22 października 2020

HEIDEKRAUT (HK) – STREFA ZAKAZANA. Kontrowersje wokół obiektów z czasów ostatniej wojny

8 min read

Mieszkańcy naszego regionu nie do końca zdają sobie sprawę ze znaczenia tej części Polski w niemieckim dziele narzucenia swojej hegemonii. Daleko przed wybuchem II Wojny Światowej w porozumieniu z tajnymi stowarzyszeniami doszli do wniosku, że należy przygotować w całej Europie strefy w których w całkowitym utajnieniu można będzie pracować nad rozwojem technik i urządzeń masowej zagłady. Powstało wiele takich punktów nie tylko w Europie, ale i na świecie. Projekty pochłonęły gigantyczne środki, zastosowano techniki, których w tamtych latach świat zwyczajnie nie znał. Uznano także, że zanim dojdzie do wkroczenia wojsk niemieckich do Austrii, należy wyznaczyć również miejsca, gdzie będzie można dokonywać prób z nową bronią, która ewoluowała w iście błyskawicznym jak na tamte czasy tempie.

Wybór Borów Tucholskich nie był dziełem przypadku, jak utrzymują niektórzy pasjonaci, historycy zaś, o całej sprawie nie mają przysłowiowego, zielonego pojęcia. Na trzy lata przed wybuchem wojny na terenach niektórych majątków, dochodziło do tajnych spotkań z niemieckimi funkcjonariuszami. Właściciele ziemscy pochodzenia niemieckiego, okazali się lojalni do granic możliwości. Ponieważ operowali swoimi terenami w sposób dowolny udzielali wysłannikom Berlina wszelkich wskazówek, które w najmniej kłopotliwy sposób można było wykorzystać pod przygotowanie utajnionych obiektów o znaczeniu strategicznym. Jednak życie napisało swój, całkowicie odmienny scenariusz w wyniku którego w okolicznych lasach pojawił się sprzęt całkowicie odmienny od zaplanowanego, co nie znaczyło, że o niższej wartości bojowej. Było wręcz odwrotnie.

 

Podczas ponad 25 lat poszukiwań wszelkich informacji na temat HK zgromadziłem wiedzę na tyle obszerną, aby dziwić się kolejnemu zbiegowi okoliczności z którym mamy do czynienia współcześnie.

 

Tajny poligon niemieckiej „Wunderwaffe” w Borach Tucholskich zainspirował mnie do tego, aby napisać książkę, której tytuł jest zbieżny z tym, którym opatrzyłem ten tekst.

 

 

HEIDEKRAUT NIE JEST TYM, CZYM WYDAJE SIĘ BYĆ!

 

Aby ustalić wszystkie możliwe fakty, należy odnieść się do skali problemu w trzech odsłonach, a te dotyczą kwestii:

 

– strategiczno – militarnej;

– społecznej’

– moralnej współcześnie.

 

O ile pierwsza kwestia nie pozostawia najmniejszych złudzeń, tak dwie pozostałe są tak obszerne i ryzykowne, że operowanie konkretnymi nazwiskami w rzeczywistości, naraziłoby te osoby na zniesławienie i kompromitację we własnych środowiskach. Dlatego aby móc zinterpretować to, co działo się na tym terenie, zapis dokumentacyjny musi być całkowicie odmienny. Jedyną możliwą formą napisania książki poświęconej temu miejscu była ta, którą bezradnie opisuje się definicją dokumentu fabularyzowanego.

Oznacza to, że kwestie dotyczące współcześnie żyjących potomków dawnych mieszkańców, muszą pozostać utajnione wobec udowodnienia im kolaboracji oraz utrzymywania bliskich stosunków z okupantem. Cała praca traci na tym, ale tylko pozornie, ponieważ fakty pozostają te same, choć nazwiska osób zostały w części zmienione.

 

Po kilku latach milczenia w kwestiach poligonu „WRZOS” ( spolszczona nazwa „HEIDEKRAUT”) zdecydowałem się je przerwać po lekturze, moim zdaniem kuriozalnego artykułu w bodaj weekendowym wydaniu… „Gazety Pomorskiej”.

 

Ze zdziwieniem przeczytałem informacje o których pisałem przed laty w kilku swoich tekstach, które udostępniłem szerokiej braci czytelników, poszukiwaczy przygód oraz pospolitych szubrawców, których celem nadrzędnym jest wykradanie tego, co zachowało się w ziemi od czasów, kiedy sporny teren w popłochu opuszczała wraża armia. Nie będę tego ukrywał, że spora część informacji zawarta w tamtych tekstach została odtworzona wiernie, zmienione zostały tylko informacje dotyczące konkretnych stanowisk, gdzie ukryte są przedmioty historyczne ogromnej wagi, dla polskiego muzealnictwa. Wszystko w trosce o to, aby nie zostały okradzione. Wraz z kolegami z którymi stworzyłem tucholskie stowarzyszenie historyków odwiedziliśmy nawet okoliczne jednostki uspołecznione w celu uwrażliwienia urzędników na wszelkie ślady obecności „złodziei historii” w postaci detektorystów, kopaczy i zwolenników nielegalnych badań georadarowych. Ponieważ doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak działa czarny rynek handlu artefaktami z ubiegłej epoki, miałem wszelkie podstawy i dowody na to, że lasy dawnego poligonu są regularnie plądrowane. Wraz z kolegami doszliśmy nawet do wniosku, że sami podejmiemy się próby ochrony gigantycznego terenu przed tą plagą. Niestety, po jakimś czasie grupa zdecydowała, że ich profil działań będzie inny i niekoniecznie zbieżny z pierwotnymi planami, które snuliśmy, zanim stowarzyszenie ustaliło priorytety i ostatecznie wybrało nowy profil działalności – rekonstrukcje historyczne.

 

Wobec takiej postawy pozostało już tylko jedno – ukończenie książki i pozostawienie historycznego obiektu samemu sobie. Jednak w międzyczasie, podczas kręcenia filmu o poligonie, zupełnie przypadkowo natknęliśmy się na informację o tym, że w miejscowości Wierzchucin, ściślej w pobliżu stacji, ważny element w postaci starej wieży ciśnień, ma zostać wysadzony w powietrze za zgodą i na zlecenie PKP. Podnieśliśmy alarm, odwiedziliśmy w krótkim czasie praktycznie wszystkie kompetentne osoby, które mogły proces degradacji ostatecznej obiektu zwyczajnie powstrzymać. Wtedy właśnie napisałem bardzo długi tekst w sprawie wieży pt. „Uratujmy tę wieżę!” (1).

 

Wieża nie jest obiektem historycznym, to fakt, ale to tylko prawda połowiczna, ponieważ jej fundamenty stanowią nielada gratkę dla historyków. Jej zniszczenie ostatecznie pogrążałoby sprawę niemieckiego powiedzmy….schronu gospodarczego. Ujawniłem w tym tekście o czym mowa, po to aby  dać kartę przetargową gospodarzowi terenu. Ujawniłem wtedy także projekt w którym zawarłem informacje jak zagospodarować obiekt i do czego go wykorzystać w przyszłości. Miał docelowo stanowić miejsce wystaw fotografii, drobnych przedmiotów. Korpus wieży z zabiegowymi schodami (konstrukcja bardzo zbliżona do technik budowlanych wykorzystywanych do konstruowania latarni morskich) miał zostać uatrakcyjniony wmontowaniem repliki V-2 w skali 1 : 1. Widocznie pomysł komuś się spodobał, skoro autorka tekstu o tym napisała. To bardzo dobrze i jestem zadowolony z tego, że moja myśl padła na podatny grunt, ale czy do końca?

 

W tekście GP znalazła się również informacja o tym, że na terenie poligonu, prace rozpoczęli archeologowie z Bydgoszczy, a pieniądze na ten cel pozyskały w drodze projektu, dwa stowarzyszenia z tamtego terenu.

 

Nie wiem, kto określił stanowiska archeologiczne i na jakiej podstawie, jednak wedle moich ustaleń owszem są te miejsca ciekawymi, ale nie kluczowymi.

Pisząc ten tekst zastanawiałem się nad tym, czy uchylić kolejnego rąbka tajemnicy w sprawie HK. Zdecydowałem , że tak, aby ludzie odpowiedzialni za realizację projektu nie marnotrawili środków przekazanych im w dobrej wierze. Poligon HEIDEKRAUT” nie był obiektem monolitycznym. Badacze muszą sobie zdać sprawę z tego, że HK tak naprawdę składał się z dwóch części działających niezależnie od siebie, stąd złe szacunki co do obszaru, który zajmuje.

 

Kilka lat temu pojawiłem się na sympozjum poświęconemu sprawie HK. Wzięły w nim czynny udział osoby zajmujące się sprawą poligonu. W większości są to ludzie, którzy działają społecznie. Na specjalną uwagę zasługiwał wykład jednego z dziennikarzy bydgoskich, który badaniom poligonu poświęcił wiele lat. Wykonał niebywałą pracę i w tej notatce serdecznie mu za to dziękuję. Jednak i On nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że mamy do czynienia z gigantycznym obiektem. Zabrałem wtedy głos i dość dobitnie wyłuszczyłem zebranym swoje racje. Spotkałem się z zarzutem, że moje informacje są nierzetelne, po upływie bodaj dwóch lat przeproszono mnie i przyznano mi rację. Stąd zapewne informacja dziennikarki redagującej weekendowy artykuł w GP, że mamy do czynienia z największym poligonem nazistowskim nie tylko w Polsce, ale być może z jednym z największych w świecie!

 

Pasjonaci zebrali informacje o załogach obsługujących nie tylko wyrzutnie, ale i same rakiety twierdząc, ze szkoliły się przed przesunięciem ich w różne rejony świata. To prawda, w większości trafiły one do Antwerpii. Ironia losu spowodowała to, że potomek załoganta z HK, zrobił mi wielką niespodziankę, czytając serię moich artykułów doszedł do wniosku że… i właśnie dzięki tej dokumentacji pozyskałem kompletnie nieznaną współczesnym wiedzę, czym tak naprawdę był praktycznie nieznany fakt z ostatniej wojny kryjący się pod kryptonimem HK.

 

Druga część poligonu była niczym innym jak jednostką eksperymentalną, otrzymałem również namacalny dowód na to, że miejsce to kilkakrotnie odwiedził Otto von Braun uznawany niesłusznie za twórcę broni rakietowej. Ten wątek rozwinąłem w swojej książce. Istnieje również dowód na to, że wraz z von Braunem, przynajmniej jeden raz,  pojawiła się postać szczególna –  Hans Kammler. Sam ten fakt niech  świadczy o randze przedsięwzięcia i metodach zabezpieczenia szczególnej części zalesionego kompleksu. Ustalenie wielkości poligonów, tras zaopatrzenia, budowy specjalnych bocznic i zespolenia tego z największą stacją rozrządową w Europie w Maksymilianowie (rejon Bydgoszcz) i bazami zaopatrzenia w części i paliwo wraz ze zrzutowiskiem i lotniskiem polowym, daje obraz inwestycji. Niemcy nie działali chaotycznie, a wyjątkowo precyzyjnie wierząc, że ich praca przyczyni się do odwrócenia losów i tak już przegranej wojny. I pewnie dlatego dokonali epokowego odkrycia, że starty rakiet można usprawnić i skutecznie obronić przed atakami lotnictwa alianckiego, błyskawicznie zmieniając ich umiejscowienie. Dowodem w sprawie stała się jedyna, istniejąca fotografia instalacji mobilnej podczas startu rakiety, którą otrzymałem i umiejscowiłem w swoich zbiorach, a którą teraz wykorzystałem podczas pisania swojej książki.

 

Drodzy Państwo – historycy i społecznicy,  partyzantka była dobra w tamtych czasach, dzisiaj trzeba oglądu naukowego z wykorzystaniem archeologów, ale w ostatniej fazie badań.

 

Nie macie pojęcia  z czym macie do czynienia!

 

Posłowie

 1. W wypowiedzi celowo pominąłem drugi pomysł dotyczący stworzenia skansenu V – 2 i zatrudnienia okolicznej ludności przy obsłudze obiektu i turystów.

___________________________________

W sprawie książki, aby uciąć wszelkie krążące na ten temat spekulacje…

Ponieważ polskie wydawnictwa stawiają zbyt wygórowane wymagania, zdecydowałem, że… książka wydana zostanie w bardziej przyjaznym cenowo miejscu – Melbourne w Australii, przy współudziale stowarzyszeń polonijnych.

 

Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook