25 października 2020

Kronika zwiadowców domysłów, czyli… sprzedany poligon – Heidekraut, czy Heidenkraut?

3 min read

Miałem dzisiaj nieprzyjemność wpatrywania się w telewizornię, ściślej w TV Historia, gdzie tuż przed piętnastą rozpoczęto emisję,  powtórkę programu, który podobno jest tak dobry, jak audycje Wołoszańskiego.

O ile Wołoszański ma swój styl, a utracił już dwukrotnie twarz ( pracował dla bezpieki, a teraz reklamuje firmę, której wytoczyłem sprawę sądową), tak program Adama Sikorskiego ( Było… nie minęło) już tylko mnie śmieszy. Tym jednak razem to, co obejrzałem dzisiaj, spowodowało, że ze zdziwienia przecierałem oczy. Ekipa Sikorskiego, oczywiście na zaproszenie, przybyła „podziwiać” poligon w Borach Tucholskich. Oglądałem scenę, jak za zgodą konserwatora zabytków (i w obecności archeologa, którego miałem okazję poznać i porozmawiać z nim, podczas konferencji na temat ochrony zabytków w tucholskiej komendzie), „telewizyjni historycy” łopatami rozgrzebywali stanowiska archeologiczne. Co ciekawe, towarzyszyło temu potakiwanie głowy prezesa jednego ze stowarzyszeń, które podobno zajmuje się kultywowaniem przeszłości. Pojawili się detektoryści, był nawet georadar, starej generacji, ale zawsze.

Przepięknie wskazano oglądającym ten program złodziejom dokąd mają przyjechać i które miejsca obrabować ze szczątków rakiet Hitlera. Sporą pociechą jest to, że obie strony w dalszym ciągu gonią w piętkę i nie mają pojęcia czego i gdzie szukać, a może to celowa dezinformacja? Głównie te myśli przebiegały mi przez głowę, kiedy oglądałem tego „historycznego gniota”.

Niesamowita jest siła oddziaływania kamery na występującego, który ma świadomość, że obejrzą to być może milion, lub dwa miliony telewidzów. A tak zwyczajnie, twórcy nawet nie zadali sobie trudu, aby stosować poprawną nazwę tego miejsca, używając nieprawidłowej nazwy Heidenkraut, miast Heidekraut, bezbłędnie jednak przetłumaczyli ją na „Wrzos” od roślin, które od zawsze zajmują tamtejsze tereny.

Czemu miała służyć ta audycja? Popularyzacji regionu, zabytku? Nic podobnego, to niedźwiedzia przysługa dla prawdziwych archeologów, którzy z pewnością pukają się w czoło, widząc to, że zanim ukończono badania i dokumentację kompleksu, zachęcono ludzi, którzy żyją z tego, co wykopią, by zrobili swoje.

Jedna ze scen programu nieopacznie ukazała sytuację, gdzie „świadek” przeszłości mówi o tym, że odwiedzają go ludzie poszukujący detali zniszczonych rakiet. I jakoś nie przekonuje mnie to, że znaleziska ekipy powędrowały do plastikowych skrzyń i słowna tyrada o tym, że przedmioty te trafią do miejsca ich ekspozycji. Bzdura!

Zadziwia mnie to, że archeologowie są równie krótkowzroczni, co amatorzy. Nie ma wyjścia, Heidekraut, jego historia i jego dwojakie zadanie będzie czekało na lepsze czasy i właściwych ludzi, którzy rzetelnie podejdą do tego tematu w oparciu nie o wyczucie, a dokumentację, która istnieje i ma się dobrze. „Wrzos” potrzebuje naukowców, a nie happeningów i… szkodników!

________________________

Mariusz R.Fryckowski

Informacja.

Fotografia widniejąca pierwotnie w miniaturze (obecnie zmieniona) – zajawce tekstu należy do pana Macieja Kuleszy, pobrane zostało z bazy miniatur Googgle. Jak się okazało (poinformował nas o tym autor), że miniatura pochodziła z art pt.Jeden z ostatnich świadków testów rakiet V-2. Przepraszam autora za niedopatrzenie.

mrf.

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook