wt. Wrz 17th, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Kompromitacja tucholskich policjantów?

4 min read

„Sprawa dla reportera” – to znany i lubiany program publicystyczny, który każdego czwartku przyciąga przed telewizory miliony Polaków. Ostatnie wydanie jak zawsze zawierało trzy wątki wzięte z życia. Jednak ostatni zakrawał na kpinę.

Kadr z materiału filmowego. Widoczny jest furgon właściciela, który doznał „bliskich spotkań” z dwiema tucholskimi funkcjonariuszkami. Sprawa rozpatrywana będzie w sądzie, oczywiście w Świeciu. Aby tam dotrzeć, rodzina przejedzie w sumie 700 kilometrów i to z pewnością nie jeden raz.

Podróżująca furgonem rodzina Krauze z Warszawy zatrzymała się przed Komendą Policji w Tucholi. Niestety w miejscu zarezerwowanym dla radiowozów policyjnych, tuż obok budynku miejscowego sądu. Pomińmy może zasadność istnienia tegoż parkingu w tym miejscu i z tym wyjątkowym przeznaczeniem, co z natury wydaje się być nonsensem. To wyłącznie pokłosie tego, że tucholska komenda, jej umiejscowienie i warunki, w których pracują policjanci, to dramat pisany ołówkiem kopiowym od wieków. Owszem, ma się to zmienić, jednak upłynie wiele czasu w miejscowej Kiczy, zanim zmiany te będą widoczne.

We wspomnianym furgonie znajdowało się dziecko – dziewczynka, która po zjedzeniu ciastka (czyżby z którejś z tucholskich cukierni? Nie bylibyśmy zdziwieni) poczuła się źle. Kierowca – ojciec dziecka zdecydował, że przerwie podróż i pomoże dziewczynce. Okazało się, że nic z tego. Z komendy, jak na zawołanie wybiegła policjantka, a resztę sprawy można prześledzić w materiale filmowym red. Jaworowicz.

„Kliknij” fotografię

Pojawiły się aż trzy zarzuty wobec kierowcy, który wcześniej odmówił zapłacenia mandatu w wysokości 100 złotych. Źle zaparkował? To oczywiste, jednak w stanie wyższej konieczności, co niestety nie mieściło się w standardach wiedzy policjantki, a ściślej aż dwóch. Co u licha? Mają chronić nas i bronić, a próbują przesłuchiwać, karać, stosować metody represji, jak za czasów PRL-u? Czyżby mundur i odrobina wątpliwej w takim momencie władzy, przyćmiła zdrowy rozsądek funkcjonariuszek?

Widzowie mają odebrać materiał filmowy w ściśle określony sposób – negatywnie.

Na oczach nieświadomych widzów dokonuje się jawna manipulacja, gdzie nakręcone zostają kadry z dziewczynką, od której zaczęło się pasmo nieszczęść jej ojca i rodziny,  seniorki rodu, która potrzebowała możliwości skorzystania z inhalatora. Operator kamery pięknie „zdjął” scenę, gdzie bohaterka właśnie wykonuje zabieg. Prócz tego wmawia się nam sytuację, że przed komendą nie ma przejścia dla pieszych, które nie zostało prawidłowo oznakowane.

Zaaferowane funkcjonariuszki przesłuchiwały kierowcę około 1, 5 godziny. My ufamy w to, co mówi główny bohater opowieści. Sprawa wydaje się być nie z tej planety. Owszem, prawdą jest, że zachowanie funkcjonariuszy pozostawia często wiele do życzenia, mamy na to dowody. Ich stosunek do obywatela jest iście urzędniczy i nosi tylko jeden podtekst: karać, karać i to za wszelką cenę, a kiedy są kwestie sporne odsyłać, odsyłać, odsyłać, najlepiej do swoich przełożonych ( pozdrawiamy panią rzecznik). Podchody te nasiliły się bez wątpienia w chwili, gdy niejaki minister Vincent Rostowski postanowił podreperować swój wypatroszony budżet, pieniędzmi kierowców / obywateli za wiedzą i zgodą pryncypała z „płomienną grzywą”, który umila nam życie już od kilku lat. Normalnie boki zrywać, najlepiej do żeber.

Paranoja zatacza coraz większe kręgi, policjanci czają się po bramach wjazdowych, np. do ogródków działowych, czy w innych idiotycznych miejscach, gdzie ich zadanie jest proste – „solić” mandaty każdemu, kto choć odrobinę zlekceważy przepisy. Czy żyjemy w kafkowskiej rzeczywistości, czy też popadliśmy już w całkowicie legalny obłęd?

Tak, czy inaczej Tuchola i policjanci z tego miasta są w tej chwili na ustach Polski – marna reklama dla ewentualnych turystów, którzy i tak omijają to miejsce z daleka.

Jest w tej sprawie coś jeszcze…, kierowcy stołeczni są nam, użytkownikom tucholskich ulic powszechnie znani z tego, że lekceważą nie tylko przepisy, ale również lokalnych kierowców. Mają za nic przechodniów na pasach, a ich zachowanie za kierownicą w stosunku do innych użytkowników, to wzór chamstwa najwyższych lotów. Czy są nadludźmi? Niestety, pospolitymi, choć nielicznymi chuliganami. Jednak…, jak mówi stare porzekadło „wyjątek potwierdza regułę” i dotyczy to obu stron telewizyjnego konfliktu.

Tucholskim policjantom radzimy – bądźcie ludzcy i uwierzcie w to, czego uczono Was na początku Waszej kariery – macie służyć nie władzy, a nam, płacimy Wam za to i to słono.

 

(m.)