3 grudnia 2020

TELEWIZYJNO FILMOWA AGENCJA PROMOCYJNA

TUCHOLSKA OFICYNA KULTURALNA i SPOŁECZNA tokIs – press tv

Klika

3 min read

Na moim biurku, tuż przede mną leży sobie, jakby nigdy nic nowiuteńki egzemplarz książki niezwykłej pary kabareciarzy, którzy do niedawna bawili do łez wszystkich Polaków. Dzisiaj prawie nikt o nich nie pamięta, chociaż nazwa „Klika” kojarzy się bardziej z czymś negatywnym, niż śmiesznym – „Dom wariatów POLSKA” Marka Sobaczaka i Antoniego Szpaka. Z lubością mola lub jak ktoś woli narkomana książkowego zagłębiłem się w lekturę książki. Już sam wstęp spowodował u mnie spazmy, bynajmniej, powodem nie było zmodyfikowane genetycznie jadło z supermarketu, a kapitalny wiersz, bez którego ta recenzja nie miałaby większego sensu.

 

Osioł posłem

 

Wybrali osła na posła

Osioł się bardzo ucieszył

Pożegnała żonę i dzieci

I do Warszawy pośpieszył

 

Tam w gronie podobnych osłów

Których wybrano na posłów

Zasiada w sejmowych ławach

By dla nas stanowić prawa

 

Poci się biedne oślisko

Bo chciałby pojąć to wszystko

Ale rozumu nie staje

Więc tylko prace udaje

 

W komisjach też uczestniczy

Chociaż się nie zna na niczym

Z trybuny wygłasza mowy

Choć trudno mu z pustej głowy

 

Czas się o morał pokusić

Bo morał bajka mieć musi

Nie jest to winą osła

Że go wybrali na posła

 

Mijają kolejne lata, kabaret „Klika” istnieje bardziej wirtualnie, niż w świecie realnym i świetnie, nastąpiła niezwykła przemiana, która umieszcza jego twórców w elitarnym szeregu już nie kabareciarzy, a satyryków. Bycie kimś o takiej specjalności, to niezwykła nobilitacja, używając paranormalnego bełkotu uznać można, że doszło do swoistego przejścia do innej „gęstości”, gdzie gagi i skecze są niczym w porównaniu z nadzwyczajną sztuką dostępną wyłącznie satyrykom. Polska miała dużo szczęścia, ukształtowała ich wielu. Sobczak wraz ze Szpakiem w dalszym ciągu bawią, jednak ich sztuka żartu optuje obecnie na granicy dwóch światów, tego powszechnie otaczającego nas zewsząd i tego, który ukazuje groteskowość sytuacji, która wynika z małostkowości i przywar Polaków, których „wybrano”. Głupawe, acz śmieszne skecze zamienili na słowną bombę atomową, której ładunek inicjujący stanowią – felietony.

Są nie byle jakie, w prezentowanej książce traktują o przemianach, które dokonały się w latach 2001 – 2006. To czasy III i IV RP, książka bezkompromisowo rozlicza się z okresem, który dla jednych był światełkiem nadziei w tunelu, dla innych zaś czasem idiotyzmów i nonsensów. Jak odebrać czasy, które przeminęły, jak odnieść się do treści i zdarzeń, które pomimo „wolnych mediów” były znane obywatelom wyłącznie w ogólnym zarysie? „Klika” zadbała o to, aby wyzbyć się złudzeń.

 

Każdy felieton poświęcono innemu zdarzeniu z bohaterami, którzy na to miano albo zasłużyli, albo stanowili dowód na wszechobecną głupotę tamtych przemian.

 

To dobra książka, nigdy nie przypuszczałem, że para „wesołków” potrafi skonstruować treści, które bez wątpienia przyćmiewają wypowiedzi znanych i lubianych, którym przypisuje się prócz trzeciej brody, drugą gębę.

 

I chociaż dzisiaj autorzy pisują na łamach „Angory”, bo przecie z czegoś żyć trzeba, nie stracili niczego ze swojej młodzieńczej werwy, gdzie zwykle jeden grał aparatczyka, a drugi idiotę. Ot, chichot historii, życie prześcignęło kabaret, a ich twórcy nadają dzisiaj ton przemyśleniom Polaków.

 

Polecam tę książkę, jako dowód na to, że pomimo katastrofalnych prognoz, co do naszej inteligencji, która według świadków dobrze sprawuje się na brytyjskim zmywaku, istnieją twórcy i odbiorcy, którym bardziej zależy na prawdzie, niż na wygranej w „Tańcu z gwiazdami”.

 

m.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook