czw. Lip 2nd, 2020

Letnie imprezy pod znakiem zapytania, ale… (felieton)

2 min read

Dni Borów Tucholskich wylatują z grafika, podobnie wojewódzkie dożynki, przynajmniej do tej chwili, choć coś może się zmienić. Owo „coś” też stoi pod znakiem zapytania, ponieważ władze gminne z tęsknotą spoglądają w stronę Torunia, oczekując ruchu marszałka, a ten trochę się ociąga z decyzjami.

Dożynki w Tucholi? Cóż, powoli stajemy się „wypasioną” wsią, zwłaszcza teraz, kiedy pod pozorem pandemii można trochę „przyoszczędzić” na kulturze. Chwilami człowiekowi opadają ręce, bo tę medialną zarazę można bez trudu przekuć w sukces, co doskonale zrozumiały takie gminy jak wzorcowe pod tym względem: Gostycyn i Kęsowo. Co robią wspomniane? Inwestują w materiały reklamujące swoje krainy po to, aby już teraz zachęcić turystów do przyjazdu.  Roboty jest huk, lokalne GOK-i i biblioteki aż kipią pomysłami, aby spopularyzować swoją działalność. Idealnie dostosowały się do warunków, wykorzystując wszelkie możliwe środki przekazu. Staranność tych działań została zauważona, a w miarę łagodzenia idiotycznych restrykcji, które wykończyły polską gospodarkę, zmieniają swój profil działania i nie pochłania to krociowych sum. Podobnym torem idą Chojnice, Czersk, Sępólno, a Tuchola? Cóż, może powstaną ogródki piwne i rozrosną się lokalne „krzaczory” na tyle, aby ukryły skutecznie smakoszy piwa, co dzieje się na nieoświetlonym skwerze, koło marketu POLO.

Brak pomysłów, umiejętności, czy lokalne lenistwo? Bo gdyby nie starania wąskiej grupy, pozytywnie zakręconych osób, które doprowadziły do koncertów w sieci, kultura skończyła by się w miejscu, o którym wspominamy. Coś niedobrego dzieje w magistracie, zmęczenie, wyczerpanie, wypalenie, a może niepewność jutra związana z roszadami na szczytach lokalnej władzy?

Cóż, może być zaskoczenie, a nawet szok…


(mrf.)