pon. Wrz 23rd, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Ludożerstwo coraz bliżej

5 min read

Jak w znakomitej książce „Głos Pana” zauważył Stanisław Lem – „nawet konklawe można doprowadzić do ludożerstwa, byle postępować cierpliwie i metodycznie”.

Środowiska hołdujące nieubłaganemu postępowi, dla których Kościół katolicki stanowił coś w rodzaju soli w oku, najwyraźniej wzięły to sobie do serca i zmieniły strategię. Zamiast brutalnej i chamskiej eksterminacji, jaką praktykowali bolszewicy, współcześni rewolucjoniści postawili na neutralizację Kościoła poprzez forsowanie „judeochrześcijaństwa”. Jednym z podstawowych warunków sine qua non jego praktykowania, jest konieczność utrzymywania przyjaznych a przynajmniej poprawnych stosunków z „judaizmem”, to znaczy – z rozmaitymi żydowskimi organizacjami, niekoniecznie religijnymi, które przypisują sobie rolę prezentowania żydowskiego punktu widzenia. A ponieważ większość środowisk żydowskich, z różnych zresztą powodów, między innymi z zagadkowej predylekcji do wprowadzania fermentu w społecznościach wśród których żyją, również skłania się ku nieubłaganemu postępowi, „judeochrześcijaństwo” oznacza wywieranie na katolickie duchowieństwo nieustannego nacisku, by za jego pośrednictwem skłonić katolickie masy do zachowań oczekiwanych przez – nazwijmy to po imieniu – żydokomunę – a przynajmniej sparaliżować w nich wolę oporu. Wprawdzie duchowieństwo, zwłaszcza z najwyższej półki, na znak gotowości ofiary z własnego życia w imię wiary, ubiera się w purpurowe szaty, ale to już tylko przerost formy nad treścią – o czym mogliśmy przekonać się podczas niedawnego synodu o rodzinie, gdzie omal nie doszło do rehabilitacji sodomitów.

Podobnie Jego Świątobliwość Franciszek, który podczas swojej wizyty w Oświęcimiu i Brzezince podczas Światowych Dni Młodzieży, „intensywnie milczał” – zgodnie z instrukcją udzieloną mu jeszcze przed przyjazdem do Polski przez panią Naomi Di Segni, przewodniczącą Związku Włoskich Żydów. Chodzi o to, że Żydzi, zwłaszcza wyznający religię holokaustu, traktują Oświęcim swój zazdrośnie strzeżony monopol i nie życzą sobie, by ktokolwiek pod jakimkolwiek pretekstem, ten monopol naruszał. Poprzedni papieże przechodzili jeszcze nad tym do porządku, chociaż warto przypomnieć, że już Jan Paweł II był przez jakichś rabinów sztorcowany za kanonizowanie niewłaściwych świętych, między innymi – Edyty Stein, która wprawdzie była katolicką zakonnicą, ale jako Żydówka zginęła w komorze gazowej. Sztorcujący Jana Pawła II rabini uznali te kanonizację za próbę „zawłaszczenia holokaustu” przez Kościół katolicki, co najwyraźniej odebrali jako zagrożenie dla lukratywnego przemysłu holokaustu. O skuteczności tego nieustającego nacisku na katolickie duchowieństwo ze strony Żydów i postępactwa świadczy choćby to, że za pontyfikatu Piusa XII żadnemu rabinowi nie przyszedłby nawet do głowy pomysł krytykowania papieża, że kanonizował tego, czy innego świętego.

Minęło zaledwie 56 lat i oto widzimy, jak papież w podskokach stosuje się do żydowskich oczekiwań. To właśnie jest celem tych „cierpliwych i metodycznych” działań. Ponieważ to nie Kościół decyduje o tym, co się Żydom podoba, a co nie, to skoro już uznał ich za „starszych braci”, to w imię utrzymania poprawnych z nimi stosunków, musi się do ich oczekiwań akomodować. W ten sposób żydokomuna, za pośrednictwem małodusznego duchowieństwa, pełniącego rolę pasa transmisyjnego do katolickich mas, urabia je na rodzaj plasteliny, z której – jak powiada Kazimiera Iłłakowiczówna – „można wszystko zrobić i w każdą formę ulepić”. Warto w związku z tym przypomnieć opinię wybitnego znawcy czasów antycznych, prof. Tadeusza Zielinskiego, który w swoim „Cesarstwie rzymskim” zauważa, że chrześcijaństwo dopiero wtedy uzyskało zdolność do pokojowego podboju świata antycznego, kiedy odcięło się zdecydowanie od żydowskich korzeni. Tymczasem Kościół w Jerozolimie zmarł śmiercią naturalną, na podobieństwo ziaren, co to padły między ciernie i wprawdzie wzeszły, ale zostały zagłuszone zanim mogły wydać jakikolwiek plon.

