nie. Kwi 5th, 2020

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjno – Informacyjna

Komandos wśród poetów, poeta wśród komandosów… słowa – Marek Sass i jego nowy tomik wierszy (felieton autorski)

4 min read

Właśnie zakończyłem lekturę nowego, drugiego  jak się okazuje, tomu wierszy pana Marka Sassa – niezwykłego mieszkańca pobliskiego Gostycyna, którego pod groźbą chłosty wobec każdego, kto ma inne zdanie, należy zwolnić ze wszystkich obowiązków zawodowych, posadzić na terenie jego posesji lipę, a w jej cieniu ustawić wygodną ławkę po to, aby wzorem innej wybitnej postaci z polskiej literatury tworzył. Jeżeli odmówi, zmusić Go do pisania  bez prawa weta.

No dobrze, z tym zmuszaniem, to przesada, świetnie robi to bez jakiejkolwiek perswazji i to w jaki sposób! Od czasów pojawienia się tomu wierszy pt. Chłopiec jeziorny” Kazia Rinka i książki „Z kobietą na półpiętrze” Basi Jendrzejewskiej, nie czytałem równie dobrej poezji. PEJZAŻ MALOWANY PAMIĘCIĄ” pana Marka Sassa, to książka jak z sennego koszmaru pokolenia mężczyzn przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych ubiegłego stulecia, którzy właśnie mijają pól wieku brodzenia w ziemskiej egzystencji, wypełnionej polską, szarą rzeczywistością, która w prostej linii prowadzi do autodestrukcji. Ta grozi wyłącznie tym, którzy nastawieni są do życia  typowo konsumpcyjnie. Wszyscy ci, którzy wybijają się ponad przeciętność pasją i to jakąkolwiek, właśnie wygrali, tworząc swój  świat dostępny i zrozumiały przez nielicznych i to dzięki łaskawości jego twórcy. Tego właśnie dokonał pan Marek, publikując swoją książkę, której zawartość jest bez wątpienia poświęcona przedwczesnemu przemijaniu.

Ktoś złośliwy powiedziałby, że to być może efekt kryzysu wieku średniego. I na szczęście, popełniłby wielki błąd, ponieważ czymś absolutnie naturalnym w życiu człowieka bez względu na płeć, jest chęć pozostawienia po sobie trwałego śladu z pożytkiem dla innych. Jak tego dokonać? Po lekturze „Pejzażu…” jest to oczywiste. Nie trzeba budować nowej Bazyliki Świętego Piotra, aby zapisać się w historii na zawsze. Pióro jest lepsze, a pochodzące z dobrych i prawych rąk, staje się istnym wybawieniem, choć ci „wybawieni” często okazują się być ślepi i głusi o wrażliwości przydrożnego słupka informującego o przebytych kilometrach.

Dlaczego „komandos wśród poetów i poeta wśród komandosów”? To oczywiste, dotychczas nasz bohater słynął z opracowań historycznych, które są równie cenne, co platyna. Traktują o tym, co oczywiste – przeszłości małych społeczności, którym nikt nie poświęcił swojego czasu. Sass, niczym komandos, taranem historycznego pióra rozwalił w pył ścianę niemożności. Teraz niczym błyskawica przebił na wylot dość skostniałą Wieżę Babel lokalnych poetów udowadniając, że i tutaj się sprawdzi. Nie, zastosowałem zły czas, on już się sprawdził!

Docenił ten fakt Kazimierz Rink, którego bliżej przedstawiać nie trzeba, opatrzył tom poezji pana Marka swoim, jakże pięknym wstępem.

„Żegnajmy się tak jakby to był ostatni raz”, ta sentencja jest jakby kluczem do tego niezwykłego tomu świeżej poezji. Trochę przeraża swoim przesłaniem, włączając w definicję to, co dzieje się obecnie w świecie. Jednak tak twierdzić może tylko realista, który chce przejść przez życie bezproblemowo i wygodnie. Poeta, udowadnia to, jak kruchym może być właśnie życie, jak łatwo je przerwać, choć trudno dostrzec w jego słowach to, co tak popularne jest wśród twórców strof, którzy mieszkają w małych ośrodkach – brzmiące dość groteskowo słowa i ich jakże pretensjonalny wydźwięk: wieczne umartwianie się i motyw niechybnej śmierci. Poeta nie musi być męczennikiem, powinien dostrzegać i te jasne strony życia! Markowi Sassowi świetnie się to udaje i choćby dlatego ten tomik warty jest zainteresowania i odnalezienia dla niego miejsca na półce z przeznaczeniem – „do tej lektury warto powrócić”.

Dzisiaj (o9 kwietnia 2014roku) w tucholskiej MBP mieliśmy możliwość spotkania pana Marka Sassa, ale również poznania bliżej Jego poezji, którą tak pięknie interpretował m.in sam autor. Jednak najpiękniej brzmiała w ustach Wiesława Szołtuna, który posiada ten niezwykły dar – głos, którym potrafi wywołać intelektualne trzęsienie duszy nawet zatwardziałego wroga poezji. Trzy wybrane utwory z tomiku Sassa, przeczytane przez Szołtuna, wywołały bardzo głębokie emocje wśród publiczności, to się zwyczajnie czuło.

Pan Marek Sass? To niezwykle skromny, młody człowiek, może nawet odrobinę nieśmiały, speszony tonami ciepłych słów, które skierowano dzisiejszego wieczoru w Jego stronę. Bez wątpienia, zasłużył na słowa uznania równie mocno, co osoby, które zadbały o piękną oprawę tego lokalnego wydarzenia kulturalnego. Spotkanie brawurowo poprowadziła pani Agnieszka Hoffmann, a  o wokalny urok zadbały prześliczne i doprawdy utalentowane wokalistki: Magdalena Danielewska, Iwona Jawor, Ewa Talaśka oraz Karola Karpińska. Kto wie…, być może te diamenty, przeistoczą się kiedyś w… brylanty? Życzmy im tego równie mocno, co autorowi książki  kolejnego tomu, pełnego nowych utworów. Kto wie, może już powstają?

Przy okazji zapytamy u źródła.

_______________

Mariusz R.Fryckowski

Pełna galeria zdjęć znajduje się jak zawsze w naszej bliźniaczej witrynie: https://www.facebook.com/witryna.press do której zapraszamy!