25 października 2020

„Imagine” i utyskiwania kinomana

4 min read

154778_imagine_-_plakatDo Tucholi przyjechało kino objazdowe! Już na samą myśl o tym opadły mi wszystkie członki – dosłownie! Jak to możliwe, że To Miasto nie ma kina, chociaż… i tutaj zaskoczę wielu młodych ludzi – ono było?!! Sporo tych wykrzykników, ale kiedy mowa jest o filmie i sprawie kina, które „się spaliło” emocje biorą górę.

Odpadła niejako z automatu, dość prymitywna, ale zawsze – świątynia wyznawców X Muzy. Moim nieskromnym zdaniem ta najważniejsza, która w kwestiach intelektu była ostatnim bastionem kultury w tym mieście. Niestety, ku uciesze wielu jaskiniowców – spłonęła, a w jej miejscu powstał… konsumpcyjny śmietnik. Kwestia kina w Tucholi od lat nie istnieje, co gorsza, jest w tym mieście zaledwie dwóch straceńców, którzy ośmielają się upominać od lat o coś oczywistego – Kazio i ja.

Czy rzeczywiście w mieście, które liczy sobie kilkanaście tysięcy mieszkańców (tendencja spadkowa, wobec beznadziejności życia w tym miejscu) żyje sobie zaledwie dwóch starszych panów, którzy upominają się o oczywistość? Niestety, nawet i tutaj mamy pewną rozbieżność. Polega ona na tym, że ja jeszcze wierzę w to, że ukryte pokłady pasji i kultury można „wykopać” z ostępów duszy trzeźwego Tucholska. Utopia? W stosunku do „starych wyżeraczy” w czasach PRL-u obeznanych z tzw. kulturą małomiasteczkową z pewnością tak, jednak w odniesieniu do młodych, którzy jeszcze nie zdążyli stąd wyjechać – nie. Przekonałem się o tym wielokrotnie będąc po drugiej stronie kamery. Właśnie tak, wierzę w młodzież, która z natury jest wspaniała, a naszą winą jest to, że niejako z mlekiem matki wpompowaliśmy w nią ten obrzydliwy, paskudny i cuchnący marazm, który niszczy i zabija.

Szybkie połączenie faktów dla Starosty, Burmistrza i innych władców – brak kina zabija? Nie gorzej, niż zawartość wędlin, chleba i sera.

Minimalizm w tych być może najtrudniejszych czasach, dla społeczności małomiasteczkowej, to najgorsza z możliwych dróg rozwoju intelektualnego na przyszłość. Niewielu lokalnych polityków to rozumie, zastępując wybitnych aktorów, aranżerów – twórców postaciami ze świata amatorów i pasjonatów, choć i wśród nich odnaleźć można perły, które oby nigdy nie zostały rzucone przed wieprze, bo i oni znikną na zawsze.

Kilkadziesiąt godzin temu tucholanie mieli unikalną możliwość obejrzenia ważnego filmu, tutaj w Naszym mieście! Za darmo, bez zobowiązań w dobrym czasie, podczas złej pogody, gdzie telewizja oferuje „Wiadomości”, a grillowanie jest niemożliwym. Wystarczyło podnieść „tyłek” z fotela i przyjść, względnie przyjechać do przepięknej, źle wyposażonej sali multimedialnej Tucholskiej Książnicy – kuźni talentu i intelektu, dalekiego od bzdurnej komercji.

Prócz filmu organizatorzy zapewnili niezwykłą możliwość – spotkania z twórcami znakomitego obrazu. Dlaczego źle wyposażonej? Ponieważ o zgrozo, miasta nie stać na sprzęt odtwarzający filmy na przyzwoitym poziomie! Z rozpaczy opadają mi ręce, zwłaszcza wtedy, gdy odwracając w sali głowę dostrzegam otwory, gdzie wycelowane w ekran powinny być projektory. Anachronizm? Pewnie, rolę projektorów dawno przejęły multimedialne, wyrafinowane projektory.

Goście wszystko przywieźli ze sobą, nawet nagłośnienie i żal tylko tego, że pięknie klimatyzowana sala (luźne skojarzenie ze scenicznym porzekadłem Bałtroczyka) wypełniła się wyziewami i stężonym CO2, a to już nie sprzyja oglądaniu znakomitych filmów, raczej zasypianiu.

Sala nie była wypełniona widzami, chociaż większość stanowili młodzi, wspaniali ludzie, którzy potrafią oprzeć się wspominanemu wcześniej marazmowi, który ogarnął jak zaraza, całe miasto. Przyszli, tylko po to, aby obejrzeć coś, czego być może nigdy nie będą mieli okazji zobaczyć na wielkim ekranie, a tuż po zakończeniu seansu sceny niebywałej – rozmowy z autorami filmu, gdzie można zadać pytanie i natychmiast otrzymać odpowiedź.

Wielki ekran? No dobrze, zbyt wiele powiedziane – biała ściana, ale nawet i ta wystarczy, aby stworzyć pozory kina.

 __________________________________________

Znakomity film rozpoczyna się – widziałem go już kilka razy, z zaciekawieniem przyglądam się reakcjom widzów. Nie jest źle, treść dotarła i to bardzo głęboko, niestety wśród widowni zabrakło tych, którzy powinni dostrzec to, o czym napisałem przed chwilą.

Wy… ślepcy.

Mariusz R.Fryckowski

Fot. autor

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook