Przywrócić zasadniczą służbę wojskową i umiejętność budowy latryn?

Kiedy resztki zdrowego rozsądku w polskim rządzie dogorywały z prędkością światła, ostatecznie dobiły go decyzje skupione wokół likwidacji zasadniczej służby wojskowej. Już widzę oczyma wyobraźni sporą watahę „młodych gniewnych”, których patriotyzm skupiony jest gdzieś pomiędzy Londynem, a Ottawą, jak wrzeszczą w niebogłosy, że wojsko, to strata czasu, że to dobre dla „urodzonych trepów” lub nieudaczników, którzy nie radzą sobie w „cywilu”. Kiedy ostatecznie wyczerpują się wszelkie argumenty, oni motywują, że dwuletnia służba ( w innej wersji trzyletnia), to zbyt wiele. Bo to…, jak twierdzą… pierwszego roku wojsko się szkoliło, a drugiego rozleniwione leżało bykiem na pryczach (kojach), marząc o dyrdymałach.

 

Już za kilka chwil zapłacimy za tę krótkowzroczność i to słono. Przypomniałem sobie chwilę, kiedy za rządów „nijakiego Buzka” w resorcie obrony pracował Pan Romuald Szeremietiew, który wygłosił iście salomonowe słowa, wypowiedziane w kontekście tworzenia polskiej „Wunderwaffe” – przepięknej i diablo skutecznej haubicy – KRAB.

 

„kupowałem licencję na brytyjską wieżę do działa, aby następnie całe działo było produkowane w Polsce. Wiem jednak, że są w Polsce ludzie także na najwyższych szczeblach, że przeszkolenie polskiej młodzieży do obrony kraju jest niepotrzebne. Wystarczy nam kilku zawodowców typu Rambo, a polska zbrojeniówka to kula u nogi nowych zakupów. Minister Komorowski powiedział mi wyraźnie, że lepiej kupić broń za granicą niż bawić się w badania, trudne projekty i finansowania naszego przemysłu, który i tak nie da sobie rady.”

 

Pamiętam, kiedy po latach wiele osób otworzyło szeroko oczy ze zdziwienia w chwili, gdy nieodpowiedzialny minister pozbawiony ogłady został… prezydentem! Abstrahując…, ciągle śmieszy mnie ten minorowy, albo iście uduchowiony ton wypowiedzi publicznych „Naszego Pierwszego”, o, przepraszam…., ich pierwszego. Zawsze wyczekuję chwili, kiedy ten polityk (?) padnie na twarz i będzie „bigosował”, aby przekonywać pospólstwo do swoich racji. Zabawne, ale ma chłopina talent i ciągle mu się ta sztuczka udaje, chociaż jak na razie w obecności publiczności nie klęka. Pewnie bliżej wyborów i to się zmieni, władza to narkotyk.

 

No i mamy pokłosie tych idiotycznych przemyśleń – wraki, którym buduje się przepastne hangary w Powidzu, pasy startowe na uboczu dla myśliwców, bo obecne znajdują się prawie w środku wielkich miast, a przy okazji topi się w zalążku kapitalne projekty jednostek pływających, które na ekranie radaru wyglądałyby jak…pelikan w ciąży. Oj, potrafią ci szkodnicy niszczyć, Gierek przy nich, to chodzący wzór cnót wszelakich, przy nim mielibyśmy przynajmniej kartki na żarcie i swoją bombę atomową, a tak…, to mamy zgagę.

 

Odkąd zaangażowaliśmy się w konflikty zbrojne, na które nas nie stać, ot tak, dla idei, kadra zawodowa, która idąc w poszukiwaniu chleba podpisała kontrakt z niecierpliwością drapie się w głowę snując plany, aby najbliższe 15 lat służby minęło „jak jeden dzień” i wyjść z „tego syfu”. Wojsko, to bieda, głodowe pensje i brak szacunku, skoro zdecydowaliśmy się walczyć na frontach świata nie za „wolność Naszą i Waszą”, a o paliwo i wpływy dla… „sojuszników”, którzy od niepamiętnych czasów zawsze nas zdradzali w kluczowych chwilach. Potrzeba nam armatniego mięcha. A tutaj posucha, bo smarkacze wyjechali za chlebem, pozostawiając patriotyzm i wspomnienia w …szafie.

 

I tak…, z danych resortu obrony wynika, że w pierwszym półroczu 2012, średnia płaca wynosiła w wojsku 3674 zł brutto. Na wyższe zarobki mogą liczyć najwyżsi stopniem oficerowie. Pensja oficerów starszych to 6684 zł, a generałów – 12712 zł.  Ciekawe dane, jednak piekielni mocno odbiegają od faktów, zwłaszcza, kiedy pod uwagę weźmiemy rekruta, który właśnie podpisał „cyrograf”. 2 tysiące i to nie od razu, a jeżeli ma niepracującą żonę i dwójkę małych dzieci…, to serdecznie współczuję. I nie ma się, czemu dziwić, że kadry chcą uciekać z wojska tam, gdzie pieprz rośnie, ryzyko zatrucia ołowiem wzrosło niebotycznie w tempie równym ilości „ochotników”, którzy z radością pojechali Tarpanami wpierw do Iraku, a teraz drętwieją w latających na minach – pułapkach – Hammerach.

 

Ryzyko duże, szacunku najmniejszego, w razie kalectwa zostaje metalowy kubek i miejsce pod kościołem, o ile nie pogoni weterana Straż Miejska, czy inne cudaki w hecnych mundurkach.

 

Minie kilka lat, a z naszej gotowości bojowej, zostaną już tylko fotografie. To nieuniknione, zasadnicza służba wojskowa powróci, innej opcji nie ma. Ba, mało tego, znajdzie się przekupiony „ekonomista dyżurny”, który udowodni, że ZSW, to oszczędność i bezpieczeństwo.

 

Młody chłop, który nie miał w łapach karabinu? Czy to możliwe? Możliwe, dlatego powstaje w Polsce tak wiele organizacji paramilitarnych, ukrytych za woalem historycznych grup rekonstrukcyjnych, które po godzinach strzelają do siebie kulkami wypełnionymi farbą. W sumie to dobrze, bo wiedzą przynajmniej, skąd wylatuje pocisk, i co należy przyłożyć do ramienia.

 

Pobór powróci, pytanie, kiedy? Już niedługo, razem z żarówkami o małej mocy, bo tylko takie znajdowały się w wieloosobowych salach żołnierskich, pomiędzy rzędami piętrowych prycz. Dobra szkoła życia, bo mamy zbyt wielu mięczaków, którym pokręciły się płcie, i filozofów, którzy niczego nie obsłużą z wyjątkiem spłuczki w toalecie, bo o latrynach nawet nie słyszeli.

 

Mariusz R.Fryckowski

RSS
Follow by Email
Facebook