Wspominam o tym, bo właśnie ukazała się wiadomość, że władze zakonu, do którego należy ks. Jacek Międlar, a konkretnie – ksiądz Kryspin Banko – przypomniały zakaz „wszelkiej aktywności w środkach masowego przekazu”. Reakcja przewielebnego księdza Kryspina Banko jest efektem „cierpliwego i metodycznego” szczucia na księdza Międlara przez przodującą w pracy operacyjnej oraz wyszkoleniu bojowym i politycznym redakcję „Gazety Wyborczej”, którą ostatnio zasilił swoimi srebrnikami finansowy grandziarz Jerzy Soros, no i oczywiście mediami kontrolowanymi przez Wojskowe Służby Informacyjne i – jak podejrzewam – funkcjonującymi dzięki pieniądzom, jakie wojskowa bezpieka u progu transformacji ustrojowej zagarnęła z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego w kwocie co najmniej 1640 mln dolarów. Warto zwrócić uwagę, że pretekstem do wypuszczenia szczwaczy była wypowiedź ks. Międlara na temat posłanki Nowoczesnej, pani Joanny Scheuring-Wielgus. Ks. Międlar napisał na Twitterze co następuje: „konfidentka, zwolenniczka zabijania (aborcji) i islamizacji. Kiedyś dla takich była brzytwa. Dziś prawda i modlitwa?” Panią posłankę, podobnie jak doświadczonych szczwaczy, dotknęła zwłaszcza ta „brzytwa” – że aż złożyła w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie. Nawiasem mówiąc, ta cała pani Scheuring-Wielgus, z niejednego komina wygartywała, aż w końcu wylądowała u pana Petru, którego podejrzewam, że Nowoczesną utworzył przy pomocy Wojskowych Służb Informacyjnych. Być może ks. Międlar wie coś, czego ja nie wiem, skoro nazywa panią posłankę „konfidentką” – a charakterystyczne jest również to, że ona o ten dyffamujacy epitet się nie obraża, tylko o tę brzytwę.

Tymczasem brzytwa rzeczywiście była używana i to w dodatku całkiem niedawno, bo w czasie okupacji niemieckiej, wobec różnych lekkomyślnych, albo tylko obdarzonych temperamentem kobiet, których postępowanie uznawane było przez władze Polskiego Państwa Podziemnego za szkodliwe, a przynajmniej za naganne z punktu widzenia narodowej dyscypliny. Ks. Międlar tylko przypomniał o tym fakcie, którego autentyczność nie budzi najmniejszych wątpliwości. Jestem pewien, że właśnie to stało się przyczyną wypuszczenia szczwaczy – bo przypomnienie Polakom jednego ze sposobów dyscyplinowania różnych szubrawców, zostało słusznie uznane za niebezpieczne, bo nigdy nie wiadomo, co narkotyzowane społeczeństwo przywiedzie do ocknienia, więc warto dmuchać na zimne. O ile jednak postępowanie szczwaczy z „Gazety Wyborczej” i mediów kontrolowanych przez WSI jest zrozumiałe, o tyle postępowanie władz Zgromadzenia Księży Misjonarzy zrozumiałe już nie jest, chyba, że przestały one przywiązywać wagę do prawdy, koncentrując się już tylko na tym, by wypić i zakąsić, jak przystało na wyznawców kultu jaki rozwija się obecnie z szybkością płomienia, kultu Świętego Spokoju. W tej sytuacji warto przypomnieć im słowa wypowiedziane, albo tylko przypisywane wileńskiemu bazylianinowi Atanazemu Nowochackiemu, który biskupowi Massalskiemu, złodziejowi i karciarzowi miał powiedzieć, co następuje: „Dzisiaj duchowieństwo sprzedaje dary Ducha Świętego za pieniądze, ale skończy na tym, że ani darów Ducha Świętego, ani pieniędzy mieć nie będzie, bo Pan Bóg swoje, a diabeł swoje odbierze.

_________________________

Stanisław Michalkiewicz  – Felieton     18 sierpnia 2016

www.michalkiewicz.pl

Fot. joemonster.org