27 października 2020

Godzina końca świata z Robertem Leśniakiewiczem

46 min read

Strasznym jest czas, w którym mądrość świata kapituluje przed głupotą…

Bulwieć się pięknie

skłonił łobuzom,

a nagle skądsiś

ozwie się puzon:

 

– Tratata tata,

tratata tata!

Panie, panowie,

już koniec świata.

 

Na dźwięk puzonu,

czyli tej surmy,

zaraz na sklepy

rzucą się hurmy.

 

Zgnieceni w tłumie

wołają: – Mamo

A w sklepach znika

pieprz i cynamon;

 

kolejki stoją

jak stąd do Zgierza;

baby uuu! wyją

pisk się rozszerza;

 

baby skupują

kołdry, szparagi,

pineski, nawet

wypchane ptaki,

 

rurki do włosów,

oliwę z soi;

tak zwany konsum-

pcyjny wszystkoizm.

 

A Lis się cieszy,

że taki zamęt,

łapkę podnosi:

– Okay i Amen.

 

Kręci się w tłumie,

nie szczędzi nóg

i naszeptuje

Vatike Fuchs.

 

K.I.Gałczyński – „Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu”

 

Przyjmuje się, że koniec świata według Majów ma nastąpić w czasie przesilenia zimowego w dniu 21 grudnia 2012 roku, o godzinie 12:12 CET czyli 11:12 GMT. Wtedy to ma nastąpić to, co tak namiętnie opisuje Patrick Geryl i jego wyznawcy:

 

Uwaga! Ziemia 2012 – ostrzeżenie !!!

 

To jest doprawdy coś nadzwyczajnego. Kiedy to się dzieje, ogromne rozbłyski słoneczne sięgają biegunów Ziemi. I wtedy – bum! Pole magnetyczne Ziemi również się odwraca i zaczyna ona krążyć w odwrotnym kierunku. Biegun północny staje się południowym i na odwrót! Rozumiecie? Ziemia rusza w przeciwnym kierunku, a bieguny się odwracają!

Patrick Geryl / 05-04-2005

 

Z odczytów sejsmicznych urządzeń pomiarowych rozmieszczonych w różnych miejscach na naszej planecie wynika, że wnętrze Ziemi (tj. jądro) staje się coraz bardziej aktywne. Szczególny wzrost aktywności obserwuje się w sferze jej magnetyzmu – tutaj coraz częściej dochodzi do lokalnych odchyleń.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy na naszej planecie doszło do trzech najpotężniejszych trzęsień ziemi – biorąc za okres odniesienia ostatnie 200 lat. Znajdujące się w oceanach wulkany podniosły się w ostatnich trzech latach o 88%. Ilość trzęsień ziemi wzrosła w tym samym okresie o 62%. Nie jest to więc zbyt satysfakcjonujący obraz rzeczywistości, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę dość realną przepowiednię dotyczącą zmiany biegunowości Ziemi w grudniu 2012 roku.

 

21 grudzień 2012 roku – koniec świata?

 

21 grudnia 2012 roku o godzinie 11:11 GMT ma dojść do zimowego przesilenia. Jest to dzień, w którym Słońce znajduje się w zenicie w najdalej na południe wysuniętej szerokości geograficznej. Nic nie byłoby dziwnego (do przesilenia dochodzi dwa razy w roku – letnie i zimowe), gdyby nie fakt, że dzień ten jest ostatnim w kalendarzu Majów. Nasz Układ Słoneczny ma wejść w tym dniu w tzw. równik Drogi Mlecznej (Galactic Equator), gdzie występuje niesamowite oddziaływanie pola magnetycznego. Wywoła to zmianę biegunowości naszej planety, co może pociągnąć za sobą katastrofalne skutki dla życia na Ziemi. „Pole magnetyczne Ziemi, podobnie jak pole Słońca, co jakiś czas zmienia biegunowość. Z prac paleomagnetycznych wynika, że w okresie zmiany najpierw przez około 10 000 lat zmniejsza się natężenie pola dipolowego, następnie odbywa się nagła zmiana polarności biegunów i ponowny powolny wzrost natężenia (Carrigan i Gubbins 1979). Jedno z wielu takich zjawisk nastąpiło 66,5 mln roku temu (Harrison i inni, 1979) – na granicy kredy i trzeciorzędu – poprzedzone wyjątkowo długim (ok. 20 mln lat) okresem pola jednokierunkowego.” – dr Kazimierz Borkowski.

 

* * *

 

A zatem dobrze, jak ma być koniec świata, to jestem szalenie ciekaw, kiedy to nastąpi. Pytanie jest o tyle ważkie, że nie wiemy, o której godzinie będzie miał miejsce początek tej imprezy, a Majowie nie raczyli podać nam tej informacji, a zatem zapełnijmy i tą lukę.

 

Zakładając, że koniec świata nastąpi na początku dnia astronomicznego na całej Ziemi, to znaczy w dniu 21 grudnia o godzinie 00:00 dla 180 południka na tzw. Linii Zmiany Daty, to u nas koniec świata zacznie się już w dniu 20 grudnia o godzinie 13:00 CET, czyli w południe według GMT. Uważam to za szczególne draństwo, bowiem nie zdążę nawet zjeść obiadu!

 

Jednakże Majowie liczyli czas od przesilenia do przesilenia, a zatem koniec świata powinien się zacząć o godzinie 12:12 CET czyli 11:12 GMT, czy jak wolą stronnicy Geryla, o godzinie 11:11 GMT. Uważam, że minuta różnicy w tą czy tamtą stronę nie ma znaczenia, skoro świat ma szlag trafić i nas też przy okazji. I znowu obiad przejdzie mi koło nosa…

 

Ciekawiej przedstawia się sprawa rozpoczęcia Armagedonu z chwilą, gdy słońce znajdzie się nad południkiem Jukatanu – bo zakładam, że Majowie mieli siatkę geograficzną której południkiem zerowym był południk przelatujący przez Jukatan. Pomiędzy Polską a Jukatanem jest 7 stref czasowych, a zatem początek dnia na Jukatanie o tamtejszej północy – 21 grudnia, godzina 00:00 CST, będzie miało miejsce w Londynie o godzinie 06:00 GMT, a u nas miał miejsce o godzinie 07:00 CET – czyli w porze śniadaniowej. Mam nadzieję, że skończymy, zanim rozlegną się trąby archanielskie, czy coś równie atrakcyjnego.

 

I wreszcie zakładając, że koniec świata będzie miał miejsce o północy – czyli o godzinie 24:00 dnia 21 grudnia, to u nas będzie już godzina 13:00 dnia 22 grudnia, albo – uwzględniając czas jukatański – godzina 07:00 CET dnia następnego, czyli 22 grudnia 2012 roku. A zatem strefa zagrożenia końcem świata mieści się w przedziale od dnia 20 grudnia, godz. 13:00 do 22 grudnia, godz. 13:00 CET. Trzy krytyczne dni.

 

Tylko co zrobią Kassandry wszechwiedzące, kiedy nie dojdzie do Armagedonu i w ogóle nic się nie stanie? Nic nie będzie – ci osobnicy z zapałem zabiorą się do obliczania kolejnych dat końca świata i tłumaczenia dlaczego nie doszło doń teraz…

 

* * *

 

W dniu 4 grudnia dotarł do mnie email od Marka Rymuszko, w którym znajdowała się następująca wyrocznia czy proroctwo. Pozwoliłem sobie na skomentowanie tych bredni, bo są piękne jak mało co:

 

Wyrocznia Szambali” – Lama z zakonu Giandrek pod Kajłasem poinformował o możliwym bliskim przejściu Ziemi przez galaktyczne „pasmo zerowe”.

 

O ile dobrze pamiętam, to A. F. Ossendowski zapowiadał koniec cywilizacji i ujawnienie się Agharty na rok – bodaj 1945. W tym roku skończyła się tylko 1000-letnia III Rzesza, faszystowskie Włochy i militarystyczna Japonia. Poza tym świat wrócił do jakiej-takiej równowagi. A Aghartyjczycy jakoś się nie ujawnili, końca świata nie było… Potem miało być straszne wydarzenie w 1999 zapowiadane przez Nostradamusa. Potem była histeria Y2K – skończyło się na tym, że zabrakło wody w kranie na kilka godzin. Jak Agharta nie wypaliła, to może Galaktyczne Pasmo Zerowe?

 

1.. Jesień i zima 2012/2013 w Tybecie i na całej północnej półkuli będą ciepłe. Od 21.12.2012 Ziemia, razem z systemem słonecznym, możliwe, że zacznie przechodzić przez galaktyczne „pasmo zerowe”. Jest to stan przestrzeni, gdzie zanikają i nie mogą się rozprzestrzeniać żadne energie, gdzie nieobecne są elektromagnetyczne pola we wszystkich obiektach.

 

Gdyby tak miało się stać naprawdę, to musiałoby to być zaobserwowane i to od dawna, bowiem każda gwiazda wchodząc do GPZ automatycznie by gasła i znikała z pola widzenia naszych obserwatorów, a tego nie sposób przeoczyć. Po prostu w gwieździe ustają wszelkie procesy fizyczne przemian jądrowych i co za tym idzie – emisja fotonów oraz neutrin, dzięki któremu gwiazda jest widoczna. Gdy ustaje przepływ energii, to ustają wszelkie procesy chemiczne i fizyczne, które właśnie polegają na przepływie energii – brak pól EM także jest konsekwencją braku przepływu energii.  Życie jest właśnie zależne od procesów przemiany energii chemicznej w elektryczną i cieplną oraz mechaniczną.

 

2.. Praktycznie na całej Ziemi, kilka minut przed godziną 10 rano wg czasu moskiewskiego (3 godz. różnicy, czyli o 7 czasu naszego) nastąpi pełna ciemność i cisza. Ani światło, prąd, łączność, nawet dźwięki nie mogą istnieć.

 

A zatem żadne procesy życiowe NIE MOGĄ PRZEBIEGAĆ. Przecież życie komórek organizmów polega na przekazywaniu i przyjmowaniu energii – i co za tym idzie – obiegu informacji.  Skoro prąd nie może istnieć, to automatycznie znikną prądy czynnościowe naszych układów nerwowych – a to oznacza śmierć. Entropia. Co do czasu tego wydarzenia, to udało mi się dość trafnie go przewidzieć!!!

