28 października 2020

II SESJA RADY POWIATU – PRZESILENIE (felieton autorski)

6 min read

Sesje Rady Powiatu mają to do siebie, że pracujących tam reporterów urząd poczęstuje kawą lub herbatą, to miły zwyczaj i praktykowany tylko przez Nasze starostwo.

Po filiżance czegoś gorącego łatwiej można znieść każdy „cios”. Nowe władze wybrane, stanowiska podzielono i ponownie mam wrażenie, że powróciło niepokojące wrażenie, słowem déjà vu i trauma, po działaniach poprzedniej ekipy. Nowa przewodnicząca nie jest nowicjuszem i choć w innej roli, perfekcyjnie posługuje się urzędniczym żargonem, który powoduje przeciągłe… ziewanie. To wrażenie bez wątpienia nie jest obce nowym radnym, którzy w zderzeniu z czymś nieznanym, powoduje u nich niepewność, choć ziewanie umiejętnie ukrywają. Większość milczy, lecz ich kamienne twarze, są dla przysłuchujących się od lat postronnym uczestnikom sesji, jak otwarta książka.

TOKiS zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami w swojej bliźniaczej witrynie Facebooka odszedł od rejestracji spotkań radnych z udziałem kamer. Powód jest oczywisty, zainteresowanie mieszkańców powiatu tymi zapisami jest znikome, podobnie jak ich dalszym własnym losem, który „wypracować” mają nowi radni. Zapewne ta obojętność jest dowodem na to, że wyborcze zmiany są łatwe do przewidzenia, co przekłada się na wybór praktycznie tych samych osób. Być może, właśnie dlatego ci najbardziej doświadczeni mają tak wielki wpływ na radnych, którzy pierwszy raz otrzymują mandat zaufania wyborców, których do urn poszła ledwie garstka. Młodych jak zwykle… zabrakło, a wybory skomplikowało dodatkowo wiele innych czynników, o które teraz spierają się politycy, wyprowadzając tysiące ludzi na ulice.

W przypadku Tucholi z pewnością wszystko przebiegło „prawidłowo”, czyli… jak zawsze. Wsłuchując się w wypowiedzi przewodniczącej rady mam wrażenie, że zmiany w moim mieście mogłyby wywołać: małe trzęsienie ziemi lub walizkowa bomba atomowa. Skoro jednak kataklizmy nam nie grożą, wsłuchuję się w kolejne wypowiedzi.

W pierwszej części sesji ( a tę wyznaczyła awantura) słyszymy najczęściej jedno słowo „nie”, które pada z ust kolejnych radnych, którym przewodnicząca proponuje funkcje w komisjach. Jest tego konkretny powód – radni czują się obrażeni. Czym? Usłyszymy odpowiedź podczas wsłuchiwania się w relację, którą na naprędce zmontował TOKiS. Materiał jest długi, nudny i bez sensu, podobnie jak różnice zdań, których w tym urzędniczo – społecznym ciele być nie powinno!

Odmowy radnych powodują u przewodniczącej kolejno: konsternację i sarkazm, by chwilę później zabrał głos jeden z doświadczonych radnych, wyłuskując i naświetlając sedno problemu. Ma pięć kadencji za sobą, więc wie, my nazwaliśmy ten stan „głosem rozsądku”. Czy rzeczywiście takim był? Oceni to słuchacz, o ile ma silną wolę i zależy mu na swojej przyszłości. Zła wiadomość jest taka, że nie ma żadnej pewności, że właśnie tak będzie, biorąc pod uwagę  to, jak w kuluarach podjęto decyzję, co do wyboru najwyższych stanowisk w powiecie, tuż przed pierwszą sesją i w jej trakcie, gdzie społeczeństwu poprzez media zafundowano zupełnie niezłą sztukę teatralną, z laudacją kandydatów do najwyższej godności w powiecie – funkcji starosty.

Już wtedy łatwym do przewidzenia było to, że amator wygra z zawodowcem – domena demokracji, tak silnie krytykowana przez ugrupowanie Korwina – Mikkego. Tylko w tej ocenie można się z tym politycznym „dinozaurem” zgodzić.

Na nic zaufanie społeczne wyrażone wielką ilością głosów, wygrał kuluarowy układ i stosunek głosów. Zjawisko łatwe do przewidzenia przez każdego myślącego logicznie – media nie były zaskoczone, choć przecieki były skąpe, inaczej, wymownie skąpe.

Podczas II sesji RP obecny starosta dokonuje słownego rozliczenia z poprzednią ekipą, nastąpiło przekazania obowiązków i… długów z którymi borykać się będą ludzie, którzy prawdopodobnie chcą wyprowadzić powiat z klinicznej śmierci. Nie wiemy jeszcze tego, co będzie defibrylatorem tego stanu, kto wie, może podniesienie czynszu szpitalowi, a może jego sprzedaż którejś zainteresowanej firmie ubezpieczeniowej. Pomysł dobry, ale ryzykowny. Czy radni są gotowi narazić się wyborcom już na samym wstępie? Podczas tej sesji o tym problemie nie ma mowy.

Awantura z powierzeniem obowiązków radnym, którzy powinni pracować w wielu komisjach, rozwiązuje ogłoszona przez przewodniczącą przerwa, którą przegłosowano ( o dziwo!) jednogłośnie. Trochę to śmieszne i straszne, ponieważ wiemy, że kluczowe decyzje zapadną podczas rozgrywki w „kuluarach”. Jak to się odbyło? Mediów przy tym nie było. Po przerwie, nie było najmniejszych zgrzytów, komisje obsadzono w tempie godnym jazdy Roberta Kubicy. Demokracja po tucholsku? Oczywiście!

Jeżeli w podobny sposób ustalono kto ma zasiadać w fotelach kluczowych starostwa, to wszystko wydaje się jasne, proste i budzące jakieś nadzieje na zmiany, choć niekoniecznie te pozytywne.

W „tucholskiej demokracji”, podobnie jak w każdej, najbardziej przerażają dwa słowa – pojęcia: koalicja i opozycja, to właśnie w ten sposób w kasie powiatu uzyskano imponujący wynik finansowy około 35 milionów z tym, że na minusie. To wynik godny bogów Olimpu, choć w okolicach najwyższym szczytem jest „Dąbruś”, a miejsce Zeusa zastępuje… ujęcie wody, nawiasem mówiąc źle zabezpieczone przed działalnością „niegodziwców”.

„Kilkunastu gniewnych ludzi” w żadnym wypadku nie może się różnić, muszą wypracować taki plan, aby dosłownie wyciągnąć za uszy zadłużony powiat i to w ekspresowym tempie, inaczej poznamy z bliska zarząd komisaryczny lub syndyków masy upadłościowej i agonię tych wszystkich, którzy uzależnieni są od kondycji finansowej starostwa. Ta nie wygląda różowo.

Pomimo tego, że podczas II sesji RP z pietyzmem realizowano zawartość materiałów sesyjnych, jasnym jest, że nowa rada nie ma jeszcze pomysłu na przyszłość tej społeczności. Nowi radni, aby cokolwiek zrealizować, powinni wybrać się na długą wycieczkę w każdy punkt powiatu, aby poznać od kuchni sytuację, łącznie z prawnie usankcjonowanymi przekrętami, choć moralnie dennymi, nielegalnymi inwestycjami, czy samowolkami budowlanymi lub tymi związanymi z nielegalnym składowaniem odpadów. Przypomnijmy oczywistość, to zaledwie kawałeczek szczytu, który trzeba zdobyć najdalej w ciągu roku.

Nie, radni bardziej zainteresowani byli ustaleniem wynagrodzeń. Jakich wynagrodzeń? Kiedy ma się pustą kiesę i chce się rzekomo coś zrobić dla ludzi, trzeba zacisnąć pasa i albo pracować społecznie, albo za minimalne stawki. A co dyktuje życie? Prawie 10 000 złotych miesięcznie dla starosty. Coś jest nie tak, pewnie dlatego pojawiła się obywatelska inicjatywa, o której możemy poczytać na prawym marginesie tej witryny – REFERNDUM W SPRAWIE…

I tak oto upadły przedwyborcze obietnice niektórych radnych, którzy podczas debaty o pensum, nabrali w usta popularnego płynu, o wzorze chemicznym H2O, choć dość sprawnie podnoszą i opuszczają ręce.

Powiatowy serial ledwie się zaczyna, ale już dzisiaj wiemy wszyscy, że owszem, wyborcy dali swoim radnym spory kredyt zaufania. Czy „wybrańcy nie zawiodą? Części elektoratu jest to obojętne z „natury”, reszta tych naprawdę zainteresowanych ginie w tłumie. TOKiS będzie pilnie przyglądał się postępom lub…, oby nie…

__________________

(mrf.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook