27 października 2020

Ławeczka a' la Wilkowyje i pytanie…, gdzie podziała się POLICJA?

4 min read

Umiejscowiono ją przy ulicy Aleja LOP, dokładnie naprzeciwko zakładu fryzjerskiego. Jest ładna, starannie wykonana, stoi po to aby służyć ludziom i rzeczywiście pozornie tak właśnie jest, ale tylko pozornie…

Cieszy się niezmienną od lat popularnością. W sezonie letnim okupowana jest każdego dnia od bardzo wczesnych godzin rannych do południa, później następuje kilka godzin przerwy i znowu jest zajęta.

Zapewne pomyślisz Drogi Czytelniku, że przez zmęczonych seniorów, którzy w drodze do apteki przysiądą na niej, aby chwilę odpocząć, zanim nastąpi coś nieprzewidzianego. Co takiego? A choćby ukaranie mandatem za przejście w niedozwolonym miejscu, pomimo tego, że chodnik w tym miejscu posiada przepiękne zejście do ulicy, do kompleksu handlowego po jej drugiej stronie.

Mylisz się, to miejsce okupują… i teraz mam problem z określeniem. Jeżeli użyję knajackiego słowa „menel” obrażę część osób, które na podobne miano nie zasłużyli. Może inaczej, umówmy się, że okupujący słynną ławkę to” ludzie wolni”, wręcz myśliciele. O czym tak zawzięcie myślą? A o tym, aby wykombinować kolejne pięć złotych na trunek, który musiałem zobaczyć na własne oczy. W tym celu udałem się do pobliskiego sklepu w którym prócz cytryn i miliona konserw, można kupić lokalnego „mózgotrzepa” o nazwie „Cherry”. Pani ekspedientka uprzejmie podała mi zacną flaszę z tworzywa sztucznego, ba pozwoliła nawet ją sfotografować! Jestem jej za to dozgonnie wdzięczny, pewnie kolejnej takiej okazji długo mieć nie będę.

Bez wątpienia ten środek znieczula i to dość mocno, mieszkańcy  LOP,  mają to na codzień.

Wcześniej „ludzie wolni” gustują w nim do obłędu, jednak nie po chamsku  z tzw.:gwinta”, nie od razu. Z nabożną czcią jeden z nich wyjmuje „służbowy” kubek z tworzywa i sprawiedliwie rozlewa trunek każdemu z osobna chwaląc… Pana. Kiedy ów mikstura zacznie podstępnie łączyć się z krwią, a ta doprowadza go resztek mózgu, następuje swoista przemiana, którą porównać można chyba tylko z Clarkiem Kentem, który po wyjściu z budki telefonicznej przemienia się w… Supermana. I nie ma w tym porównaniu nawet odrobiny przesady, ponieważ ławkowi pensjonariusze, niczym ci z popularnego serialu o Wilkowyjach, dosłownie dostają skrzydeł, zwłaszcza wtedy, kiedy natura da o sobie znać.

Nic prostszego, tuż obok stoi przepiękna willa – śmietnik, który w razie niepogody służy im za mekkę. Uprzedzając pytanie, nie, bynajmniej się tam nie modlą. Kiedy względnie spokojnie i zgodnie siedzą obok siebie przypominają bohaterów „Rancza”, ale ten czar szybko mija i sztampa wilkowyjska nagle zamienia się w… rynsztok.

Nikt w pobliżu słynnej ławeczki nie przejdzie spokojnie, nie ma na to szans. Szef „wolnych ludzi”, niejaki „Czarny Lulek” z gracją pługa czteroskibowego jest gotowy każdemu zrobić przedziałek na głowie, przy pomocy siekiery i to z byle powodu. Kierowcy wielkich ciężarówek dowożących towar do wspomnianego już sklepu spożywczego, również mają „ułatwione” zadanie, ponieważ kompani Lulka, kiedy są „po spożyciu” są w stanie wprowadzić na wąski, sklepowy podjazd, nawet wyczarterowanego, rządowego Boeinga naszego premiera i to ze sporym zapasem miejsca. A ile zabawy jest przy tym i śmiechu, słychać to wszędzie.

Styl, gracja i opanowanie i choć trudno złapać im równowagę i wyzbyć się słów, które powszechnie uznajemy za „marsjańskie”, radzą sobie, nie przejmując się obecnością kobiet, dzieci. Ich zachowanie pozornie śledzi kamera monitoringu, którą zamontowano tuż nad ich glowami, ale albo się zepsuła, albo to atrapa, no chyba, że jej operator też gustuje w „Cherry”.

Ze słynną ławeczką próbowała walczyć jedna z radnych miasta, nawet przez chwilę miała przewagę, ławkę zdemontowano i sytuacja się uspokoiła. Jednak teraz coś się zmieniło, choć niekoniecznie na lepsze.

Trzeba publicznie przekazać również podziękowania administracji, tej wyjątkowej spółdzielni mieszkaniowej za to, że zadbała o sporą ilość zieleni w pobliżu ławeczki, dlaczego? Lulek wraz z kompanami mają gdzie opróżniać pęcherze, ale zdarza się, że pas zieleni im nie wystarcza, wtedy jakby krepują się mniej, bo… na ulicy.

Przy ławeczce jest zawsze wesoło, „chłopcy” czasami się pobiją, czasami mają problemy z żołądkiem, ale to nic, natura radziła sobie zawsze z takimi problemami, wystarczy uważać, gdzie stawia się stopy.

I mija tym ludziom dzień za dniem, żyją bezstresowo, nie jak my – idioci, którzy gonimy nie wiadomo dokąd, a tym bardziej nie wiadomo po co. Co ciekawe…, ci panowie, ( a czasami i panie) są w swoich przyzwyczajeniach tak wytrwali, że musza budzić podziw i zainteresowanie, zastanawiam się tylko, u kogo? Tego dokładnie nie wiem, ale głównie wśród mieszkańców, bo wiem i to z całą pewnością, że dla tucholskich policjantów są… niewidzialni.

A dzieci patrzą, uczą się i marzą o tym, aby być równie wolnymi. Przy takich wzorcach nie będzie to specjalnie trudne.

(mrf.)

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook