nie. Wrz 15th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Kinowy nowotwór – recenzja filmu Kac Wa-Wy

3 min read

Pierwszy raz cieszę się z tego, że Tuchola straciła bezpowrotnie kino, a wszystko za sprawą filmu, który nieopatrznie obejrzałem…

Producenci „Kac Wa-Wy” wydali oświadczenie, w którym dystansują się od ostatnich wypowiedzi Jacka Samojłowicza, jednego z współproducentów filmu. Stwierdził on niedawno, że przez dosadną opinię Tomasza Raczka pod adresem filmu, stracił miliony.

„Syrena Films” nie bierze udziału w pozwie przeciwko krytykowi filmowemu. Jednakże uważa, że zostały przekroczone granice obiektywnej krytyki filmowej” – czytamy w oświadczeniu.

I chociaż od czasu śmierci Pana Zygmunta Kałużyńskiego minęło ładnych kilka lat, pewne standardy nie ulegają zmianie. No może z jednym wyjątkiem,  Tomasz Raczek wykrzyczał, że w jego przypadku partnerstwo ma męski wydźwięk. Nie wiem, czy Pan Zygmunt miał tego świadomość, czy tez nie, ja jednak wspinać się będę na wyżyny ślepoty, aby w żaden sposób nie przyczepić się do deformacji, która jest w sprzeczności z naturą. Jednako, ta ostatnia wykształciła nie bez bólu organ wzroku, który czasami się przydaje.

Tym razem wykorzystałem go do tego, aby przekonać się na własnym organizmie, jak diametralny upadek polskiej kinematografii odbił się na konkretnym gatunku, którym stała się komedia „Kac Wa-Wa” Łukasza Karwowskiego. Pierwszy człon tytułu daje pewne skojarzenia, jednak nie ulegajmy ułudzie, jest niewiele wspólnych elementów z amerykańskim pierwowzorem, no może z jednym wyjątkiem – przekleństw. Generalnie od czasów przebłysków filmowej inteligencji u Pasikowskiego, przestałem wierzyć w to, że zmiana pokoleń w polskim świecie aktorskim, przyniesie coś budującego polskiemu widzowi.

Bez wątpienia patologie rozpoczęły się od Cezarego Pazury i Jego kolegi –  Olafa Lubaszenki. Nie wiem, czy zażyłość miedzy aktorami była wymuszona ze strony Pazury, jednak to nieistotne, a tym bardziej nie wynika z tego.. „nic śmiesznego”. Kolejne nazwiska aktorów nowego pokolenia utwierdzają mnie w przekonaniu, że my, widzowie, spokojnie możemy dać sobie spokój z seansami i doświadczać powtórek z czasów, gdzie standardem były: świetna reżyseria, aktorstwo, scenariusz, muzyka, wszystko. I choć nawet wtedy widywaliśmy wiele uchybień, w porównaniu z teraźniejszością, tamte były pyłkiem na obiektywie rejestratora.

Raczek wspomina w swoim profilu Facebooka o „kinowym nowotworze” w odniesieniu do omawianego filmu, ja poszedłbym krok dalej i określiłbym obraz jednoznacznie: dno i wodorosty z przewagą krasnorostów.

W zasadzie wszystko przemawia na „nie”, zły scenariusz, debilne dialogii, wulgaryzmy, słaba gra aktorów, ekranowy chaos z kurtyzanami w tle.

Słowem dom publiczny na ekranie, w dodatku nieśmieszny, choć to komedia. Ot, wywalone 30 złotych na bilet, za które można było kupić sobie coś bardziej przydatnego.

Najbardziej tragicznymi były te sceny w których udział wziął zwolennik „drobnych i dziwacznych kroków Elwisa” – Michał Milowicz i choć zapewne ten osąd będzie mu kością w gardle, warto uświadomić „aktorowi” fakt, że nie gra w „Sąsiadach”, choć tam był bardziej przekonującym.

Jakie to polskie, jakie prymitywne, wszystko dla pieniędzy? A tutaj raptem w ostatnią sobotę, kinowego knota obejrzało 70 tysięcy widzów… w całej Polsce. Zysk będzie raczej mierny, może to uświadomi reżyserom, że nie warto „chamówy” wprowadzać do kin, nawet wtedy, gdy poziom kultury w tym kraju waha się gdzieś, pomiędzy muszlą klozetową, a ostatnim fragmentem kanalizacji.

m.