22 października 2020

Kryzys lokalnego patriotyzmu?

3 min read

Jest niedziela, jedenasty dzień listopada, godzina 15:36. Właśnie wróciłem ze spaceru. To, że pogoda zrobiła się wyjątkowo paskudna w niczym nie przeszkadza, aby popatrzeć na tucholskie kamienice i stwierdzić, że dzisiejszy, uroczysty dzień, jest jak każdy przeszły, czy przyszły. Dlaczego? Jakoś…, mieszkańcy Tucholi zapomnieli o rocznicach, odzyskaniu niepodległości, a tym bardziej o widocznych oznakach upamiętnienia tego dnia.

Flag jak na lekarstwo

 

Oczywiście, u stóp Świętej Małgorzaty kwiatów nie brakuje, wszędzie wokół flagi – czerwień i biel. Rozglądam się wokół siebie…, co widzę? Podobnie jest przed wejściem do kościoła p.w Bożego Ciała, księża pamiętają – pierwsze, o czym pomyślałem. I to chyba jedyny akcent w tej części miasta. Jadę dalej, jestem ciekawy jak wygląda centrum i ulice przyległe. Używając młodzieżowego slangu – „szału nie ma”, flag jak na lekarstwo. To może przed Urzędem Miasta i Gminy będzie inaczej? I znowu rozczarowanie, jest jedna, wciągnięta na maszt, zdaje się brudna i okręcona wokół masztu, pamiętam z przeszłości…, wejście do zacnego gmachu tonęło kiedyś we flagach, niekoniecznie w barwach narodowych, inaczej…, z przewagą czerwieni.

 

Tucholscy strażacy opoką tradycji

 

Uff, odzyskuję wiarę w ludzi, wszystko za sprawą tucholskich strażaków, mam wyłącznie ciepłe skojarzenia i wspomnienia – dzielni ludzie, gotowi nieść pomoc bliźnim w każdych warunkach. Wszystkie elewacje i dach toną we flagach…, jak zawsze – pamiętają i przykładają do historii wielką wagę.

 

Nikt się nie cieszy?

 

Święto Niepodległości, w Tucholi zdaje się przypominać…stypę, żadnych festynów, najmniejszych oznak radości, o co u licha chodzi? Czy ten dzień jest tak smutnym, że nikomu nie zależy na tym, aby upamiętnić je w wyjątkowo radosny sposób? Nie, scenariusz od lat jest zawsze ten sam: msza, rozprowadzenie, przemówienia, kwiaty, hymn, Rota i… do domu. No, może gdyby jedenastego było w sobotę, byłoby inaczej, a tak… „kiszka”.

 

Nawet kibice zawiedli?

 

Nie, nie o takich myślę, raczej o tych, pozamykanych w „puszkach na czterech kołach”. Kiedy trwało Euro – piłkarskie święto, flagi były wszechobecne. W szybach aut, na antenach, atrapach samochodowych chłodnic, często się urywały, wiadomo, produkt Made in China, ale były. Czyżby w zaledwie kilka miesięcy zniszczeniu uległy absolutnie wszystkie? A może nie ma możliwości kupna? Pojechałem do jednej ze stacji paliw na obrzeżach miasta. Ekspedientka trochę zdziwiona pytaniem odpowiada krótko i dobitnie – nie ma. Wszystko jasne.

 

Patriotyzm uzależniony jest od kondycji handlu?

 

Chyba tak, bo kupno polskiej flagi graniczy w Tucholi z cudem, nawet kłopotem są „zamienniki” – biało-czerwone wstążki. Cóż, pewnie „zmieleni”, wczoraj wykupili wszystkie, łącznie z idiotycznie przyozdobionymi balonikami dla politycznych gruźlików z kukizowym zaparciem. Oj, ciężko być Polakiem… zwłaszcza na pokaz.

 

Policja śpi spokojnie

 

Zapewne, nie widziałem ani jednej „sztuki”, czyżby wszyscy obstawili większe miasta i drogi do nich prowadzące? Spokojnie mogli zostawić Tucholę własnemu losowi, władze miasta nie przewidziały najmniejszych marszy, no może z wyjątkiem tego od kościoła do figury Małgorzaty. Oj, boją się stróże prawa społecznych protestów, ciekawe dlaczego, skoro mamy taki raj. Prawda?

Właśnie zadzwonił kolega – dziennikarz z Warszawy. Roześmianym głosem informuje mnie, że w ciągu godziny spisały go już trzy patrole milicyjne, ups, policyjne, no, tak, tamten reżim podobno odszedł. A mówiłem mu już wcześniej, że ma coś prowokującego w oczach.

 

Samotny staruszek przed mauzoleum przy ulicy Świeckiej

 

Siedzi na ławce, podparty laską, która drży.  Jest sam – płacze…

 

mrf

 

 

 

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook