19 października 2020

John Williams, czyli… 35 moich lat spędzonych w ciemnościach

6 min read

Każdego roku jest podobnie, ogólnie uznawana przez krytyków, jako festiwal próżności – Gala Oscarowa, przyciąga przed ekrany miliony ludzi na całym świecie. Czy to dowód na to, jak bardzo wdarła się w nasze życie kinowa komercja? A może uznać to wydarzenie jak swoiste oderwanie  połowy świata od codzienności, aby przenieść się choć na chwilę do innego, zaczarowanego świata, tego, który określa się słowem – baśniowy?

Zostawmy wszelkie motywy, którymi kierujemy się w czasie, gdy tuzy światowego kina przechadzają się po czerwonym dywanie, tonąc w blasku fleszy i wymuszonych uśmiechów, za które płaci się miliony, i zajmijmy się czymś zupełnie innym, choć w bezpośrednim sąsiedztwie ruchomego obrazu.

 

Czym jest film bez muzyki? To jakby stracić słuch i oglądać burleski w całkowitej ciszy. Gwarantuję, po dwóch minutach nawet najlepsze aktorstwo pozostanie niezauważonym, ba, nawet nudnym!

 

To właśnie dzięki niemu, ostatnie 35 lat spędziłem w ciemnościach kinowych sal tylko po to, aby obejrzeć produkcje nie dla fabuły, a muzyki, której jest autorem – John Williams.

 

Bądźmy szczerzy, filmy, do których napisał muzykę, to w większości gnioty, ale z fantastycznie napisanym scenariuszem, doskonałą obsadą w świetnej reżyserii. Nawet podczas kręcenia pierwszych ujęć były skazane na sukces, jednak nie lokalny, a światowy. Dlaczego? Na sukces wpływa wiele składowych, kluczem właśnie jest muzyka, ideałem muzyka filmowa. Oglądając tysiące filmów dochodzi się do oczywistości. Muzyka jest równie ważna, jak zarejestrowany przez kamerę obraz. Umiejętne podkreślenie scen właściwą nutą, powoduje wyjątkowe odczucia, a te pozostają w widzu przez lata. Akademia Filmowa zwykła nagradzać je złotymi statuetkami, Williams ma ich cały worek.

 

Przeciętny widz kompletnie nie kojarzy tej postaci, jednak kiedy połączy pierwsze kadry wielu kasowych przebojów z muzyką właśnie, dokonuje epokowego odkrycia – „ach, to ten…”

John Williams jest autorem najbardziej kultowych motywów filmowych. Jego utwory doskonale funkcjonują w popkulturze także w oderwaniu od obrazów, które ilustrują. „. Urodzony w Nowym Jorku w 1932 roku kompozytor, stworzył oprawę dla ponad stu filmów, które od prawie połowy wieku, stanowią o historii światowego kina.

Ojciec Johna, był muzykiem jazzowym. Jego syn tuż po studiach muzycznych na University of California poszedł w ślady seniora. Zaangażowany wkrótce w wytwórni Columbia Pictures, a później 20th Century Fox, skupił się na komponowaniu dla przemysłu filmowego. W utworach powstałych na początku lat 60-tych słychać jeszcze wpływy jazzu. Później  określił się wreszcie i wypracował własny, charakterystyczny styl oparty na brzmieniu niemodnej wówczas i teraz uwaga… – orkiestry symfonicznej!

Komponował od połowy lat 50. w jazzującym stylu utwory do programów telewizyjnych i seriali, z których powstały w latach 1965-68. To własnie „Lost In Space” przyniósł mu wielką popularność. W 1968 dostał pierwszą nominację do Oscara za muzykę do dramatu „Dolina lalek” w reżyserii Marka Robsona, a rok później otrzymał statuetkę Emmy za muzykę do „Heidi”.

W 1971 roku powstała filmowa wersja „Skrzypka na dachu” i choć Williams nie stworzył w pełni ścieżki dźwiękowej, za muzykę do tego musicalu otrzymał pierwszego Oscara. W swojej karierze zebrał w sumie pięć statuetek i 45 nominacji do nagrody Akademii.

 

Swojego drugiego Oscara Williams odebrał za pełną niepokoju muzykę do „Szczęk”. Oprawa z 1975 roku była wynikiem współpracy z dobrze zapowiadającym się, młodym reżyserem Stevenem Spielbergiem. Film o rekinie-ludojadzie wkrótce stał się kultowy, podobnie jak kolejne filmy duetu Spielberg – Williams. Tak, wkraczamy na nieznane wtedy wody sukcesów reżysera – legendy Stevena Spielberga z którym John związał swoje losy przez wiele lat.

 

 

Wynikiem współpracy reżysera z kompozytorem były „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia” z 1977 roku. Jednak 1977 to początek kolejnej historii związanej tym razem z nazwiskiem George’a Lucasa.

Twórca „Gwiezdnych Wojen” długo szukał kompozytora będącego w stanie sprostać jego oczekiwaniom. Steven Spielberg polecił mu Johna Williamsa. Lucas nieświadomie kupił artystę prezentując dzieła Ryszarda Wagnera jako wzór, co spodobało się Williamsowi, szczególnie ceniącemu twórczość XIX-wiecznego niemieckiego kompozytora. W 1977 roku powstała „Nowa nadzieja” – czwarty epizod Star Wars (kolejny Oscar). Stworzona z rozmachem ścieżka dźwiękowa „Gwiezdnych wojen” skutecznie konkurowała z muzyką popularną na listach przebojów.

W 1978 roku muzyka Johna Williamsa towarzyszyła widzom „Supermana” oraz drugiej części „Szczęk”. Dwa lata później na ekranach kin zagościła kolejna część sagi Star Wars: „Imperium kontratakuje”. Kompozytor powrócił do współpracy z Stevenem Spielbergiem, co zaowocowało kolejną znakomitą oprawą muzyczną i statuetką Oscara za obraz „E.T.” z 1982. Rok później syn Johna Williamsa – Joseph pomagał ojcu przy oprawie do „Powrotu Jedi”. W dorobku amerykańskiego kompozytora znalazły się jeszcze m.in. „Indiana Jones i świątynia zagłady” z 1984, „Czarownice z Eastwick” z 1987, „Uznany za niewinnego” i „Kevin sam w domu” z 1990 czy „Kevin sam w Nowym Jorku” z 1992.

Wyjątkowo udany był dla Williamsa rok 1993. Skomponował wtedy muzykę do dwóch filmów Spielberga: „Listy Schindlera” i „Parku Jurajskiego”. Szczególne uznanie zdobyły kompozycje powstałe do obrazu, do którego zdjęcia powstały w Polsce.

Przejście na emeryturę pod koniec 1993 roku nie oznaczało dla Williamsa końca kariery. Artysta postanowił pracować nadal z wypróbowanymi reżyserami: Stevenem Spielbergiem, Georgem Lucasem i Chrisem Columbusem. Dzięki temu powstały kolejne charakterystyczne utwory do hollywoodzkich przebojów: w 1997 roku towarzyszyły one wzruszającej historii o niewolnikach z „La Amistad”, rok później kompozycje Johna Williamsa rozbrzmiały w „Szeregowcu Ryanie” („Saving Private Ryan”), a następnie pierwszym epizodzie „Gwiezdnych Wojen”. „Duel Of The Fates” z „Mrocznego Widma” stały się kolejnym symbolem gwiezdnej sagi. Od 2001 roku Williams komponuje muzykę do kolejnych części przygód Harrego Pottera. „Złap mnie, jeśli potrafisz” z 2002, „Terminal” z 2004, „Monachium” i „Wyznania gejszy” z 2005 uzupełniają listę ostatnich filmów z dorobku Johna Williamsa.

Oprócz muzyki filmowej Williams ma na swoim koncie symfonie, koncerty na skrzypce, wiolonczelę, saksofon (i wiele innych) oraz utwory okolicznościowe jak „A Hymn To New England” czy „Liberty Fanfare”, ale także tematy do igrzysk olimpijskich w Los Angeles, Seulu, Atlancie i Salt Lake City. Od stycznia 1980 roku przez 12 lat był dyrygentem Boston Pops Orchestra, ale najważniejsze utwory nagrywał z muzykami z Londynu. Zawsze współpracował z wybitnymi artystami, co słychać w zapisach koncertów i ścieżkach dźwiękowych, które zawsze są na najwyższym poziomie. Jego dokonania doceniła nie tylko amerykańska Akademia. John Towner Williams wyróżniony został kilkakrotnie Złotym Globem i nagrodami Grammy, a kilkanaście uczelni przyznało mu tytuł doktora honoris causa.

W 1956 John Williams ożenił się z piosenkarką i aktorką Barbarą Ruick. Ich córka Jenny została lekarzem, a Joseph i Mark muzykami rockowymi (Joseph to były wokalista grupy Toto). Jego pierwsza żona zmarła w 1974 roku. Amerykański kompozytor zakochał się ponownie i w 1980 roku ożenił z Samantą Winslow (dekoratorką wnętrz) z którą mieszka w Los Angeles.

Jednak, jest coś jeszcze w tej zwariowanej opowieści, co takiego? Określenie stalo się tytułem – „1941” – najgorszy film, który kiedykolwiek obejrzał świat. A jednak…

1941 – to komedia w reżyserii Stevena Spielberga w 1979 roku. Jest powszechnie uważany za jednego z jego najgorszych filmów.Jednak zdobył  status kultowego. Scenariusz napisał Robert Zemeckis (Powrót do przyszłości) i Bob Gale z niewielką pomocą Johna Miliusa. Film opowiada o panice, która ogarnęła Los Angeles po japońskim ataku na Pearl Harbor. To bardzo anarchistyczny i wyjątkowo niechlujny film. Tak zwyczajnie, ten obraz w żaden sposób „nie trzyma się kupy”, jednak to właśnie wiele lat temu, dzięki tej zwariowanej komedii zakochałem się w muzyce Williamsa i tak pozostało do dzisiaj. Co do fabuły? Jest głupawa, ale chwyta za serce. Największą uwagę jednak przykuwa wariat – pilot John Belushi vel Bill Kelso.

Skomponowana przez Johna Williamsa muzyka do tego filmu okrasiła wiele produkcji TOKiS – PRESS, inaczej… Williams zaoferował jeden z najlepszych marszów w swojej karierze.

Szczęśliwego Nowego Roku!

Mariusz R.Fryckowski

Zapomniałem o czymś? Właśnie…

Kluczem jest napis Przejdź do filmu. Miłych wrażeń, podczas oglądania filmu z muzyką Johna Williamsa.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook