29 października 2020

„.Kolejki do lekarzy były, są i będą”, czyli… jak to się robi w Tucholi

5 min read

Takie zdanie padło z ust szefa Miejskiego Centrum Lekarskiego w Tucholi – pana Artura Nagórki, który w akcie bezsilności, wobec kilometrowych kolejek pacjentów do lekarzy, rozkłada ręce. Czy tak musi być, czy też można dokonać zmian organizacyjnych na tyle efektywnych, że tytułowe zdanie to straci swoją aktualność?

Jakiś czas temu z wielką pompą, a jakże, w Tucholskim Ośrodku Kultury znanym z udostępniania pomieszczeń firmom słynącym z kupczenia garami innymi gratami, świętowano jubileusz dziesięciolecia funkcjonowania MCL-u. Przybyło mnóstwo osób, ktoś z ulicy obserwując zjawisko, mógłby stwierdzić – „to elity”, takich oczywiście nie było – cóż, marne koneksje. Zaraz, elity? Zapewniam, takie współcześnie nie istnieją. Padło mnóstwo ciepłych słów, których odbiorcami była załoga pracująca w tym niezwykle ważnym dla zdrowia mieszkańców miejscu. Nie mamy wątpliwości, w większości mamy zupełnie niezłych lekarzy, którzy wykonują tytaniczną pracę. Są na najniższym szczeblu resortu zdrowia – realizują polecenia ministra, względnie buntują się przeciwko jego beznadziejnym pomysłom racjonalizatorskim na uzdrowienie służby zdrowia w Polsce. Bez wątpienia, dotrzymują przysięgi Hipokratesa, jednak ci, którzy stanowią w  Centrum prawa administracyjne, powinni otrzymać ostrą reprymendę. Za co? Za bezmyślność i znieczulicę!

Niech się stanie światłość!

Aura dopisuje, ciągle mamy temperatury powyżej zera. Nie ma specjalnych problemów, aby wstać z łóżka o czwartej nad ranem i wykonać spacer do ulicy Świeckiej pod numer 27. To właśnie w tym miejscu mieści się MCL, a w nim mroczny przedmiot pożądania – pomoc lekarska dla osoby w potrzebie, zwykle starszej, ograniczonej ruchowo – pacjenta.

To jedna z ostatnich instytucji w mieście, do której regularnie ustawiają się kolejki… i teraz musimy ustalić, czy ci ludzie to pacjenci, klienci, a może petenci? Wszystkiego po trosze, ale o tym dowiadują się dopiero o godzinie 7:30 rano, kiedy odsłaniają się w ośrodku okna, a któraś z pań rejestratorek otwiera upragnione drzwi, do medycznego raju.

Rzeczywiście, wnętrze budynku zmieniło się nie do poznania, pomimo intensywnego użytkowania, zachowało swój klimat. Bez wątpienia w naszych warunkach, mamy do czynienia z obiektem na miarę XXI wieku.

Sytuacja komplikuje się zimą, kiedy temperatury spadają wiele stopni poniżej zera. W swojej niepohamowanej szczodrości ośrodek wyposażono w przedsionek, którego podwoje otwiera pracownik o godzinie… 6:30, o ile nie zaśpi. Policzmy, jeżeli kolejka tworzy się o godzinie czwartej, potencjalny chory przebywa na świeżym powietrzu ile? Właśnie.

Dlaczego pacjent przychodzi tak wcześnie? Aby dostać się do lekarza i to tego wybranego, proste? O ile jego organizm się nie wychłodzi i w efekcie nie zejdzie z tego świata, jako mrożonka, z pewnością nabawi się zapalenia płuc lub odmrożeń. Pytanie jest proste, czy przedsionek nie może być otwarty wcześniej lub cały czas? Według szefa placówki jego margines dobroci i wyrozumiałości sięga wspomnianej już wcześniej 6:30. W tym przypadku mamy do czynienia z petentem i to natrętnym, bo cierpiącym zdaje się na bezsenność.

Przedsionek przychodni nie jest duży, ma około 12 metrów kwadratowych i… miejsca do siedzenia. Zakładając, że obwódy brzuchów i bioder pacjentów i pacjentek zachowują pewien standard, usiądzie ich około piętnastu. Niestety, w kolejce czeka około pięćdziesięciu osób i ciągle ich przybywa. Dochodzi do swoistego cudu, który można porównać wyłącznie ze słoikiem marynowanych śledzi wprost z pobliskiej „Biedronki”. Kiedy ów słoik otworzymy, przy ściankach znajdujemy ciasno ściśnięte resztki tuszek śledzi w dziesiątym gatunku. W środku znajduje się miazga… cebulowa, która jest wypełniaczem, który można albo zjeść, albo wyrzucić pomstując, że znana i uznana sieć, znowu nabiła nas w… słoik?

Podobnie jest z pacjentami w przedsionku MCL-u. Ci którzy podpierają ściany wygrywają, mają oparcie i być może szczęście stać przy wejściowych drzwiach, wdychając choć przez chwilę świeże powietrze, które wpada wraz z próbującym wejść do środka kolejnym nie, nie pacjentem, a klientem.

Kiedy ciżba mocno się ściśnie, w przedsionku zmieści się nawet i 50 osób! To fenomen na skalę świata! Jeżeli pójść śladem wspomnianej wcześniej cebulowej miazgi, ci klienci, którzy znajdują się w centrum ścisku, zemdleją z powodu woni czosnku, potu, brudnej, cuchnącej bielizny, lub braku tlenu, nigdy się nie potłuką, nie mają szans, tłum o to zadba.

Kiedy wreszcie otwiera się nowy etap w próbie zasięgnięcia opinii lekarza, trzeba przejść – rejestrację – wielominutowy horror. Następuje zmiana klasyfikacji chorego z klienta na… petenta i to natarczywego, którego zidentyfikować musi „EWUŚ” – debilny system, który wymyślił równie błyskotliwy umysł, gnieżdżący się w okolicach NFZ-tu.

I wreszcie pełnia szczęścia, jesteśmy pacjentami, którzy z nabożną czcią siadają w fotelach lub stoją w oczekiwaniu na swoją upragnioną wizytę u… lekarza.

Jak uprościć ten tor przeszkód podzielony na etapy? To bardzo proste – wywalić z roboty wszystkich tych, którzy nie potrafią zorganizować pracy w taki sposób, aby dobro pacjenta było zawsze tym najważniejszym. Wszak przysięga Hipokratesa jasno to precyzuje pod warunkiem, że w odpowiedzialnym za ten cyrk jest… lekarz, a niestety, tak właśnie jest.

Inaczej sprawa ma się z osobą, która jest specjalistą – menadżerem, a ten z racji specjalności z niemożliwym radzi sobie natychmiast, a do rozwiązania problemów jeszcze ważniejszych potrzebuje…., kilku godzin?

Szefowi MCL- u podpowiadamy…

Przedsionek otwarty przez całą dobę z wyjątkiem ustawowych dni wolnych i świąt. Wnętrza pilnuje kamera, której obraz odbiera rejestrator w komendzie policji. Drzwi pomiędzy przedsionkiem, a wnętrzem przychodni wzmocnić, pozbawiając je bez części szklanych i zakładając porządne zamki.

Dopilnować organizacji pracy rejestratorek, które prócz swoich obowiązków pełnią funkcje usługowe (sprint z kawą do „wściekłej” lekarki, która wstała lewą nogą z łóżka). To niedopuszczalne. Jeżeli jest z tym problem warto zatrudnić dodatkowe pielęgniarki, które jednocześnie staną się asystentami. Że co? Że nie ma na to funduszy? Bzdura! Wystarczy wykorzystać część swoich dodatkowych dochodów, aby dołożyć do biznesu o nazwie MCL.

Zrobić absolutnie wszystko, aby upodlony pacjent, stojący w kolejce, sięgającej budynku znajdującej się w pobliżu poczty, nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji. Marzenie ściętej głowy? Nie ma sprawy, sfinansujemy… topór. Co do dekapitacji, również pozostajemy otwarci na propozycje, choć niechętni w kwestiach egzekucji.

Mówiąc poważnie?

Cała ta patologiczna sytuacja, która wytworzyła się przez lata wokół służby zdrowia, również w Tucholi, może zostać w części organizacyjnej zniwelowana przemyślanymi administracyjnymi decyzjami, bardzo prostymi i tanimi w wykonaniu. Czego trzeba, aby wypełnił się mit wzorowej przychodni i szpitala szpitala w serialowej „Leśniej Górze? Zdrowego rozsądku i człowieka, który widzi więcej, niż czubek własnego nosa, bo tak jest mu wygodniej, pacjentowi niestety, jakby mniej.

 

___________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook