27 października 2020

” Marek. Marek Grechuta we wspomnieniach żony Danuty” – Danuta Grechuta i Jakub Baran

3 min read

W ostatni wtorek tucholska MBP gościła autorów długo oczekiwanej książki poświęconej Markowi Grechucie.

Jestem w o tyle dobrej sytuacji, że mogłem ją przeczytać szybciej, niż większość publiczności, która licznie przybyła na to spotkanie. I choć można było się spodziewać bibliografii artysty napisanej ręką jego żony, to bezpośrednie zetknięcie z woluminem odrobinę rozczarowuje. Wszystko za sprawą formy. Jednak to kwestia bardzo indywidualna, zwłaszcza dla osób lubiących czytać tasiemcowe wywiady. Właśnie tak tę książkę sformatowano. Dlaczego tak się stało? Na to pytanie odpowiedział Danuta Grechuta.

Kiedy pomysł napisania książki dojrzał okazało się, że to zadanie zbyt trudne do wykonania z prostych, ludzkich przyczyn, to oczywistość, pisanie o bliskiej osobie, to przywołanie dawnych obrazów. Przeżycie traumatyczne, dlatego współautorka postanowiła, że o pomoc poprosi dziennikarza radiowego, który we wcześniejszych kontaktach z nią udowodnił, że ma bardzo swoisty stosunek do postaci Grechuty. Udało się, książka powstała.

Autorzy książki

Marek Grechuta jest symbolem, postacią niezwykle skomplikowaną. Wokół niego narosło wiele mitów, z nimi wszystkimi autorzy rozprawili się na kartach książki. Większość nas, odbiorców poezji i piosenek Grechuty wrodziła się w czas, kiedy tworzył. Prawie wszyscy z naszego pokolenia nucili pod nosem te najbardziej wzięte fragmenty przebojów pana Marka.

Danuta Grechuta

Kupując  „Marka Grechutę we wspomnieniach żony Danuty” spodziewałem się opowieści podobnie skonstruowanej jak niezapominania książka Magdaleny Zawadzkiej „Gustaw i ja”. Oczekiwałem bardziej swoistej narracji, niż wywiadu – rzeki zawartej na ponad 400 stronach. Jednak po przeczytaniu doszedłem do wniosku, że forma jednak nie jest aż tak ważną, wcielając się przez długą chwile w fana artysty. Książka Danuty Grechuty i Jakuba Barana jest ważną i nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, to jakby przywołanie ostatnich dni 2006 roku, kiedy niekwestionowana, prawdziwa gwiazda polskich scen powoli gasła.

Jakub Baran i Danuta Grechuta

Wątkiem i osnową książki są wspomnienia żony Marka Grechuty – Danuty. Ich wspólne życie rozpoczęło się w 1968 roku, byli razem ponad trzydzieści lat! Zawsze razem razem aż do śmierci schorowanego artysty. W książce odnajdziemy wiele faktów z ich wspólnego życia. Poznamy chwilę, kiedy urodził się ich syn – Łukasz, poznamy drogę zawodową artysty, która bardzo ściśle łączyła się z życiem prywatnym Grechutów. Poznamy fakty utwierdzające nas w przekonaniu o tym, jak ważną rolę w życiu Grechuty pełniła jego żona.

Bardzo istotnymi są wątki połączone z legendarnym zespołem Grechuty i genezę nazwy ANAWA.  Z książki dowiadujemy się zatem wiele, nie tylko o tym jak toczyła się i jakie kierunki obierała kariera Marka, ale również o tym jakie były początki czy koniec istnienia zespołu Anawa (który to wyłonił się z kabaretu studenckiego), jakie stosunki panowały pomiędzy jego członkami, jak zmieniał się skład zespołu i co takowe zmiany powodowało. Poznajemy historię powstawania wielu sztandarowych utworów Marka Grechuty i Anawy, takich jak chociażby „Tango Anawa”, „Serce”, „Niepewność” czy „Nie dokazuj”.

Jeden ze swoich wierzy poświęconych Grechucie przeczytał tucholski poeta – Kazimierz Rink

Czytając wpierw książkę, a następnie wsłuchując się w słowa rozmowy pomiędzy autorami, zdajemy sobie sprawę z tego, że Danuta była aktywnym świadkiem większości wydarzeń z udziałem Marka. W chwilach, kiedy rozstawali się, artysta po powrocie do domu skrupulatnie opowiadał jej wszystko to, co mu się przytrafiło tego dnia i to ze szczegółami.

Z pewnością zaletą tej książki jest fakt, iż Danuta Grechuta była naocznym świadkiem niemal wszystkich opisywanych w niej zdarzeń, a jeśli nawet tak nie było, poznawała fakty wprost z jego ust. Niestety w książce dość rażącymi są określenia, których autorka używa wobec swojego męża, kompletnie nie rozumiem dlaczego pojawia się tam: „pan Grechuta”, „artysta Grechuta” czy „pan mąż”. To piekielnie deprymujące zjawisko i bardzo, bardzo sztucznie brzmiące, kompletnie nie przystoi to formie tak ważnej dla wszystkich fanów  Grechuty książce. Nie używa się podobnych określeń wobec osoby najbliższej, a może się mylę…

Warto ją kupić i przeczytać.

_________________________

Mariusz R.Fryckowski

Please follow and like us:
Social Share Buttons and Icons powered by Ultimatelysocial
RSS
Follow by Email
Facebook
Facebook