29 października 2020

Manipulowanie opinią publiczną w audycji popularnej stacji radiowej (felieton autorski)

5 min read

„Słuchałeś audycji z 10 marca w Radiu …? Dotyczyła zatrudniania pracowników przez Starostwo Powiatowe w tucholskim ZAZ-ie! Chłopie, ale przekręt – posłuchaj!” – brzmiała informacja

Wybacz, nie wysłuchałem i nie wysłucham czegoś, co bardziej kojarzy mi się z talią kart, ja zdecydowanie wolę szachy, te przynajmniej wymagają myślenia, a nie reagowania na zakłamane bodźce z otoczenia. Sytuacja jednak diametralnie zmieniła się dzisiaj, bo zwyczajnie pewne informacje trzeba znać lub się do nich odnieść. Zmusiłem się i w czterech wejściach wysłuchałem audycji, podobno popularnej. Dotyczyła sposobu zatrudnienia pracowników Zakładu Aktywności Zawodowej  w Tucholi. Ton audycji już od samego początku nie pozostawiał złudzeń.

Największe zdumienie przygotowujących audycję budziło powołanie kandydata na stanowisko terapeuty ze średnim wykształceniem, celującą znajomością języka niemieckiego i 3 – letnią praktyką w dziennikarstwie. No, i się zaczęło. Skupmy się na warsztatowej stronie tej audycji.

 Audycja powstała i została wyemitowana 10 marca, dokładnie tego dnia powiat świętował uroczyste otwarcie ZAZ-u, (mieliśmy przyjemność sfilmowania uroczystości).  Czy był to przypadek? Nie ma przypadków w pracy dziennikarskiej, wszystko starannie planujemy i to z wielodniowym wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę absolutnie każdą ewentualność, łącznie z hipotetyczną liczbą odbiorców treści, obrazów itp.

Przedmiotowa audycja nastawiona jest krytycznie do pracy najważniejszych urzędników powiatu, można to zrozumieć, TOKiS, ma podobne nastawienie z jednym chwalebnym wyjątkiem. Najważniejszym zarzutem jest stanowisko, które łączy w jednym dwie specjalności: terapeuty i… dziennikarza, ściślej, dziennikarki.  Prowadząca audycję wielokrotnie podkreśla problem wykształcenia swojej koleżanki, umówmy się „po piórze” z tym, że prowadząca jeszcze pracę ma, a druga strona chce ją uzyskać, by przeżyć.

Przepraszam bardzo, czy wykształcenie średnie dyskwalifikuje tę panią w jakikolwiek sposób? Poszukajmy w pamięci, czy znam dziennikarza, najlepiej popularnego, który również posiada średnie wykształcenie i zrobił karierę w mediach tak znaczącą, że stał się wzorem, często wykładowcą młodszych kolegów – adeptów sztuki dziennikarskiej?

Ależ tak, a choćby pan Janusz Weiss…

)

Inny, świetny  dziennikarz motoryzacyjny i filmowiec, którego poznałem osobiście i mam prawo powiedzieć o nim… kolega – Maciek Zientarski, który studiował w wyjątkowej uczelni o nazwie „Życie”, jak wielokrotnie sam to podkreśla. Ono ukarało go w sposób wyjątkowy, czy słusznie? Polemizowałbym, znając pewne fakty.

)

Lista dziennikarzy ze średnim wykształceniem jest dłuższa, kilkunastu z nich poznałem osobiście i wiem jedno – ci z wyższym  uczyć się powinni rzetelności wykonywania zawodu właśnie od nich. To żaden wstyd, wystarczy przynajmniej starać się być… uczciwym.

Prowadząca audycję przyjmuje dokładnie ten sam sarkastyczny ton wypowiedzi, który i my stosujemy, jednak różnica polega na tym, że my znamy dogłębnie to, co urzędnicy starają się ukryć, przemilczeć lub przekręcić, opierając się  na dokumentacji, którą zdobywa się czasami z wielkim trudem. Wielce Szanowna Pani Redaktor – prowadząca audycję może oprzeć się wyłącznie na opiniach osób trzecich, które również kształtują rzeczywistość. To stara jak świat przywara dużych redakcji, my to określamy mianem „zdechłego szczura”, którego podrzuca się wygłodniałej sensacji publiczności. I właśnie w  oparciu o  „szczura” buduje się nastroje społeczne i słupki popularności. W przeszłości był taki pan i to w mundurze, który propagandę opanował do perfekcji, ba , mało tego, autorytarnie stwierdził, że: „kłamstwo wypowiedziane wiele razy staje się prawdą” – miał chłopina rację, choć marnie skończył.

Media komercyjne z natury szukają krwi, bazując na niekompetencji urzędników w dodatku niedouczonych i jeszcze z wadą wymowy, wywołując uśmiechy politowania wśród słuchaczy. Krzywdzące stwierdzenie? Nie w radiu, to najlepsze obiekty do skompromitowania.

Operując barwą głosu, umiejętnie stosując pauzę i tendencyjne przemowy do potencjalnych słuchaczy, których wprost z anteny zachęca się do polemik, powoduje się jedno – audycja nabiera tempa, odbiór jest jednoznaczny – słuchacze są wściekli, powodem prezentowany problem, a w eterze brzmi wyłącznie jedno – przedmiot sprawy oparty musi być na… „układzie”.

Krytyka w audycji wyrwała się spod kontroli i w zasadzie każde próby tłumaczenia strony, w tym przypadku przedstawicieli tucholskiego starostwa, musiało być odebrane przez słuchacza jako kłamstwo lub manipulacja. I co? I klimat został zbudowany na podstawie jednego pisma i miliona słów.

Starosta Tucholski postąpiła słusznie, nie mając funduszy na stworzenie nowego stanowiska pracy o którym przynajmniej my dudnimy od trzech lat – rzecznika prasowego, postanowiła połączyć dwie funkcje w ten sposób oszczędzając pieniądze, a zyskując swojego przedstawiciela, który byłby wreszcie w kontakcie ze wszystkimi mediami, a te doinformowane nie musiałyby się gubić w domysłach, wobec złej polityki medialnej urzędu.

Wyjątkowo obrzydliwą praktyką mediów komercyjnych jest wspieranie się innymi mediami, często papierowymi, które stają się w wyimaginowanej sprawie arbitrami w tej audycji powielono ten schemat. Pomimo wielu skandali z udziałem żurnalistów pokutuje w społeczeństwie przekonanie o tym, że zawód – dziennikarz jest tym z najwyższej półki, opatrzonej napisem – „zawód wysokiego zaufania”, jak strażak, czy ratownik medyczny. To w wielu wypadkach tęgie nadużycie, mamy do czynienia często ze smarkaczami, którzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że pierwsze z brzegu internetowe radio jest wstanie „wykosić” z medialnego rynku  komercyjnego molocha słowami prawdy. Właśnie do takich rozgłośni trafili dziennikarze niegdyś znani ze srebrnego ekranu, którzy swoją uczciwość przypłacili utratą pracy. Stacje telewizyjne i radiowe działają pod dyktando przełożonych, którzy decydują o tym, co „pójdzie na antenie”, tym razem padło na Tucholę. choć o „smarkaterii” w tym przypadku mowy być nie może.

Śmieszne jest myślenie znanych i uznanych poprzez opowiadanie o dyrdymałach, że istnieje obecnie na świecie potężniejsze narzędzie, niż Internet. Ten zweryfikuje wszytko i wszystkich, choć i tutaj na dobre zagościły wzorce rodem z ZSRR. Czwarta władza będzie się miała źle, dopóki powszechne sito lustracyjne nie usunie plew.

Podczas uroczystego otwarcia tucholskiego ZAZ-u uważnie przyglądałem się twarzom osób, które dzięki nowej jednostce uzyskały drugie życie poprzez pracę, w efekcie bycie niezależnym. To były twarze ludzi szczęśliwych, cieszyłbym się, aby podobne mieli wszyscy , niestety, jest to uzależnione od uzyskania dobra wyższego – pracy. Póki, co wyniszczająca Polaków obojętność każdego z kolejnych, następujących po sobie rządów, doprowadza wyłącznie do jednego – eskalacji nienawiści tych, którzy marzą o jakimś zajęciu wobec tych, którym się udał je znaleźć.

Oczywiście, godnym napiętnowania jest sposób oferowania pracy, ale to już zupełnie inna opowieść.

_________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook