPN opowiadał o „pełzającej kontrrewolucji”, ale to Kreml zastosował „pełzającą interwencję”.

W stanie wojennym stacjonowałem w Świnoujściu. Służyłem w WOP. Niejednokrotnie zastanawiałem się nad tym, co moglibyśmy zrobić w przypadku ataku wojsk radzieckich na nasze placówki. Otóż przy przewadze liczebnej nieprzyjaciela i jego przewadze ogniowej moglibyśmy stawić opór jakieś 30 minut – to był rachunek bardzo optymistyczny. A zakładaliśmy, że będziemy bronić kraju przed nimi tak, jak przed nieprzyjacielem z Zachodu, o czym w ogóle nie mówi… – to jest oczywiste, bo nie pasuje to do lansowanego przez „Solidarność” obrazu „dobrych” solidaruchów i „złych” komuchów.

Pan Profesor pisze, jak to prezydent Ronald Reagan, któremu teraz postawiono pomnik w Warszawie, był zdeterminowany w walce z ZSRR. Nie zapomnę tego, jak po powstaniu „Solidarności” nałożył na Polskę embargo, wskutek którego trzeba było wybić całe stada kur i innego drobiu, bo nie mieliśmy paszy sprowadzanej właśnie z USA, a która była objęta embargiem. Wtedy właśnie padło słynne zdanie – „rząd się sam wyżywi”. Cios uderzył, ale nie w rząd, tylko w szeregowych obywateli. Taka to była wojna pana Reagana z komuną, a chodziło mu o to, by wygłodzeni Polacy powstali przeciwko promoskiewskiemu rządowi i osadzili w Warszawie rząd prowaszyngtońskich marionetek. Chodziło o stworzenie enklawy w obozie państw socjalistycznych, która byłaby bazą agresji propagandowej przeciwko Układowi Warszawskiemu. Że to nieprawda? – no to w takim razie jak wytłumaczyć odezwę do wszystkich robotników krajów bloku państw wschodnich? Co to było? To właśnie była czystej krwi dywersja ideologiczna. „Solidarność” i Polacy miały być lodołamaczem rozwalającym Blok Wschodni, a w szczególności ZSRR. Byliśmy tylko pionkiem, którego można było poświęcić na politycznej szachownicy. Ile byliśmy warci dla Ameryki, pokazano nam w czasie awantury w Iraku, gdzie zamiast spodziewanych korzyści dostaliśmy guzik z pętelką i trochę starego sprzętu wojskowego, z którego kazano nam być dumnymi i bladymi!…

Sama „Solidarność” miała odegrać w PRL taką rolę, jak związki zawodowe w Chile. Amerykanie chcieli w Polsce rozegrać wariant chilijski, co udało się im tylko w połowie – bo zabrakło zdrajcy swego narodu na miarę Pinocheta. I to właśnie zawiodło w planie Operation Polonia. Znalazł się tylko Kukliński, który zresztą uciekł do USA. Gdyby taki zdrajca się znalazł, doszłoby do wojny domowej i straszliwego rozlewu polskiej krwi, a może nawet III Wojny Światowej. Nie zapominajmy, że lata 70. i 80. ubiegłego stulecia to na Kremlu rządy „żelaznych starców”, które skończyły się dopiero po śmierci K. U. Czernienki – notabene tego, który przymierzał się do procesu rehabilitującego Stalina!

I jeszcze jedno – Pan Profesor twierdzi, że Rosjanie, Niemcy i Czechosłowacy nie byli gotowi do inwazji na Polskę i by do niej nie doszło. OK., a zatem jak Pan Profesor wytłumaczy to, że we wszystkich dziennikach, magazynach i tabloidach Zachodu w 1980 i 1981 cały czas powtarzało się jak mantrę tezę o radzieckim zagrożeniu tzw. „demokratycznych” przemian w PRL? Co więcej – pokazywano satelitarne zdjęcia ukazujące dyslokację Armii Radzieckiej, Nationale Volksarmee der DDR i Ceskoslovenskej Armady na terenach graniczących z Polską? To samo powtarzała Radio Wolna Europa, Głos Ameryki, BBC, Radio France Internationale i inne szczekaczki pracujące dla pana Reagana, co doskonale pamiętam! Czyli co? Teraz okazuje się, że kłamały? Ta święte nieomalże Radio Wolna Europa, te „wolne” BBC, VoA, RFI kłamały? I kto tutaj wytwarzał psychozę radzieckiego zagrożenia???

Podsumowując – zdaję sobie sprawę z tego, jak polskie społeczeństwo zgłupiało po tych 20 latach prania mózgów przez „Solidarność” i jej ideologów, ale pamięci jeszcze nie straciło i wciąż żyją ludzie, którzy mogą potwierdzić to, o czym tu napisałem. Robienie ludziom wody z mózgów przez „Solidarność” miało na celu stworzenie mitu – mitu założycielskiego III Rzeczpospolitej, a mitologia stanu wojennego ma w nim swoje poczesne miejsce, stąd nienawistne, wściekłe ataki na gen. Jaruzelskiego i coroczne wycia pod jego domem.

Tymczasem bożyszcze polskiej prawicy, gen. Augusto Pinochet wymordował 3000 ludzi, prześladował i uwięził 130.000 osób w więzieniach i obozach koncentracyjnych, a dalszych 1000 osób zaginęło bez wieści najprawdopodobniej zamordowanych bez sądu przez PIDE. No a potem okazało się, że Pinochet jest zwykłym złodziejem. I nikt w Chile za nim nie płacze, a wręcz odwrotnie – płacze się po ofiarach jego reżimu.

No i jak się to ma do stanu wojennego?

R.K.L.

RSS
Follow by Email
Facebook