wt. Paź 22nd, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Kawa w Szymbarku

3 min read

http://zoltalodzpodwodna.pinger.pl/p/5

Wszystkie sroki na moim dachu skrzeczały, że tylko umorduję się w drodze do Gdańska i nic więcej. Aż dziw, że ich nie powystrzelałem. Spokojnie, zachowały pióra, dalej prowadzą swój niecny, złodziejski proceder i kupczą na moje auta. Było świetnie, gdzieś tam po drodze, jak zawsze skręciłem, gdzie nie trzeba i w efekcie znalazłem się przed tablicą z napisem „SZYMBARK”.

Oczywiście musiałbym być kompletnym idiotą, gdybym nie wiedział, co to za wieś i jakie są w niej atrakcje. Jedno jest pewne, nie szukajcie w niej stacji paliw, jest jak UFO – nie istnieje. Włączyła się rezerwa i rychłe widmo faktu, że za chwilę mojego „potwora” trzeba będzie holować…traktorem? Doszliśmy do wniosku, że zanim to nastąpi zwiedzimy słynny, przewrócony do góry nogami dom. I stało się.

Przepiękny, zadbany pod każdym względem teren przyciąga uwagę turystów. Kasa biletowa, symboliczna opłata uprawniająca do wejścia w dowolne miejsce, to świetny pomysł. Domy, domy, domy, wszak Szymbark słynie z firmy budującej drewniane domy, sam myślę o tym, czy nie zafundować sobie podobnego. Centralne miejsce, to festiwal szalonego budowniczego – cieśli, jak u licha można było wybudować coś podobnego i jeszcze tam wprowadzać gości? To wyjątkowy pomysł, właśnie zdejmuję z głowy czapkę uszankę, składając hołd pomysłodawcy. Kiedy wleźliśmy do wnętrza, cały świat zawirował i tylko to jest dziwne, jak swoją masą nie zrujnowałem ścian, mebli i okien, które podobnie jak dom przymocowane są odwrotnie – „do góry nogami”. Błędnik szaleje, z trudem odzyskujemy równowagę, nachylenie ciała przeczy już nie tylko zdrowemu rozsądkowi, ale nawet grawitacji.

Chwilami dochodzę do wniosku, że moja „górka cudów” w Rutwicy to tylko chochlik w porównaniu z tym, co zastałem w Szymbarku. Wdrapujemy się na piętro, a tam jeszcze gorzej, szalony twórca zafundował nam obejście piętra po podłodze, która przypomina rozszerzone, gigantyczne schody, podobnie jak na dole, miota nami na wszystkie strony. Gromadka rozwrzeszczanych dzieciaków jest wniebowzięta, nie trzeba piwa, by być tutaj kompletnie pijanym. Po wyjściu z tego piekielnego miejsca, co pozostaje?

Tak, zgadłeś, jeno kawa, niestety, obrzydliwa.

Jakiś nie do odcyfrowania kaszubski napis na knajpce (jednej z wielu) wita nas i zaprasza do konsumpcji. Masz ochotę na rybę? Proszę bardzo, masz tu wędkę, spławik, milion pstrągów, jakąś dziadowską przynętę i już ryba zaczepiona. Obsługa zdejmuje ofiarę, patroszy, piecze i podaje w kilkanaście sekund. Są szybsi od Ferrari.

Podziemia, rekonstrukcja schronu – ziemianki, identycznego z tym z czasów, kiedy na tym terenie walczyli partyzanci Gryfa Pomorskiego, przewodnik dwoi się i troi w opowieściach. Niestety, ma luki w wiedzy, a mnie nie wypada go poprawiać.

Chcesz obejrzeć najdłuższą deskę świata? Proszę bardzo, odnajdziesz ja w Szymbarku, i nic to, że tuż obok stoi podobnie długi stół z przybitą pamiątkową tabliczką, gdzie napisano jak byk, że gościem czyniącym honory był niejaki Wałęsa Lech. Miło, naprawdę miło spędziliśmy te kilka chwil, jednak zapamiętaj, aby zobaczyć wszystkie atrakcje Szymbarku potrzeba połowy dnia, inaczej nie widzę sensu zawracania sobie tym miejscem głowy. Chcesz tam spędzić noc? Szaleńcze, możesz, ale kosztować cię ten wymysł będzie krocie. Pomimo wszystko warto, tamtejsi przedsiębiorcy mają iście złote ręce.

Kilkanaście kilometrów dalej odnalazłem stację paliw i dzięki niej przeczytaliście tę notkę.

Opatrzności, dziękuję ci za to!

 

Mariusz R.Fryckowski

Fot. http://zoltalodzpodwodna.pinger.pl/p/5