 

3.. Ciemności tej będą towarzyszyć kosmiczne błyski, iluzoryczne wybuchy światła i trwać to będzie kilka dni, jakieś 3 – 4 dni. Nie należy się bać ani denerwować.

Pewnie, już nam to nie zagrozi. Po prostu nie będziemy istnieć. Będzie Zero Absolutne, bo nie będzie ruchu cząsteczek i cząstek elementarnych w jądrach atomowych. Materia NIE MOŻE istnieć w stanie 0 K.

 

4.. Później światło słoneczne znowu się pojawi. Świat znowu będzie widziany. Zwierzęta ziemskie zawczasu poczują nadejście „ciemności kosmicznych” i pochowają się do nor. Ludzie w miastach nie poczują, dlatego będą ofiary i tracenie zmysłów. Może zginąć 10 % ludności Ziemi.

 

Bzdura – zginie 100% populacji wszystkich gatunków całej planety. Życie zniknie, jak i cała planeta, której procesy geofizyczne opierają się na przepływie energii.

 

5.. Musicie wcześniej przygotować się do tej zmiany cykli, zakończyć wszystkie prace tego roku 2012, nie rozpoczynać nowych, oddać długi.

 

Szczególnie nie zapomnijmy o długach, reszta jest nieważna. Chyba te chore brednie pisał jakiś Żyd…

 

6.. 20.12.2012 wziąć swoje dzieci, dokumenty, gotówkę i wyjechać z miast na przyrodę. Przygotować zapas produktów na 2 miesiące, gdyż sieci energetyczne będą naprawiane długo. Trzeba mieć w domu zapas wody, drewna do ogrzewania i świec do oświetlania. Trzeba mieć w domu piec, gdyż energetyki nie będzie od 21.12.2012. Łączność i telewizja zostaną przerwane. W „dniach ciemności” okna zasłonić ciemnymi materiałami, nie patrzeć przez nie, nie wierzyć swoim oczom ani uszom, nie wychodzić na ulicę. Lepiej medytować, modlić się i wzmacniać siebie, położyć się spać. Jeśli będzie konieczność wyjścia na ulicę, nie odchodzić daleko. Można zagubić się, gdyż z powodu braku światła od lamp i innych obiektów, straci się orientację i nie będzie widać nawet własnej ręki. Lękać się tego nie trzeba.

7.. Gdy pojawi się światło, nie spieszcie się z powrotem do miast, lepiej jest do wiosny żyć na przyrodzie. Pełne wyjście Ziemi z „pasma zerowego” oczekiwane jest dnia 7 lutego 2013. Nastąpi częściowe przywrócenie elektryczności, komunikacji. Do końca marca świat odbuduje się całkowicie i znowu będą latać samoloty i kursować pociągi.

8.. Państwa na Ziemi już otrzymały ostrzeżenia o „paśmie zerowym” z różnych źródeł, ale nie zechcą pomóc swoim obywatelom, albo nie będą mogły. Systemy obrony cywilnej i ewakuacji nie sprawdzą się z powodu braku światła, łączności, elektryczności, transportu. Polegajcie tylko na sobie.

9.. Po przejściu Ziemi przez „ galaktyczne pasmo zerowe” oczyszczą się światopogląd i życie ludzi , które stanie się bardziej uduchowione. Ludzie bardziej będą myśleć o wartościach wiecznych. W krajach rozwiniętych i rozwijających się rozwiną się różne teorie naukowo-duchowe, systemy rozwoju osobowości i zdrowia. Będzie to najbardziej rozwijającym się kierunkiem postępu ludzkości na długie lata.

 

Bez komentarza. To są brednie i pobożne życzenia czy wizje jakiegoś oszołoma. Praw termodynamiki się nie przeskoczy, choćby nie wiem, jakby się to chciało zrobić. To jakieś chore bełkociny jakiegoś przypała, który chce mieć swoje 5 minut w mediach. Nie dajmy się zwariować kolejnemu Gerylowi!

 

* * *

 

04 grudnia 2012 r., ARMAGEDDON -17 d

 

Naczelny „Nieznanego Świata” podesłał mi powiastkę o kolejnej przepowiedni o Armageddonie, która pozwolę sobie zacytować z moimi komentarzami (pisanymi kursywą) do poszczególnych bredni, a zatem:

 

Wyrocznia Szambali” – Lama z zakonu Giandrek pod Kajłasem poinformował o możliwym bliskim przejściu Ziemi przez galaktyczne „pasmo zerowe”.

 

O ile dobrze pamiętam, to A. F. Ossendowski zapowiadał koniec cywilizacji i ujawnienie się Agharty na rok – bodaj 1945. W tym roku skończyła się tylko 1000-letnia III Rzesza, faszystowskie Włochy i militarystyczna Japonia. Poza tym świat wrócił do jakiej-takiej równowagi. A Aghartyjczycy jakoś się nie ujawnili, końca świata nie było… Potem miało być straszne wydarzenie w 1999 zapowiadane przez Nostradamusa. Potem była histeria Y2K – skończyło się na tym, że zabrakło wody w kranie na kilka godzin. Jak Agharta nie wypaliła, to może Galaktyczne Pasmo Zerowe?

 

1.. Jesień i zima 2012/2013 w Tybecie i na całej północnej półkuli będą ciepłe. Od 21.12.2012 Ziemia, razem z systemem słonecznym, możliwe, że zacznie przechodzić przez galaktyczne „pasmo zerowe”. Jest to stan przestrzeni, gdzie zanikają i nie mogą się rozprzestrzeniać żadne energie, gdzie nieobecne są elektromagnetyczne pola we wszystkich obiektach.

 

Gdyby tak miało się stać naprawdę, to musiałoby to być zaobserwowane i to od dawna, bowiem każda gwiazda wchodząc do GPZ automatycznie by gasła i znikała z pola widzenia naszych obserwatorów, a tego nie sposób przeoczyć. Po prostu w gwieździe ustają wszelkie procesy fizyczne przemian jądrowych i co za tym idzie – emisja fotonów oraz neutrin, dzięki któremu gwiazda jest widoczna. Gdy ustaje przepływ energii, to ustają wszelkie procesy chemiczne i fizyczne, które właśnie polegają na przepływie energii – brak pól EM także jest konsekwencją braku przepływu energii.  Życie jest właśnie zależne od procesów przemiany energii chemicznej w elektryczną i cieplną oraz mechaniczną.

 

2.. Praktycznie na całej Ziemi, kilka minut przed godziną 10 rano wg czasu moskiewskiego (3 godz różnicy, czyli o 7 czasu naszego) nastąpi pełna ciemność i cisza. Ani światło, prąd, łączność, nawet dźwięki nie mogą istnieć.

 

A zatem żadne procesy życiowe NIE MOGĄ PRZEBIEGAĆ. Przecież życie komórek organizmów polega na przekazywaniu i przyjmowaniu energii – i co za tym idzie – obiegu informacji.  Skoro prąd nie może istnieć, to automatycznie znikną prądy czynnościowe naszych układów nerwowych – a to oznacza śmierć. Entropia. Co do czasu tego wydarzenia, to udało mi się dość trafnie go przewidzieć!!!

 

3.. Ciemności tej będą towarzyszyć kosmiczne błyski, iluzoryczne wybuchy światła i trwać to będzie kilka dni, jakieś 3 – 4 dni. Nie należy się bać ani denerwować.

 

Pewnie, już nam to nie zagrozi. Po prostu nie będziemy istnieć.  Będzie Zero Absolutne, bo nie będzie ruchu cząsteczek i cząstek elementarnych w jądrach atomowych. Materia NIE MOŻE istnieć w stanie 0 K – czyli -273,16°C.

 

4.. Później światło słoneczne znowu się pojawi. Świat znowu będzie widziany. Zwierzęta ziemskie zawczasu poczują nadejście „ciemności kosmicznych” i pochowają się do nor. Ludzie w miastach nie poczują, dlatego będą ofiary i tracenie zmysłów. Może zginąć 10 % ludności Ziemi.

 

Bzdura – zginie 100% populacji wszystkich gatunków całej planety. Życie zniknie, jak i cała planeta, której procesy geofizyczne opierają się na przepływie energii.

 

5.. Musicie wcześniej przygotować się do tej zmiany cykli, zakończyć wszystkie prace tego roku 2012, nie rozpoczynać nowych, oddać długi.

 

Szczególnie nie zapomnijmy o długach, reszta jest nieważna.

 

6.. 20.12.2012 wziąć swoje dzieci, dokumenty, gotówkę i wyjechać z miast na przyrodę. Przygotować zapas produktów na 2 miesiące, gdyż sieci energetyczne będą naprawiane długo. Trzeba mieć w domu zapas wody, drewna do ogrzewania i świec do oświetlania. Trzeba mieć w domu piec, gdyż energetyki nie będzie od 21.12.2012. Łączność i telewizja zostaną przerwane. W „dniach ciemności” okna zasłonić ciemnymi materiałami, nie patrzeć przez nie, nie wierzyć swoim oczom ani uszom, nie wychodzić na ulicę. Lepiej medytować, modlić się i wzmacniać siebie, położyć się spać. Jeśli będzie konieczność wyjścia na ulicę, nie odchodzić daleko. Można zagubić się, gdyż z powodu braku światła od lamp i innych obiektów, straci się orientację i nie będzie widać nawet własnej ręki. Lękać się tego nie trzeba.

7.. Gdy pojawi się światło, nie spieszcie się z powrotem do miast, lepiej jest do wiosny żyć na przyrodzie. Pełne wyjście Ziemi z „pasma zerowego” oczekiwane jest dnia 7 lutego 2013. Nastąpi częściowe przywrócenie elektryczności, komunikacji. Do końca marca świat odbuduje się całkowicie i znowu będą latać samoloty i kursować pociągi.

8.. Państwa na Ziemi już otrzymały ostrzeżenia o „paśmie zerowym” z różnych źródeł, ale nie zechcą pomóc swoim obywatelom, albo nie będą mogły. Systemy obrony cywilnej i ewakuacji nie sprawdzą się z powodu braku światła, łączności, elektryczności, transportu. Polegajcie tylko na sobie.

9.. Po przejściu Ziemi przez „ galaktyczne pasmo zerowe” oczyszczą się światopogląd i życie ludzi , które stanie się bardziej uduchowione. Ludzie bardziej będą myśleć o wartościach wiecznych. W krajach rozwiniętych i rozwijających się rozwiną się różne teorie naukowo-duchowe, systemy rozwoju osobowości i zdrowia. Będzie to najbardziej rozwijającym się kierunkiem postępu ludzkości na długie lata.

 

Bez komentarza. To są brednie i pobożne życzenia czy wizje jakiegoś oszołoma. Praw termodynamiki się nie przeskoczy, choćby nie wiem, jakby się to chciało zrobić. To jakieś chore bełkociny jakiegoś przypała, który chce mieć swoje 5 minut w mediach. Nie dajmy się zwariować kolejnemu Gerylowi!

 

W kilka dni później nadeszła kolejna informacja od Naczelnego „Nieznanego Świata”:

 

Mam dobrą lub – w zależności od tego, kto czego oczekuje – niepomyślną wiadomość dotyczącą tzw. scenariusza „Szambali” w odniesieniu do 21 grudnia 2012 r., jaki przesłałem do kilkudziesięciu osób 4 bm. Przypominam, że nie bardzo wprawdzie wierzyłem w jego realność, niemniej zdecydowałem się na taki krok, nie chcąc obarczać w tej sprawie milczeniem własnego sumienia.

Uprzejmie otóż informuję, że jednemu z naszych ludzi z „Nieznanego Świata” (a jest to człowiek wyjątkowo sprawny w poruszaniu się po internecie) drogą mozolnych poszukiwań nie bez trudu, ale udało się bezspornie ustalić, że źródłem wiadomości, która miała pochodzić od lamy z Tybetu, jest jeden z kanałów rosyjskiej telewizji, w dodatku o kiepskiej, bo tabloidowej reputacji (notabene enuncjacja ta wywołała wśród widzów panikę i wykupywanie żywności). Możecie więc całą sprawę spokojnie wykasować ze swoich komputerów. Co do samej daty powiem krótko: spędźcie ten dzień, tak jak Wam będzie najlepiej pasowało: z dziećmi, rodzicami, przyjaciółmi, żoną (mężem) lub kochanką (kochankiem) na działce lub w pracy. Ja np. 21-ego – ze względu na zbliżające się święta – będę miał tak dużo zajęć, że zajmą mi one czas do późnego wieczora.

Spokojnych Świąt – MR

 

Tym niemniej oszołomy dali wiarę temu „proroctwu” wyssanemu z palca. No cóż, wolimy wierzyć w proroctwa, niż w zdroworozsądkową, opartą na Rozumie, nauce. W dwa dni później doszło do takiej oto wymiany listów:

 

Dzień dobry.

 

Tak. To jest ostatnia szansa na napisanie tego tekstu, żeby zdążyć jeszcze przed 21.12.2012 roku.

Z datą 21.12.2012 r. sytuacja jest dość jasna (prosta) – 1. coś się stanie – 2. nic się nie stanie – obie możliwości mają statystycznie 50% prawdopodobieństwo.

Przedstawiłem to w pewnym uproszczeniu, gdyż ciężko jest obliczać prawdopodobieństwo zdarzenia dla jakiejś katastrofy (być może naturalnej) w przypadku posiadania dość niepewnych danych.

Kiedyś czytałem w internecie, chyba na portalu npn.org.pl (kilka lat temu, dlatego mogę się mylić, a w żaden sposób nie jestem wstanie odnaleźć teraz tego tekstu za pomocą wyszukiwarki internetowej, lub tej na blogu), że po dacie 21.12.2012 r. wszyscy skupią swoją uwagę na roku 2018 i będą czekać właśnie na rok 2018 jako przełomowy.

Nieważne.

Moja propozycja jest następująca, żeby wytłumaczyć new age za pomocą cyklu życia produktu (definicję można znaleźć w Wikipedii pod linkiem: http://pl.wikipedia.org/wiki/Cykl_%C5%BCycia_produktu).

Zakładam, że new age jest specyficzną usługą, czyli produktem. A więc w którymś momencie osiągnie maksimum popularności. I w mojej ocenie tym momentem będzie właśnie 21.12.2012 r.

Potem nastąpi powolny spadek zainteresowania (może początkowo mało zauważalny).

Już nie raz obserwowałem takie sytuacje spadku zainteresowania w różnych grupach konwencjonalnych, jak i niekonwencjonalnych, dlatego nauczony doświadczeniem prognozuję, że i tym razem będzie podobnie.

Ruch Ludzi Nowej Ery ( Ruch Wolnych Ludzi ) został powołany dokumentem Proklamacja Ślęża 2009, więc istnieje już 3 lata, a trzy lata to okres w którym ludzie często zmieniają swoje zainteresowania i odchodzą z organizacji, żeby zająć się inną swoją pasją/hobby.

 

Pozdrawiam, Piotr

 

I moja odpowiedź:

 

Witam,

 

– o ile dobrze pamiętam, to lata 2016-2018 to są lata przełomowe Epoki Ryb i Wodnika – jak podawał Leszek Szuman.

Nie obiecuję sobie wiele po New Age, bo jeżeli ma to być powrót do „duchowości” w polskim wydaniu, to dziękuję bardzo – nie cierpię fanatyzmu

religijnego w każdym wydaniu… – a w naszym szczególnie. Inna rzecz, ze zmęczeni szarą egzystencją i codzienną walką o byt ludzie pragną cudu, który potwierdzałby jakiś ich punkt odniesienia, którym jest wiara, religia, wartości, itd. itp.

W tym, co Pan pisze jest racjonalne jądro. New Age faktycznie jest takim produktem podlegającym koniunkturze. Być może rzeczywiście tak się stanie, jak Pan twierdzi.

 

Pozdrawiam – Robert

 

I odpowiedź:

 

Panie Robercie.

 

Zgadzam się, że ma Pan racje z tym, że jesteśmy zagrożeniem dla samych siebie. Wystarczy popatrzeć w telewizor, żeby stwierdzić, iż czasy są coraz bardziej niespokojne.

Napisałem, w temacie, że to już ostatnia szansa na e-mail na ten temat, gdyż wieloktrotnie spotkałem się ze zjawiskiem, iż wiele osób twierdzi, że coś przewidziało po danym wydarzeniu.

A ja przewiduję powolny spadek zainteresowania new age po 21.12.2012, co powinno ucieszyć wszystkich przeciwników. Ale najpewniej zmieni się tylko forma tego zainteresowania, a new age będzie obecne jeszcze kilka (maksymalnie około 10) / grupy zajmujące się new age mogą zmienić swoją strukturę (może pójdzie to bardziej w stronę sekt ?). Już teraz to środowisko bardzo się zmienia i dzieli (grupa Wolna Ludzkość podzieliła się na dwie grupy w ciągu zaledwie jednego roku). Pewnie pojawi się nowa data np. 2018 rok.

Wspomniany przeze mnie w poprzednim mailu cykl życia produku/usługi

http://pl.wikipedia.org/wiki/Cykl_%C5%BCycia_produktu

(uważam, że jest to najbardziej wartościowa informacja w całym mailu) wyjątkowo nałożyłem na coś (new age), co jeszcze nie osiągnęło swojej maksymalnej popularności.

Gdy nałoży się ten sam cykl na ufologię w Polsce to uważam, że maksymalny rozwój został osiągnięty na XII UFO Forum – przypadkowo jedynym z UFO Forum na którym byłem obecny fizycznie – pamiętam, że informacje, które wtedy usłyszałem – m.in. Pana referat: UFO a przyszłe losy Homo Sapiens – pozwoliły mi bardzo podnieść mój poziom wiedzy.

W tym referacie szczególnie podobał mi się przedstawiony podział na ufologię klasyczną, nieklasyczną i kreatywną, który pozwolił mi bardziej selekcjonować informacje.

Po XII UFO Forum w zasadzie nie zauważyłem przełomu w wyjaśnieniu zjawiska UFO. No chyba tylko to, że coraz więcej prelegentów opowiada się za ziemskim pochodzeniem zjawiska UFO.

Lub odwrotnie duża część osób dopuszcza jedynie kosmiczne pochodzenie UFO (obce cywilizacje), czyli stanowiska się spolaryzowały.

A mnie się zdaje, że prawda leży gdzieś po środku i zjawisko UFO może mieć wiele wyjaśnień (oczywiście różne przypadki obserwacji) np. hipoteza tajemnicy wojskowej, hipoteza wędrowców w czasie, czy wreszcie hipoteza pozaziemian.

Przy czym dwie pierwsze przytoczone przeze mnie hipotezy wyjaśniają dlaczego nie następuje kontakt UFO. Ani wojsku, ani podróżnikom w czasie na kontakcie nie zależy.

 

Pozdrawiam, Piotr

 

I moja odpowiedź:

 

Panie Piotrze,

 

– czasy są coraz bardziej niespokojne, bo ludzie zaczynają mieć dość wiecznego kryzysu ekonomicznego (co jest naszym udziałem), kryzysów politycznych (kraje arabskie) czy kryzysu finansowego godzącego w podstawy materialnej egzystencji. Do tego nakładają się kryzysy wartości (nie tylko chrześcijańskich), co powoduje brak punktów odniesienia – czy jak kto woli jakichś wskazówek moralnych, które porządkowały dotąd życie. Dlatego New Age wydawał się być czymś nowym i odżywczym – miał zwiastować coś, co sir Brinsley le Poer Thrench nazwał „revolution of youth” – i jak na razie wszystko zaczyna do tego zmierzać…

 

Co do sektyzacji ruchu New Age, to on już się podzielił na wiele sekt, które będą współistniały – ale się nie zwalczały, jak dotąd. I to będzie to novum, które będzie charakteryzowało te czasy, pojawią się nowe religie, bowiem chrześcijaństwo przestaje być atrakcyjne dla ludzi, którzy maja dość kultu Jahve i jego namiestnika z Watykanu, a sam Watykan będzie tracił na znaczeniu, aż dojdzie do jego marginalizacji.

 

Co do ufologii, moje zdanie Pan zna i go nie zmieniam. Po prostu ufologia też się wypaliła po boomie lat 90. Celnie ujął to dr Miloš Jesenský, który powiedział wprost, że ufologia nie ma już żadnych nowych tematów i dlatego powiela starocie, albo na ich podstawie tworzy konfabulacje. I tak właśnie jest. Stąd właśnie te wszystkie Planety X, Armageddony i inne tematy zastępcze, bo a nuż a widelec przy takiej okazji objawi się jakieś UFO???

 

No nic, pożyjemy, zobaczymy. Jutro przelot Toutatisa w okolicach Ziemi i salut Geminidów. Obawiam się, że guzik zobaczymy, bo pogoda się popśniła…

 

Pozdrawiam – Robert

 

 

12 grudnia, ARMAGEDDON -9 d

 

Problem 12.12.12. Planetoida Toutatis przeleci blisko Ziemi

 

W najbliższych dniach bardzo blisko Ziemi przeleci planetoida 4179 Toutatis – poinformował dr hab. Arkadiusz Olech z Centrum Astronomicznego PAN w Warszawie.

Jak przypomniał astronom, planetoida 4179 Toutatis została po raz pierwszy zauważona w roku 1934. Wkrótce potem, wraz z oddalaniem się od Ziemi, jej blask osłabł i zniknęła ona z zasięgu ówczesnych teleskopów. – Ponowne odkrycie nastąpiło w roku 1989 i dopiero wówczas okazało się, z jak ciekawym obiektem mamy do czynienia – powiedział.

Dodał, że planetoida porusza się po dość niestabilnej i wydłużonej orbicie o mimośrodzie wynoszącym aż e = 0.63 będącej w rezonansie 1:4 z Ziemią i 3:1 z Jowiszem. Orbita ta jest tak usytuowana w przestrzeni, że Toutatis co cztery lata przelatuje bardzo blisko naszej planety. Odległość może być naprawdę niewielka. – Na przykład we wrześniu 2004 roku Ziemię i planetoidę dzieliło tylko 0.01 jednostki astronomicznej, a więc odległość niespełna cztery razy większa niż średnia odległość Księżyca od Ziemi – zauważył dr Olech.

 

Tak bliskie przeloty umożliwiły dokładne zbadanie Toutatis przy pomocy technik radarowych. – Mierząc dokładny czas wysłania i odebrania fal radiowych emitowanych w kierunku planetoidy, astronomowie byli w stanie wygenerować jej trójwymiarowy obraz. Dzięki temu wiemy, że Toutatis ma nieregularny, podwójny kształt i rozmiary 4.5×2.4×1.9 km – opisał naukowiec.

Zapewnił przy tym, że choć orbita Toutatis nie jest do końca stabilna, na razie ciało to nie zagraża naszej planecie. – Przez najbliższe 500-600 lat do zderzenia nie dojdzie na pewno. Później znacznie bardziej prawdopodobnym od zderzenia scenariuszem jest taka destabilizacja orbity, że Toutatis może zostać wyrzucona z naszego Układu Słonecznego – powiedział.

Do największego zbliżenia Toutatis do Ziemi dojdzie 12 grudnia i wtedy jasność planetoidy będzie wynosić tylko 10.9 magnitudo. – Będzie więc ona ponad 50 razy słabsza od najsłabszych gwiazd widocznym gołym okiem. W następnych dniach jasność Toutatis będzie jednak rosnąć i maksimum swojego blasku (10.5 magnitudo) ciało to osiągnie w dniach 15-18 grudnia. Nawet wtedy, aby ją dojrzeć musimy dysponować sporą lornetką, lunetą lub teleskopem – dodał dr Olech.

W okolicach 11-15 grudnia Toutatis będzie się przemieszczać się przez konstelacje Wieloryba i Ryb. Aby uchwycić obiekt w górowaniu (a więc najwyżej nad horyzontem), trzeba wyjść na obserwacje około godziny 20.30 naszego czasu. Wtedy należy spojrzeć dokładnie na południe, na wysokość około 40 stopni nad horyzont – radził ekspert.

16 grudnia Toutatis przejdzie do konstelacji Byka i zacznie zbliżać się do Jowisza i Aldebarana. Prawie dokładnie pomiędzy nimi znajdzie się w okolicach 20 grudnia, świecąc wtedy niespełna dwa stopnie od Aldebarana – najjaśniejszej gwiazdy gwiazdozbioru Byka.

– W nadchodzących dniach warunki do obserwacji słabych obiektów są bardzo dobre, bo Księżyc zbliża się do nowiu i zupełnie nie będzie przeszkadzał w ich podziwianiu. Największym problemem o tej porze roku jest oczywiście pogoda – zauważył astronom. (Onet.pl)

 

12 grudnia,  g. 03:45 CET – Niebo pokryte chmurami, pada śnieg. Temperatura -5,7°C, ciśnienie stałe – 1007 hPa, wilgotność powietrza – 87%, i nic się nie dzieje.

 

g. 07:00 CET – Włączam radio i co słyszę? Południowa część Warszawy pozbawiona prądu! Ma być naprawione do 14:00. W Szczecinie awaria ciepłownicza – będzie usunięta do 20:00. Na Śląsku trzeci dzień kolejowego klinczu – nowy rozkład jazdy Śląskich Kolei Regionalnych okazał się niewypałem… Poza tym Onet.pl podaje, że od 1 grudnia zamarzło już 50 osób. No, ale to wszystko są rezultaty niewydolności polskiej gospodarki i nie ma w tym nic dziwnego…  W USA histeria, bo Korea Pn. wystrzeliła rakietę.

 

Korea Północna wystrzeliła nad ranem polskiego czasu rakietę dalekiego zasięgu. Według agencji KCNA, próba przebiegła pomyślnie i wyniesiony przez rakietę satelita wszedł na orbitę. Fragmenty rakiety spadły do morza u wybrzeży Japonii, Filipin i Półwyspu Koreańskiego. Biały Dom określił w środę północnokoreańską próbę rakietową jako „wysoce prowokacyjny akt” Rakietę Unha-3 odpalono mimo protestów społeczności międzynarodowej, która podejrzewa, że była to w istocie próba z pociskiem balistycznym, który w przyszłości może przenosić głowice nuklearne. Jak informują źródła japońskie i południowokoreańskie, start nastąpił na krótko przed godz. 10 rano czasu miejscowego (2 nad ranem czasu polskiego). Po 12 minutach lotu rakieta przeleciała nad japońską wyspą Okinawa. Władze japońskie nie podjęły próby jej zestrzelenia. Według japońskiej telewizji NHK i południowokoreańskiej agencji Yonhap, stopnie rakiety spadły w wyznaczonym rejonach do morza. Ministerstwo obrony Rosji śledziło wystrzelenie rakiety przez Koreę Płn., oraz potwierdziło, że została ona skierowana na południe od Półwyspu Koreańskiego – poinformowała agencja Interfax. Była to już druga próba rakietowa przeprowadzona w przez Koreę Północną w tym roku. Poprzednia, dokonana w kwietniu, zakończyła się niepowodzeniem. Według Reutera, od tego czasu rakietę Unha-3 poddano przeglądom i modyfikacjom.

 

g. 09:00 CET – Brytyjczycy zamierzają się dokopać do jakiegoś podlodowego jeziora na Antarktydzie. Liczą na dokopanie się do bakterii mających 500 mln lat! Poza tym normalka – pożar w Katowicach, gdzieś tam inne nieszczęścia. Jednym słowem – normalka…

 

g. 12:12.12 CET – Magiczny układ – sześć dwunastek na kalendarzu i zegarze. I nic się nie dzieje – tylko za oknem wali nam śniegiem. Na Żywiecczyźnie białe drogi i przejechać trudno. A ja odgrzewam sobie na obiad flaki zamojskie.

 

g. 15:30 CET – PO i PiS przygotowują się do jutrzejszej rozróby w Warszawie z okazji kolejnej rocznicy stanu wojennego. Polska durnota znów wyjdzie na ulicę.

 

g. 23:00 CET – No i nic się nie stało!

 

CDN.

 

13 grudnia, g. 13:28 CET, ARMAGEDDON -8 d

 

Onet.pl podaje:

 

Sieć zawrzała. Koniec świata miał być już wczoraj

 

Od lat spekuluje się na temat końca świata. Kalendarz Majów kończy się 21 grudnia 2012 roku i wiele osób uważa, że świat skończy się właśnie wtedy. Jest jednak jeszcze jedna popularna teoria. Głosiła ona, że świat miał się skończyć… wczoraj.

Teoria ta związana jest z asteroidą Toutatis, która wczoraj przeleciała w pobliżu Ziemi. Na portalach społecznościowych internauci wieszczyli jakąś katastrofę, zwłaszcza że wczoraj był dwunasty dzień dwunastego miesiąca 2012 roku. Ale asteroida 4179 Toutatis nie stała się przyczyną żadnej tragedii.

Toutatis przelatuje blisko naszej planety co cztery lata – czasami w mniejszej odległości, czasami większej. Teraz było to siedem milionów kilometrów.

W porównaniu z innymi przelatującymi obok Ziemi, asteroida Toutatis jest duża i szybka. Ma prawie pięć i pół kilometra średnicy, leci z prędkością dwunastu kilometrów na sekundę. NASA zalicza ją do asteroid potencjalnie niebezpiecznych, czyli takich, które teoretycznie mogą kiedyś uderzyć w Ziemię. W praktyce zagrożenie jest jednak niewielkie. (wkuherald.com, IAR/KK)

 

Ufff…. – litości! Ale idioci podniecają się tym jak mało czym. I dalej –

 

15 grudnia, ARMAGEDDON -6 d

 

Koniec świata na świecie. Histeria jest wszędzie

 

Przed 21 grudnia, kiedy kończy się liczący pięć tysięcy lat cykl w kalendarzu Majów, triumfy święci skomercjalizowana panika przed końcem świata. Dotarła nawet do Chin, które w swej historii nie znały proroctw o końcu świata.

Według siewców paniki razem z końcem kalendarza Majów miałby skończyć się świat. W Chinach od początku grudnia na Sina Weibo (chiński Twitter) słowo Majowie stało się popularnym tagiem. Chiński pragmatyzm znalazł też ujście w stwierdzeniu: jeśli Majowie nie mylą się co do końca świata, to po co płacić rachunki.

Wiara w koniec świata łączy się także z wiarą w niezidentyfikowane obiekty latające, które mają na Ziemi coś w rodzaju garażu w okolicach góry Bugarach w południowo-zachodniej Francji. Mer wsi o tej samej nazwie, zamieszkanej przez niespełna 180 ludzi, usiłuje zapobiec pandemonium: Bugarach szturmują ci, którzy liczą na ratunek ze strony pozaziemskich inteligencji. „Obcy” jakoby zabiorą do UFO tych szczęściarzy, który dotrą na płaski wierzchołek góry. Drogi na szczyt zablokowano.

Choć nie bardzo wiadomo jak miałby skończyć się świat – zderzeniem z planetą Nibiru czy burzą słoneczną, NASA rozprasza obawy: żadnych dowodów na istnienie planety Nibiru nie ma, to bezpodstawne pogłoski.

Wśród lęków kwitnie w Rosji handel. W Omutnińsku w obwodzie kirowskim ludzie rzucili się kupować naftę, świece i zapasy żywności po artykule napisanym jakoby przez tybetańskiego mnicha, potwierdzającym, że wnet świat się skończy. W Nowokuźniecku niemal zabrakło soli, a w Barnaule w Kraju Ałtajskim wykupiono do cna latarki i termosy. Wśród rozmaitych zestawów na przetrwanie końca świata niektóre zawierają instrukcje z opisami różnych gier. Na wypadek, gdyby okazał się on bardzo nudny.

Interes chcą zrobić też biura turystyczne. Jedno z ukraińskich zaczęło oferować wycieczki na 21 grudnia do… piekła i nieba za 15-18 USD. Do piekła drożej, bo tam podobno ciekawiej. A jeśli się nie uda dotrzeć – biuro obiecuje zwrot kasy. Droższa oferta pojawiła się w internecie w Niżnym Nowogrodzie: za 2600-5000 USD nabyć można kajutę w arce.

Jednak w Rosji tysiące ludzi gromadzą zapasy żywności i innych artykułów, wypakowując nimi piwnice i balkony. A ta część, która może, wyjeżdża z miast na wieś, bo tam koniec świata łatwiej będzie… no właśnie, przeczekać?

By rozproszyć spekulacje o apokaliptycznym 21 grudnia, główny lekarz Rosji Giennadij Oniszczenko ostrzegł, że straszących powinno się podać do sądu. Deputowani Dumy w liście otwartym wezwali zaś, by media zaprzestały siać panikę. W końcu sam premier Dmitrij Miedwiediew zapewnił, że w koniec świata nie wierzy. Dodał, że „przynajmniej nie w tym roku”.

Histeria dotarła także do Chin, które w swojej historii nie zaznały lęków przed zniszczeniem świata. Najsłynniejsza chińska księga proroctw z VII wieku, odpowiednik przepowiedni Nostradamusa, nie wspomina wprost o czymś takim.

Tymczasem w Syczuanie zaczęto wykupywać całymi setkami świece, aż do wyczerpywania się zapasów. Początkowo nie było wiadomo, dlaczego. „Aż dowiedzieliśmy się o pogłoskach o zbliżających się ciemnościach” – powiedział właściciel sklepu w Chengdu. Źródło paniki wyśledzono na Weibo; autor postu zapowiada, że trzydniowe ciemności spowiją ziemię.

Falę paranoicznych obaw w Chinach powiązać można z oddziaływaniem filmu katastroficznego z 2009 roku „2012”. Odniósł on niebywały sukces dzięki wątkowi o budowie przez chińskie wojsko arek, które miały ocalić ludzkość. Lu Zhenghai z Sinciangu swoją zaczął budować w rok potem, wydając wszystkie niebagatelne oszczędności. Mówi, że jeśli końca świata nie będzie, wykorzysta arkę jako stateczek wycieczkowy na 20 osób.

W Nankinie żona profesora uniwersyteckiego zastawiła dom pod hipotekę, by przekazać znaczną kwotę na biedne dzieci, by „jeszcze zdążyć zrobić coś dobrego przed końcem świata”. W Szanghaju podobną motywację próbują wykorzystać oszuści, by wyłudzić od staruszków oszczędności na rzekomo charytatywny cel. Policja apeluje tam: „Nie wierzcie w to i nie dajcie się oszukać”.

Profesor Lu Jiehua z wydziału socjologii Uniwersytetu Pekińskiego w wywiadzie dla gazety „Global Times” powiedział, że obecna panika odzwierciedla ogólny niepokój w chińskim społeczeństwie. „Te paniczne zakupy nie tylko pokazują ludzki lęk przed nadchodząca apokalipsą, odzwierciedlają również poczucie niepewności wobec życia i społeczeństwa” – powiedział. (JS, Onet.pl)

 

Koniec świata, a cwaniacy na nim zbijają kasę – ciekawe, nieprawdaż? I tak będzie, póki będą głupi ludzie, którzy im będą pchać pieniądze. Czego to dowodzi? – tylko tego, że nikt zdroworozsądkowy nie wierzy w te brednie o Armageddonie i co sprytniejsi przekuwają ludzką głupotę na brzęczącą monetę. I słusznie – za głupotę się płaci.

I jeszcze jedno – najbardziej śmieszne w tym jest to, że Majowie, którzy z taką dokładnością obliczyli koniec świata i Armageddon nie potrafili przewidzieć końca ich świata spowodowanego przez katastrofę ekologiczną, którą w swej „mądrości” sprokurowali sobie sami. NB, my postępujemy DOKŁADNIE TAK SAMO, jak oni – tylko w swej zarozumiałości tego nie chcemy dostrzec. Ale ten „koniec świata” nastąpi tylko i wyłącznie z naszej winy…

Zabawa trwa dalej:

 

16 grudnia, ARMAGEDDON -5 d

 

Kolejne info z Onet.pl:

 

Fala oburzenia po przepowiedni o końcu świata

 

Przemysław Henzel

 

Słowa o zagładzie 21 grudnia wywołały ostry konflikt. Wszystko wymknęło się spod kontroli. „Spadkobiercy przepowiedni” są zbulwersowani. Co naprawdę grozi Ziemi po „okresie transformacji”?

Przewidywany na 21 grudnia 2012 roku „koniec świata” jest już „coraz bliżej”. Głos w sprawie mającej nadejść Apokalipsy zabrały ostatnio nawet rządy Stanów Zjednoczonych i Rosji, zdecydowanie zaprzeczając takiej możliwości.

Od dłuższego czasu swoją kampanię informacyjną prowadzi także NASA, która stworzyła nawet specjalną stronę, by rozprawić się z wszystkimi „szkodliwymi mitami”. Twierdzenia dotyczące końca świata są oparte na kalendarzu starożytnych Majów, który stał się prawdziwym fenomenem kulturowym. Jak się jednak okazało, podczas jego odczytywania popełniono wiele błędów, które weszły już jednak na stałe do „kanonu zagłady.

 

„Koniec świata” w Ameryce Środkowej

 

21 grudnia w Meksyku i krajach Ameryki Środkowej, w związku z „końcem świata”, odbędą się  specjalne uroczystości, organizowane przez rządy tych państw. Swój udział potwierdzili już w nich prezydenci Gwatemali Otto Perez i Hondurasu Porfirio Lobo. Uroczystości te doprowadziły do ostrego konfliktu w Gwatemali, gdzie przeciwko nim zaprotestowali tamtejsi Majowie.

– Dzień 21 grudnia zwiastuje zakończenie Wielkiego Cyklu o rozpoczęcie nowej, trwającej 5200 lat, ery – oświadczył już kilka tygodni temu gwatemalski minister kultury Carlos Batzin. Jesteśmy w punkcie zwrotnym, w którym naturalny porządek Matki Ziemi zwiąże się z naszym życiem i naszą cywilizacją – dodał. To właśnie te zapowiedzi ministra doprowadziły do ostrego konfliktu z Indianami, którzy postanowili zabrać głos dotyczący rzekomo nadchodzącej Apokalipsy.

Około 40 procent liczącej 15 milionów ludności Gwatemali to potomkowie Majów. Udział w rządowych uroczystościach „końca świata”, według prognoz ministerstwa kultury, weźmie 90 tysięcy osób.

– Walczymy z oszustwami, kłamstwami, przeinaczaniem prawdy i czynieniu z naszego ludu sposobu na zarobek – podkreśla Felipe Gomez, lider stowarzyszenia Majów o nazwie Oxlaljuj Ajpop. Jak dodaje, mit o końcu świata wymknął się spod kontroli głównie za sprawą Hollywood, w którym powstało kilka filmów dotyczących nadchodzącej zagłady.

Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że kilka państw, tak jak Gwatemala, na „wszelki wypadek”, oficjalnie przygotowało się na możliwość końca świata. W innych krajach prawdziwym hitem marketingowym stały się rozmaite wycieczki po miejscach, w których można by się schronić  w związku z przewidywanym zagrożeniem.

Gomez ostro atakuje takie praktyki, zwracając uwagę, że obchody końca świata to show, który znieważa kulturę i religię Majów. Sojusz Oxlaljuj Ajpop opublikował także specjalne oświadczenie, w którym wypunktował, że koniec 13. baktuna oznacza „wielkie zmiany na poziomie osobistym, poziomie rodzin i małych społeczności, który ma utrzymać harmonie i równowagę pomiędzy rodzajem ludzkim a światem przyrody”.

Majowie organizują religijne ceremonie w 5 gwatemalskich miastach i wezwali ministra kultury, by wsparł swoim autorytetem prawdziwe obchody końca starego cyklu i rozpoczęcia nowego.

 

Wpadka NASA.

 

Opublikowali materiał przed czasem? – NASA zaliczyło wpadkę? W internecie pojawiło się wideo, które powinno zostać opublikowane 22 grudnia 2012 roku. „Jeśli oglądacie to nagranie, oznacza to jedno: koniec świata wczoraj nie nastąpił” – mówi lektor. – Rozejrzyjcie się wokół, cała ta sprawa od samego początku była zwykłym nieporozumieniem – mówi dr John Carlson, dyrektor Centrum Astroarcheologii. (żg) – CNN

 

Nadchodzi „Świat Piątego Słońca”

 

Majowie już w zeszłym  roku zaprzeczali w sprawie mającego nadchodzić rzekomo końca. Carlos Barrios zgromadził na spotkaniu 600 przedstawicieli starszyzny Majów, którzy zabrali głos w sprawie apokaliptycznych przepowiedni. Ich stanowisko zostało następnie zaprezentowane przez Organizację Studiów Spirytualistycznych Majów.

Indianie podkreślają, że niektórzy naukowcy, którzy prowadzili badania świątyniach Majów, nie odczytali prawidłowo starożytnych inskrypcji i wprowadzili świat w błąd.  „To tylko wyobraźnia niektórych ludzi, starszyzna Majów jest zła z tego powodu. Świat nie skończy się w grudniu 2012 roku, lecz ulegnie przekształceniu. Nie będziemy już Światem Czwartego Słońca, lecz Światem Piątego Słońca” – napisali oświadczeniu.

Majowie zwracają uwagę, że po „okresie transformacji” Ziemi grożą wojny i konflikty społeczne, ale ludzkość przetrwa. – Zmienią się struktury materialne, ale zyskamy możliwość, by stać się bardziej ludzcy – zaznaczyli. Jednocześnie zwrócono także uwagę na to, że gatunek ludzki przeszedł już wiele przemian na przestrzeni dziejów, ale nie zagroziły one nigdy jego istnieniu.

Z opinią Majów zgadza się badacze kultur Mezoameryki. Jak podkreślają, Majowie nigdy nie mówili nic na temat końca świata, który miałby nastąpić 21 grudnia 2012 roku. – Ich kalendarz nie kończy się tego dnia, co więcej, przewiduje trwanie świata przez kolejne miliony lat – twierdzą. Jak dodają, przepowiednie końca świata to wynik błędnej interpretacji kalendarza Majów przez ruchy typu New Age, których zapowiedzi nie są oparte w żadnym razie na podstawach naukowych.

 

Skąd wzięła się przepowiednia o końcu świata?

 

21 grudnia, dzień w którym rozpoczyna się zimowe przesilenie, to także koniec 13. Baktuna, który, zdaniem niektórych osób, zwiastuje koniec świata. Potomkowie starożytnych Indian przekonują jednak ,że w tym dniu nie wydarzy się nic złego.

Kalendarz Majów, składający się z cyklu następujących po sobie baktunów, jest oparty na micie, według którego bogowie Majów Quetzalcoatl i Tepeu chcieli stworzyć ludzi na swoje podobieństwo. Ich wysiłki nie były jednak zbyt owocne, tak więc wraz z końcem 13. baktuna, wszystkie znane formy życia miały przestać istnieć, a w ich miejsce bogowie mieli stworzyć nowe, lepsze istoty. Już sam mit mówi więc, ze po 13. baktunie nastanie kolejny cykl, którego początek przypadnie właśnie na 21 grudnia.

Majowie nie uznali jednak dosłownej wymowy mitu za koniec życia na ziemi, lecz za przenośnię opisującą wejście świata w nowy cykl. W ich wierzeniach nie pojawia się więc „koniec świata” w znaczeniu Apokalipsy, lecz słowa o trwaniu i przemianie „ku lepszemu”.

 

Oszaleć można od tego. Przeraża łatwość, z jaką media zasypują nas takimi „sensacjami”. A najstraszniejsze jest to, że ludzie wierzą bezkrytycznie w te wszystkie „objawienia” i „rewelacje” oraz inne brednie przez nie kolportowane. Kolejna sensacja:

 

17 grudnia, ARMAGEDDON -4 d

 

Pozorny sukces Korei Północnej? Satelita lada moment spadnie na Ziemię!

 

Według danych pochodzących z wojska USA obiekt wyniesiony na orbitę w środę rano przez północnokoreańską rakietę zaczął koziołkować w niekontrolowany sposób. Przyczyną tego jest najprawdopodobniej nieprawidłowe umieszczenie satelity na orbicie.

Amerykańskie wojsko nie wie, co dokładnie zostało wyniesione na orbitę przez Koreę Północną. Dlatego tak bacznie przygląda się obiektowi, który oddzielił się od ostatniego stopnia rakiety Unha-3. Jednak jak zapewniają władze Korei, jest to satelita badawczy Kwangmyongsong-3, czyli „Jasna Gwiazda”, który jest zupełnie niegroźny.

Według danych pochodzących z systemów obserwujących orbitę umieszczenie północnokoreańskiego obiektu było tylko częściowo udane. Obiekt koziołkuje w niekontrolowany sposób, przez co nie jest w stanie ustawić się tak względem Ziemi, by nawiązać łączność z nasza planetą lub naładować baterie energią słoneczną. Ponadto obiekt umieszczony został na niestabilnej orbicie, na którą oddziałuje ziemska grawitacja. Tak więc domniemany satelita jest powoli przyciągany przez Ziemię, nie wiadomo jednak gdzie dokładnie spadnie.

Niezależnie od trudności i komplikacji, wyniesienie satelity na orbitę jest dla Korei Północnej niezwykłym osiągnięciem, szczególnie w sferze propagandowej. Udany lot umacnia także pozycję młodego Kim Dzong Una.

Sukcesem jest także rakieta Unha-3, która ma ogromne znaczenie militarne. Według szacunków rakieta ta umożliwi zrzucenie bomby atomowej na zachodnie wybrzeże USA. Taka możliwość znacznie wzmocniłaby pozycję Korei Północnej na arenie międzynarodowej.

Czy Waszym zdaniem awaria północnokoreańskiej satelity może nie być do końca przypadkowa? (http://orwellsky.blog.onet.pl/2012/12/14/pozorny-sukces-korei-polnocnej-satelita-lada-moment-spadnie-na-ziemie/)

 

18 grudnia, ARMAGEDDON –3 d

 

Zaczęło się!!! Tego dnia znowu Warszawę dotknął kataklizm – spadło całe12 cmśniegu! Media zrobiły z tego taką histerię, jakby redaktorzy zapomnieli, że na naszej szerokości geograficznej w grudniu zdarza się śnieżna i mroźna zima! I następny ciekawy kwiatek z „końcoświatowej” łączki:

 

Betonowy sposób na przetrwanie

 

Supernowoczesne bunkry na wypadek apokalipsy to hit sezonu. Jacuzzi, kino, basen, a nawet stanowiska dla striptizerek. Wyposażenie wielu z nich przechodzi najśmielsze oczekiwania. Każdemu według potrzeb i… zasobności portfela.

Znamienna data 21 grudnia 2012 r. zbliża się coraz większymi krokami. Tłumaczenia naukowców, że nic się nie wydarzy nie przekonują. Nadal istnieje spora grupa ludzi, którzy są święcie przekonani, że zagłada ludzkości to tylko kwestia dni. Co dokładnie nas czeka? Na to pytanie każdy ma inną odpowiedź. Jedni wieszczą przebiegunowanie, inni wielkie trzęsienie ziemi, a jeszcze inni uderzenie w naszą planetę gigantycznej asteroidy. Bez względu na rozbieżne scenariusze, wszystkich łączy jedno – pomysł na ocalenie. Tajemnica ma tkwić w wybudowaniu odpowiedniego bunkra, w którym tylko nielicznym dane będzie się znaleźć.

Krajem, w którym bunkry cieszą się największą popularnością są Stany Zjednoczone. Od 2011 r. ich sprzedaż wzrosła tam o 1000 proc. Amerykanie, podobnie jak w latach 50. w czasie zimnej wojny, największą szansę ocalenia widzą w schronach przeciwatomowych. Firmy takie jak Vivos Underground, Northwest Shelter Systems, Underground Bomb Shelter, czy Hardened Structures, które zajmują się zapewnianiem szeroko pojętego „apokaliptycznego zakwaterowania”, nie nadążają ze sprzedażą.

Internet pełen jest różnego rodzaju ofert, które gwarantują nam, że za odpowiednio wysoką opłatą przetrwamy apokalipsę. Nie odstraszają nawet wysokie ceny, a te w zależności od standardu, wahają się w granicach od 200 tysięcy do 20 milionów dolarów. W wyposażeniu znajdują się łazienki, sypialnie i roczny zapas jedzenia. Chętnych nie brakuje. Tylko po ostatnim trzęsieniu ziemi w Japonii sprzedaż wzrosła o 400 proc. Namioty chroniące przed radiacją oraz nuklearne, biologiczne i chemiczne filtry powietrza to podstawy survivalowych zakupów.

Na budowę własnego bunkra nigdy nie jest za późno. Ludzie, którzy chcieli się zabezpieczyć w ten sposób, zaplanowali to jednak już wiele miesięcy wcześniej. Są jeszcze miejsca w dużych, wieloosobowych superbunkrach, gdzie można wykupić sobie miejscówkę. Jeden z nich stoi już na pustyni Mojave, znanej m.in. z lądowań promów kosmicznych. Bunkier powstał już w czasie zimnej wojny i miał chronić przed sowieckimi bombami atomowymi urzędników administracji rządowej. Dziś to luksusowe schronienie dla ludzi z zasobnym portfelem. Na co mogą liczyć goście w liczącym 1,2 tys. metrów kwadratowych schronie? 132 szczęśliwców, bo tylu maksymalnie pomieści bunkier, będzie miało do dyspozycji studio fitnessu, mały szpitalik, centrum komunikacyjne, sypialnie, pomieszczenia do wypoczynku, a nawet miniaturowe więzienie. Oczywiście to nie wszystko. Bunkier wyposażony jest w nowoczesny agregat, system odzyskiwania wody oraz wentylację. Ceny jednego miejsca, już od 50 tys. dolarów.

Oczywiście nikt nie chce zginąć podczas zagłady, więc każdy ratuje się jak może. Nie inaczej jest w branży porno. Producent filmów dla dorosłych, firma Pink Visual, zamierza kręcić swoje filmy, nawet po kataklizmie. W tym celu zlecono projekt bunkra, w którym znajdować się będzie własny browar (by zapewnić sobie samowystarczalność pod względem alkoholu), skórzane kanapy, bar, prysznice i stanowiska dla striptizerek.

Autor: Kamil Nadolski, źródło: Onet.pl

 

I kapitalny komentarz internauty:

 

No to czas, aby do „akcji” przystąpili psychiatrzy. Ta powszechna paranoja i ogólny stan lękowy, tych którzy dają wiarę w koniec świata w dn.21.12.2012r wymaga ogromnej pracy całego sztabu specjalistów z dziedziny psychiatrii i psychologii na całym świecie. Ta „choroba” przejawiająca się lękiem i robieniem zapasów żywności, oraz szukaniem tzw. urojonych bezpiecznych miejsc przetrwania „końca świata” z każdym dniem niebezpiecznie się szerzy i rozwija atakując mózgi ludzi tak bardzo poddanych „przepowiedni Majów” i nie tylko. A zegar tyka…tik tak…tik tak….i przybliża ten „zainfekowany czas i datę” ludzkim wirusem czystej głupoty na którą współczesna psychiatria nie ma jednak skutecznego lekarstwa. No cóż…ktoś musi na tej „chorobie” zyskać, a ktoś stracić. Ponoć pieniądze nie „śmierdzą” a głupota nie boli.))) Miłego dnia!!!

 

Niestety, to smutna prawda. Wielu moich znajomych – ludzi wykształconych i inteligentnych telefonowało do mnie z zapytaniem, czy mają się przygotować na koniec świata. Trzeba było przedstawić rzeczowe argumenty i spokojnie z nimi porozmawiać, by przestali się tym przejmować… Dla mnie to jakiś psychologiczny Czarnobyl! Bogu dzięki, że istnieją jeszcze ludzie, którzy jak ten internauta nie poddali się psychozie i armageddonowemu zidioceniu!

 

CDN.

 

19 grudnia, g. 07:45 CET, ARMAGEDDON -47 h

 

Spadł śnieg. Niewiele, ale zawszeć to lepiej, niż nic. W Ostrowcu Świętokrzyskim zapadła się ziemia tworząc w drodze wyrwę o szerokości70 mi głębokości10 m.

 

g. 10:10 CET

 

„SuperExpress” podał następującą radosną wiadomość:

 

Polskę zaleje tsunami? To tu ma zacząć się koniec świata

 

Już pojutrze 21 grudnia, czyli dzień, na który przewidywany jest koniec świata. Jak donosi „Super Express” w Polsce wszystko ma zacząć się od Pomorza. Czy nasz kraj może dotknąć tsunami? „Tak to właśnie może wyglądać” – mówi prof. Jan Rozmarynowski, oceanograf i podróżnik.

Tabloid przewiduje, że w piątek pod wodą znajdzie sie Półwysep Helski, a zaraz po nim fale tsunami zaleją Gdańsk. Prof. Jan Rozmarynowski przypomina, że w Polsce miało kiedyś miejsce to potężne zjawisko. „Ostatnie (tsunami – red.) było w Kołobrzegu w 1779 roku, a wcześniej w Darłowie w 1497 roku – dodaje profesor.

Kilkaset lat temu tsunami spowodowało spore zniszczenia, jednak te, które są planowane na 21 grudnia będą nieporównywalnie większe. Według „Super Expressu” gigantyczne fale mają zgładzić kilkadziesiąt tysięcy osób. Napływająca woda będzie zalewać bowiem wszystkie piwnice i ewentualne miejsca schronienia.

„Super Express” zapytał w gdańskim magistracie, gdzie mieszkańcy mogliby schronić się przed końcem świata. Michał Piotrowski z biura prasowego urzędu miasta w Gdańsku powiedział, że „w razie nagłego kataklizmu za chwilowe schrony dla ludności służyć mogą wszelkie przejścia i tunele podziemne”. Jednak, czy cokolwiek jest w stanie uchronić nas przed przewidywanym końcem świata?

Więcej w najnowszym Super Expressie („Super Express”, żg)

 

Wyjaśnijmy coś. Fala tsunami jest falą płytkowodną, a jej wysokość zależy od głębokości i prędkości przemieszczania. Tą zaś wylicza się z prostego wzoru:

C = √gD

– gdzie C to prędkość fali, g to ziemskie przyspieszenie grawitacyjne (9,81 m/s2) a D to głębokość wody w metrach. Prędkość wychodzi w m/s. Dla Bałtyku, którego głębokość wynosi średnio zaledwie50 m, prędkość fali wyniesie ~22,15 m/s czyli jakieś79,74 km/h. W porównaniu z prędkościami oceanicznych tsunami, które wynoszą 200 –700 km/h, to pestka. Tylko że akurat uderzenie kilku tysięcy ton wody z prędkością80 km/hjest także niszczące, tylko że w o wiele bardziej ograniczonym zakresie… Można to obliczyć z prostego wzoru na energie kinetyczną:

Ek = ½ mC2

– gdzie Ek to energia kinetyczna w dżulach, m to masa wody przenoszonej przez falę a C to prędkość fali. Dziwię się, że pan profesor o tym „zapomniał”. A może redaktorzy z „SE” ocenzurowali jego wypowiedź? No bo strach ma wielkie oczy i małą głowę.

I kolejna hiobowa wieść:

 

2,5 tony kosmicznego złomu spadnie na Ziemię

 

Jak podaje portal Astronomia24.com, na koniec grudnia została zaplanowana deorbitacja sowieckiego satelity szpiegowskiego – Cosmos 1984. Jeszcze nie wiadomo gdzie dokładnie można się spodziewać inwazji kosmicznego złomu, informacje o tym będą dostępne na kilka minut przed sprowadzeniem go na Ziemię. Wiadomo za to, że dzisiaj (19.12.2012) o 9:22 satelita ten przeleciał w okolicach Szczecina.

Satelita został wystrzelony w 1983 roku, ma12 metrówdługości i waży ponad 2,5 tony. Z uwagi na wielkość i wagę satelity, jego upadek będzie prawdopodobnie dość widowiskowy, porównywalny ze sporym meteorytem. Kosmiczny złom nie ulegnie całkowitemu spaleniu i jego szczątki spadną na Ziemię, jednak prawdopodobieństwo upadku na zamieszkałe tereny jest na szczęście minimalne.

Satelita okrąża kulę ziemską w 90 minut, więc jeszcze prawdopodobnie kilka razy będzie nad Polską przelatywał, gdzie znajduje się aktualnie możecie sprawdzić na stronach : WWW.satview.org  lub WWW.n2yo.com  (Aleksander Kiszniewski, Onet.pl)

 

Kosmos-1984 wpadnie w atmosferę i spali się całkowicie, podobnie jak setki innych zużytych satelitów. Nie ma co panikować. Pamiętam jak zdeorbitowano amerykańskie Skylaby i rosyjskiego Mira, których masa wielokrotnie przewyższała masę Kosmosa i też się spaliły. Nie ma co się bać.

 

20 grudnia, g. 07:05 CET, ARMAGEDDON -24 h

 

Słucham dziennika radiowego JEDYNKI o siódmej. Nic nowego się nie dzieje. W Stanach dyskusja o broni w prywatnych rękach – jak to w ogóle jest możliwe, że oni tam posiadają 300 mln jednostek różnego rodzaju broni palnej? To jest dopiero paranoja!

Tymczasem Onet.pl podaje:

 

Świry czy perfekcjoniści? Oni przygotowują się na koniec świata

 

Im bliżej 21 grudnia – czyli według kalendarza Majów dnia końca świata – tym więcej paniki i irracjonalnych zachowań. Okazuje się, że dzień apokalipsy szykują się również Amerykanie. W kraju tym wizja „końca” wywołuje silne emocje, zdarzają się nawet wybuchy zbiorowej psychozy.

Ludzie gromadzą zapasy broni, pożywienia i wody. Budują również specjalne bunkry. (MW, Onet.pl)

 

Pytanie jest poparte serią 11 zdjęć ludzi szykujących się do przetrwania końca świata. Dziwi mnie to, że w tej świętojebliwej Ameryce nie doczytano się, że końca świata nie da się przeżyć! Pisze o tym wyraźnie w Biblii. Ale kto w tym płytkim umysłowo świecie czyta Biblię ze zrozumieniem? Nawet w Apokalipsie pisze się że po powrocie Jezusa nastanie Królestwo Boże na Ziemi. Czyżby niektórzy Amerykanie chcieli wejść do niego z M-16 w dłoni? A jak się to ma do tego, co głosił Jezus?

 

g. 08:33 CET – Info z WP.pl:

 

Koniec świata w Chinach – 600 osób w areszcie

 

Już ponad 600 osób w Chinach zostało aresztowanych za rozsiewanie plotek o końcu świata. Najwięcej aresztowanych to członkowie podającej się za chrześcijan sekty „boga wszechmogącego”. Wierzą oni w powtórne przyjście Chrystusa, który przed końcem świata objawić się ma pod postacią kobiety w Chinach.

 

Ponad 400 osób aresztowano w prowincji Qinghai. Według chińskich władz, członkowie grupy w ostatnich tygodniach zmuszani byli do werbowania nowych osób. Według wyznawców sekty, zbawienia dostąpić mają wyłącznie ci, którzy dołączą do grupy.

Sekta „boga wszechmogącego” znana jest w Chinach od prawie dwóch dziesięcioleci. Jej założyciel w 2001 roku uciekł do USA, gdzie otrzymał azyl polityczny. Sekta najbardziej naraziła się komunistycznym władzom, głosząc potrzebę walki z „Czerwonym smokiem”, który symbolizować miał chińską partię. (WP.pl)

 

Wydaje się, że Chiny są jedynym krajem, które zareagowały właściwie na to quasi-religijne oszołomstwo. A tak jeszcze à propos tej sekty, to jak USA może być normalnym krajem, skoro udziela azylu politycznego jakimś popaprańcom tylko dlatego, że są antykomunistami?

 

g. 09:36 CET – Info z Interia.pl, głos rozsądku:

 

Dlaczego końca świata jeszcze tym razem nie będzie?

 

21 grudnia tego roku będzie dniem jak co dzień: początkiem astronomicznej zimy na półkuli północnej. W tym roku nadejdzie ona trochę ponad kwadrans po południu polskiego czasu. Nic nie wskazuje na to, by poza tym miało się wydarzyć coś naprawdę istotnego. Poza tym oczywiście, że kolejne pogłoski o końcu świata okażą się nieprawdziwe.

Takie pogłoski pojawiają się w rozmaitych środowiskach, co jakiś czas i zwykle zapominamy o nich zaraz po tym, jak przechodzą do historii. Kto jeszcze zawraca sobie głowę prognozami, że do końca świata doprowadzi uruchomienie w laboratorium CERN pod Genewą Wielkiego Zderzacza Hadronów? No właśnie.

 

Tym razem oczywiście pretekst do snucia katastroficznych wizji jest wyjątkowo interesujący. 21 grudnia kończy się bowiem okres tak zwanych 13 baktunów od początku cyklu w kalendarzu Majów (baktun trwa 144 tysiące dni). Zdaniem niektórych to ma oznaczać, że kończy się cykl dzieła stworzenia i poza nim, niczego więcej już nie będzie. To miałoby oznaczać koniec świata.

Eksperci podkreślają jednak, że Majowie wcale nie musieli uznawać, że obecny cykl będzie miał tyle samo baktunów, co poprzedni, że ewentualnego końca cyklu nie musieli też wiązać z jakąś katastrofą. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że koniec cyklu, jak i w naszym kalendarzu, oznaczał dla nich początek kolejnego. Jeśli przypomnimy sobie szum wokół „pluskwy milenijnej” przy okazji niedawnego przełomu naszego tysiąclecia, możemy uznać, że przejście z jednego cyklu w drugi bywa nieco kłopotliwe i kosztowne, ale nie kończy się żadnym realnym zagrożeniem. Co najwyżej niektórzy mogą na nim zarobić więcej, niż inni. I nie mam na myśli tylko producentów kalendarzy.

Pojawia się wreszcie pytanie, skąd Majowie mieliby wiedzieć o przyszłym kataklizmie z tak dużym wyprzedzeniem. Sami nie byli w stanie obronić się przed skutkami zmian klimatycznych, które doprowadziły ich własną cywilizację do upadku. Raczej nie mieli okazji wyciągnąć z tego wniosków na temat naszych czasów.

Kolejne argumenty za tym, że świat jeszcze potrwa, przynoszą naukowcy agencji NASA. Ich badania nie wskazują na to, by w tym tygodniu zanosiło się na którekolwiek z prawdziwie groźnych dla naszej planety zdarzeń. Twierdzą, że nie jesteśmy w tej chwili na kursie żadnej groźnej kosmicznej skały ani planety, o której istnieniu byśmy wiedzieli. A gdyby miała do nas dotrzeć w tak krótkim czasie, musielibyśmy już widzieć ją gołym okiem. Nie grozi nam też żaden spektakularny wybuch na Słońcu, który teoretycznie mógłby pozbawić nas prądu i co za tym idzie dostępu do licznych gadżetów, bez których już nie wyobrażamy sobie życia. Słońce owszem wchodzi w maksimum swej aktywności, ale ten cykl jest wyjątkowo spokojny. Podobnie nieuzasadnione są lęki o nagłą zamianę biegunów magnetycznych Ziemi (taka zmiana zajmuje setki tysięcy lat), czy katastrofalne skutki szczególnych ustawień planet (nie będzie teraz żadnego szczególnego ustawienia, a nawet gdyby było i tak nie wywołuje to żadnych znaczących dla nas skutków).

Trzeci i rozstrzygający argument za tym, by twierdzić, że końca świata tym razem nie będzie, ma podstawy – nazwijmy to – praktyczne. Przewidywanie końca świata zawsze grozi wyjściem na idiotę, gdy do tego nie dojdzie. Nietrafiona prognoza może rodzić konieczność tłumaczenia się i potrzebę zwalenia winy na kogoś, kto nas zwiódł i omotał. Dawanie głowy, że końca świata 21 grudnia tego roku nie będzie, to co innego. Jest znacznie bezpieczniejsze. Gdyby jednak okazało się, że nie mieliśmy racji, zawsze będziemy mogli zwalić winę na NASA i ewentualne, pełne wyrzutu spojrzenia znajomych, nie będą tak dokuczliwe. Wiele wskazuje zresztą na to, że w razie czego wszyscy będą zajęci czym innym, niż robieniem nam wyrzutów.

PS. Ponad wszelką wątpliwość idą Święta Bożego Narodzenia. Wszystkiego najlepszego. Oby i tym razem były w nas początkiem czegoś lepszego.

Grzegorz Jasiński – RMF FM, Interia.pl

 

Jak widać są głosy rozsądku i rozsądni ludzie w morzu ogłupiającego, oszołomskiego bełkotu różnych ½-mózgów – szczególnie tych zza oceanu.

 

g. 13:00 CET – na 180°E na międzynarodowej Linii Zmiany Daty mamy godzinę 00:00 EDT i nowy dzień, 21 grudnia. I nic się nie dzieje… Cały czas mam CNN na podglądzie, a tam cały czas gadają o protestach kobiet w Bombaju i o tym, jak to podły Wołod’ka Putin zabronił adopcji rosyjskich dzieciaków przez obywateli USA – i słusznie, bo też nie chciałbym, żeby te dzieciaki zastrzelił jakiś sfrustrowany czubek, którego wychowała psychicznie pokręcona mamusia…

 

g. 13:14 CET – wpłynął następujący email:

 

Witam

 

Dodam tylko od siebie, że różnej maści debile pokroju pisarzyny nazwiskiem Max Brooks (synalek Mela) dodaliby do apokalipsy pandemię… zombizmu.

Śmiać się, płakać czy strzelić sobie w łeb?

Pozdrawiam – M.K.

 

Chyba szkoda strzelać sobie w łeb z powodu jakiegoś półmózga…

 

g. 24:00 CET, ARMAGEDDON -12h12m  – w naszej strefie czasowej zaczyna się 21 grudnia. Nad Jordanowem trwa cicha, mroźna noc. Na niebie spokojnie świecą gwiazdy. I nadal nic się nie dzieje…

 

CDN.

 

21 grudnia, g. 06:00 CET – ARMAGEDDON -6h12m

Wstajemy i wyglądamy na zewnątrz. Na zewnątrz mamy -11,4°C, pogodne, zimowe niebo na którym lśnią najjaśniejsze gwiazdy i planeta Wenus. Ciśnienie w nocy poleciało o prawie 10 hPa i w tej chwili mamy tylko 1006 hPa. W TV redaktorzy POLSAT-u obśmiewają oczekujących na koniec świata we Francji.

 

g. 07:00 CET – ARMAGEDDON -5h12m

U nas bez zmian. Jemy śniadanie i czekamy na katastrofę. JEDYNKA PR mówi o sektach millenijnych i katastroficznych, które werbują niedokształconych idiotów i wysysa z nich pieniądze, majątki i inne dobra doczesne – w końcu o to w tym biznesie chodzi…

 

g. 10:00 CET, ARMAGEDDON -2h12m

 

Upływa termin kolejnej przepowiedni. Wróciłem z miasta. Ludzie chodzą po sklepach, kupują co się da, przedświąteczna krzątanina i mają gdzieś przepowiednie Geryla-debila i innych tego rodzaju „tych-co-to-wiedzą-lepiej”. Pogoda piękna, słoneczna – wrzesień będzie złoty i pogodny! Tymczasem ja idę gotować bigos…

 

g. 12:12 CET (11:12 GMT) PRZESILENIE ZIMOWE, ARMAGEDDON 00h00m

No i weszliśmy w nowy baktun i nową epokę kalendarza majańskiego. Znowu przed nami jakieś 5200 lat następnego cyklu – i wszystko. Jak się odbyło? Zwyczajnie – w pięknie świecącym słońcu, przy-4,7°Cna zewnątrz, w zapachu gotującego się bigosu… I tyle tego było. Chciałbym teraz widzieć minę Geryli i innych hochsztaplerów, oszustów i szarlatanów głoszących koniec świata. Uważam, że powinni oddać kasę tym, których na nią naciągnęli. Mamy zimę! Uderzyła szczególnie w Bułgarię i Turcję, które zostały zasypane śniegiem… A przed nami kolejny termin – o godzinie 19:00 CET czyli 12:00 CST – południe według czasu Jukatanu.

 

g. 19:00 CET (18:00 GMT, 12:00 CST) południe nad Jukatanem, ARMAGEDDON +6h48m

 

Minęła dziewiętnasta. Nad Jukatanem południe, a nad Pacyfikiem, Australią i częścią Azji mamy już nowy dzień – 22 grudnia. Tylko Armageddonu nie ma, co mnie nie martwi, a martwi chyba skołowanych przez oszustów ludzi, którzy wybulili ciężkie pieniądze na żywność, wodę, broń i budowę schronów… Ciekawy jestem, czy ktoś wytoczy proces Gerylowi i innym hochsztaplerom? Bo jak na razie, to poza ostrą zimą nic nam dzisiaj nie stało. A tak zamiast końca świata mieliśmy koniec jesieni i mrozik, tak-10°Ci spada. Jutro będzie koło dwudziestu na minusie – ale świat będzie nadal istniał… A świąteczny bigos – wyszedł mi mniam-mniam… mniamniosznie!

 

22 grudnia, g. 07:00 CET (06:00 GMT, 24:00 CST), ARMAGEDDON +11h48m

Na Jukatanie północ i zmiana daty na 22 grudnia i znów nic się nie dzieje, bo dziać się nie może. Pogoda względna – temperatura-8,8°C– normalna zima, ciśnienie – 1012 hPa, na dworze zimowa mgła osadzająca szadź…

Nie stwierdziłem żadnych gwałtownych zmian na Słońcu. Aktywne obszary nie zmieniają swej wielkości, niektóre już znikają bądź znikły.

Co nam pozostaje? Czekać, aż jakieś następne świry ogłoszą kolejny koniec świata i Armageddon. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i uważam, że wypadki ostatnich dni uświadomiły ludziom, na jak kruchych podstawach opiera się ich egzystencja. I dobrze, bo w przypadku jakiegoś realnego zagrożenia – jak np. wybuch superwulkanu (a mamy aż dwa na naszym kontynencie!) będziemy wiedzieli, co robić i jak się ratować (inną rzeczą jest to, że trzeba uciekać jak najdalej). Wzrosła świadomość zagrożeń i sposobów na przeżycie. No i ludzie uświadomili sobie, że za większość z nich odpowiedzialni są oni sami – i to jest ten plus.

A zatem życzę (wreszcie!) Wesołych Świąt!

 

Robert K. Leśniakiewicz

Jordanów, 2012-12-22

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook