20 października 2020

"Legendy i powiastki z borowiackiej kastki". Promocja czy recenzja?

4 min read

To nie lada problem pisać o twórczości pedagoga, który kształtował postrzeganie współczesnego świata. Tak, zgadza się, jedną z moich nauczycielek była ni mniej, ni więcej… Pani Maria Ollick. To pewnie właśnie Jej i kilku innych osób zasługa, że tak wiele czasu spędzałem  w bibliotekach, zdobywając wiedzę, która stanowiła podwaliny tego, czym zajmuję się dzisiaj. Czy przy próbie charakterystyki autorki, a właściwie autorek książki „ „Legendy i powiastki z borowiackiej kastki”, nie przychodzą mi do głowy inne słowa, jak przymiotniki. Czy kolejny raz mam mówić wspaniałe, niesamowite, twórcze, trochę szalone, ale w najpozytywniejszym tego słowa znaczeniu? Nie, to zbyt przyziemne, wręcz w złym tonie. Wspomniana książka już w fazie tworzenia, skazana była na sukces. Dlaczego? To dość skomplikowane, główną winę ponosimy my sami, którzy jak tylko możemy, uciekamy od tematyki nam najbliższej, bo związanej z naszym miejscem urodzenia.

Dlatego w głównej mierze brakuje nam wszelkiej wiedzy o naszych borowiackich korzeniach? Co gorsza, często zdarza się, że zapominamy o nich, a czasami wręcz uciekamy od nich, starając się wtopić w rzeczywistość innych miejsc, często wielkich miast.

 

W takich przypadkach zastanawia tylko jedno…, po co, dla kogo, dlaczego? Bory Tucholskie to miejsce magiczne, trzeba być ślepym, głuchym i całkowicie wyzutym z poczucia piękna, by tego nie widzieć. Czy przed tym uciekamy, a potem kupujemy parcelę za miastem i siedząc w bujanym fotelu rozkoszujemy się śpiewem ptaków na przestrzeni300 metrówkwadratowych, pośrodku…niczego?

Przyznacie Państwo, że brzmi to dość niedorzecznie, by nie wypowiedzieć słowa…idiotycznie. Niestety, tak się dzieje, a właśnie wtedy umykają nam chwile, które powinniśmy wykorzystać na krzewienie polskości, poprzez tę najbliższą, Małą Ojczyznę, tę z opłotków.

Owszem, napisanie książki dla wielu stanowić może zadanie ponad siły, ale czy na pewno? Anty przykładem naszych postaw są panie” Maria Ollick i Małgorzata Obuchowska – autorki wspomnianej książki. Pierwsza z pań dokonała swoistej analizy i syntezy treści, które pozyskała, zaadaptowała do celów publikacji i zwyczajnie je zamieściła. Druga z pań zilustrowała je, tworząc przepiękne grafiki, które okrasiły i tak już doskonałe treści.

Książka napisana jest specyficznym językiem, jest on zrozumiały zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci, a to wielka sztuka w świecie zdominowanym przez komputery i zwariowane gry z pogranicza rzeczywistości. Pewnych wiadomości nie sposób odszukać w globalnej sieci, one dopiero tam dotrą, pod warunkiem, że je tam umieścimy.

Szalonym jest tytuł książki, jak mówi pani Maria…

 

– Miałam problem z tytułem książki. Tytuł nasunął się sam przez zwykły przypadek. Idąc  z budynku Starostwa do biblioteki zauważyłam taką skrzynkę z  piaskiem, kastkę. O jaka kasta ! Legendy i powiastki z borowiackiej kastki! To będzie dobre. Nawiąże do tytułu Maltych i grapa! – dodała autorka. – Dziękuję w imieniu Małgosi i swoim pani  Dorocie, która zmobilizowała mnie do pracy, pani Basi za subtelny projekt graficzny i wszystkim  tym, którzy pracowali nad tą publikacją.

 

– Zebrałam w książce to co było w szufladzie, spisałam , to, co było w głowie od dzieciństwa, a niektóre fakty ubrałam w formę opowiadań. Nasza wspólna książka, p. Małgosi i moja, powstała jakby na życzenie, jest wynikiem  rozmowy, podczas której usłyszałam, że się lenię.

 

Drodzy Państwo…, stwierdzenie „…że się lenię”, w stosunku do Pani Marii to rzecz z pogranicza literatury sf. Kiedyś pisząc któryś z artykułów poświęconych historii kina, nieopatrznie zahaczyłem o życiorys znakomitego, francuskiego, niestety już nieżyjącego  komika – Louisa de Funèsa. Mówiono o nim, że był niezwykle pracowitym aktorem, to mało, był genialny w tym, co robił. To właśnie wtedy przylgnął do niego opis – „demon ruchu”.

Jeżeli odnieść tę cechę do Pani Marii, będzie chyba najtrafniejszą. Tempo, które sobie wypracowała w swoich pracach, jest iście olimpijskie, czasami mam wrażenie, że znacznie wyprzedziła nie tylko czas, ale i epokę po to, aby po chwili wrócić do czasów średniowiecza po to tylko, aby nam o nich opowiedzieć.

 

Taką właśnie jest książka o szalonym tytule – „Legendy i powiastki z borowiackiej kastki”.

 

Co w niej odnajdziemy?

 

Nic z tego, swoją ciekawość możesz zaspokoić tylko w jeden sposób, a zapewniam o tym, że doskonale wiesz w jaki…, do Miejskiej Biblioteki w Tucholi droga nie jest zbyt odległą, a Twoim obowiązkiem jest znać historię miejsca w którym żyjesz, żyłeś lub będziesz żył. Jeżeli Cię to jednak nie obchodzi…na własne życzenie szczeźnij i przepadnij w oparach konsumpcyjnego nastawienia do świata.

 

„Smacznego”!

 

Ja tej książki nie mogę zrecenzować w inny sposób jak…, powinna była powstać trzydzieści lat temu.

 

Mariusz R.Fryckowski

 

Galeria fotografii ze spotkania znajduje się w redakcyjnym fotoblogu http://tokisfotoblog.wordpress.com/2012/06/29/legendy-i-opowiastki-z-borowiackiej-kastki-promocja-ksiazki/

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook