22 października 2020

Kawa, patriotyzm i Internetowy Obserwator Mediów (felieton)

5 min read

Przedmiot wręcz banalnego przeznaczenia. Kawałek blachy zwiniętej i ukształtowanej w jakiejś formie, odrobina tworzywa sztucznego, kilka rurek połączonych w zmyślny sposób, mrugające przyjaźnie gizma, przewód elektryczny i namiastka szczęścia gotowa. Dla kogo? Dla smakosza płynu o iście niebiańskim aromacie – kawy.

 

Drodzy Państwo popełniacie systematyczny błąd, polega on na tym, ze pijecie jakieś świństwo zaparzane „po turecku”. Innymi słowy, dwie „łychy” badziewia z supermarketu do porcelanowego kubła i wrzątek, potem cukier, jakiś zabielacz, mieszanie, papieros i ..pełnia szczęścia w trakcie ordynarnej roboty w dowolnym miejscu. A przecież można inaczej…

 

Kawa nie znosi pospiechu, aby ją wypić potrzeba przede wszystkim nastroju, dokładnie takiego jak teraz. Jest czas, aby wybrać właściwy gatunek, obejrzeć jak wyglądają jej ziarna, odmierzyć odpowiednią ilość i zmielić ją. Można oczywiście skorzystać jak ja teraz z elektrycznego automatu, ale to głupota. Poproście swoje mamy, dziadków, z pewnością gdzieś na strychu poniewiera się stary poczciwy młynek z korbą.

 

Historycy mistrzowi Leonardowi przypisują plany budowy pierwszego śmigłowca, owszem, „powietrzna śruba” przydaje się w codzienności, ale ja palmę pierwszeństwa przyznaję wynalazcy korby, to dzięki niej otrzymujemy idealnie zmielony, nieprzegrzany proszek z ziaren ze znakomitej kawy. Spróbujcie, moja Lavazza zmielona w ten sposób, a następnie zaparzana pod wysokim ciśnieniem…mój Boże – to raj dla wszystkich receptorów. Panowie, tylko my potrafimy to docenić, kobiety, choć są istotami niebiańskimi… ( przepraszam, Pani nie!), natura okrutnie się z nimi obeszła, dając im wyłącznie odczucia podstawowych smaków. W przyszłości powrócimy jeszcze do tych kwestii.

 

W dzisiejszym tytule, bezczelnie i świadomie, przywłaszczyłem tytuł, który jako żywo pochodzi od nazwy witryny pana Bogdana Misia, którego poglądów nie podzielam, ale szanuję za konsekwencję swoich przekonań.

 

Tak właściwie powinienem powiedzieć zupełnie coś innego, to właściwie On, przywłaszczył sobie cechę współczesnego internauty, który w poszukiwaniu wartościowej wiedzy przemierza oceany Internetu, który powoli przeradza się w Boga naszych czasów. I nie ma w tym stwierdzeniu najmniejszej przesady, dokonano i to zupełnie niedawno badań, które przyniosły szokujące wyniki. Tak jest i basta! Wiedza zawarta w światowej sieci staje się autorytarną! Przerażające równie mocno, co uwspółcześnione pojęcie patriotyzmu.

 

 

Czym dla współczesnych jest patriotyzm? Dla większości to puste słowo, które owszem, swój renesans przechodziło w chwilach próby – walki, a dzisiaj? No właśnie, są jego różne odmiany, przynajmniej w świadomości ludzi młodych, których bardziej interesuje własna kariera, niż dobro wspólne, a ono ma tylko jedno imię – Polska. To przykre, ale większość albo nie wie, albo zapomniała, czyja to wina? Bez wątpienia nas wszystkich, którzy w ferworze sporów i utyskiwań, zapomnieliśmy o dobru nadrzędnym.

Kiedy zapytałbyś na ulicy przygodnego przechodnia o to, z czym kojarzy się Pani/ Panu to słowo, zapewne miałby trudności z odpowiedzią, bo tak naprawdę, kogo to obchodzi?

 

I właśnie to przeraża, że przepiękne karty historii, dla współczesnych są niczym, fakty, daty, ludzie, miejsca, zdarzenia, to dla nich jedna wielka niewiadoma. Pamiętajmy o prostej zależności…, czym jest naród bez znajomości własnej historii? To przerażające, ale on nie istnieje! Sytuacja gorsza niż za czasów rozbiorów.

 

Skoro młodzież nie garnie się do książek, woli nowe auto, motocykl, telewizor od wiedzy o swojej przeszłości, to musi to budzić obawy i krzyk, dlatego tak wielką misję mają przed sobą rzetelne media. Ktoś zapyta…, które? I właśnie w tym tkwi szkopuł.

 

Społeczna misja środków masowego przekazu jest kluczową, niestety, tym rynkiem rządzi bezduszny urzędnik, „mafia” i pieniądz. Skoro telewizja publiczna nie wywiązuje się ze swojego podstawowego zadania, to może stacje prywatne, komercyjne?

 

Tutaj jest jeszcze gorzej, warto w takim razie zadać pytanie, czy mamy do czynienia z polskimi stacjami, czy są one sterowane z zewnątrz w taki sposób, aby całkowicie ogłupić widza, a w efekcie doprowadzić do zatracenia jego przynależności?

 

Polsat, to stacja, która przekracza wszelkie normy przyzwoitości, jednak to, co wyprawia w tej chwili stanowi swoiste kuriozum.

 

Obcojęzyczna nazwa tego programu brzmi: Must Be The Music, obejrzałem tylko fragment, jego formuła jest tradycyjna. Ktoś śpiewa, a popisy ocenia jury i publiczność. Podejmujący decyzję to…, i właśnie tutaj mam problem, powiedziałem sobie wcześniej, że przenigdy nie obejrzę tego paskudztwa, a jednak – ironia losu.

 

Podczas trwania jednego z odcinków, piosenkę Andrzeja Rosiewicza zaśpiewał młody wokalista o ile pamiętam Piotr Wolwowicz o wybujałym nieco ego. Chłopak wybrał utwór pt. „Pytasz mnie”, bo uznał go za ważny. Pomylił się, pomimo poruszenia wśród widowni, jury zachowało się w sposób przedziwny. Moje zaskoczenie wzbudziła niezwykła wrażliwość młodego człowieka na rzeczywistość Polaków. To obecnie nieczęsto się zdarza, tym bardziej właśnie ten utwór przyciągnął moją uwagę. Pomijam interpretację, gust jest przecież sprawą indywidualną.

 

Ktoś, coś powie zbyt pompatyczne, inny stwierdzi, że nudne. Sędziowie programu dokonali czegoś niebywałego, dosłownie „wdeptali” wokalistę w glebę nie za interpretację, a za repertuar. Nie wiem, być może nie lubią Jędrka Rosiewicza? Sprawa miała głęboko polityczny aspekt, który pięknie zinterpretował Jan Pietrzak w swoim cyklicznym felietonie.

 

Zastanówmy się, kim w takim razie są sędziowie? Zakładam, że to osoby z ekranu telewizora, większość z nich znana jest z tego, że są znani – to najgorsza forma popularności, którą moim zdaniem osiągają idioci i …celebryci. Zapewne idiotami nie są, celebrytami jednak w każdym calu swojego ciała. I nie można w moim mniemaniu ganić ich i ciosać na głowie kołków, wykonali swoja pracę najlepiej jak umieli, po to im potrzebna łączność poprzez słuchawki z reżyserką. To tam zapadają decyzje, których wykonawcami są oceniający. Chodzi wyłącznie o pieniądze, talent i zapędy patriotyczne jakiegoś wyrostka, schodzą na plan dalszy.

 

Jak powinniśmy ocenić skalę podobnych zjawisk? Czy przez pryzmat zbieraniny osób, których przynajmniej ja nie kojarzę z jakimś szczególnym dorobkiem artystycznym, naukowym, społecznym? W takim razie, kim są ci ludzie? Czy li tylko gwiazdami sezonu, które znikną wzorem umierającej na firmamencie gwiazdy, czy też motłochem o finezji kominiarza po kursach kroju i szycia?

 

Zaiste, patriotyzm w dzisiejszym wydaniu brzmi tak, jak nazwa popularnej konserwy mięsnej. Utylizujmy ją póki czas…

 

Mariusz R.Fryckowski

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook