pon. Wrz 23rd, 2019

Telewizyjno – Filmowa Agencja Promocyjna

Marita, Zuzanna i Michalina – amatorski rysunek, malarstwo i grafika?

4 min read

Jak myślicie, które z tucholskich miejsc najlepiej służy rozmowie o sztuce? Tucholska „Kuźnia” w oczekiwaniu na pieczoną kaczkę? Może jakiś inny przybytek kotletowo – artystyczny z pisarsko – malarskim zacięciem w tle? Nic podobnego, do takiego celu wystarczy nawet przedsionek supermarketu, bo nie jest ważne miejsce, a rozmówca i temat, właśnie tak się zdarzyło…

Jak to jest, że w tak małym miasteczku organizatorzy spotkań kulturalnych nie potrafią dogadać się między sobą, aby imprezy przez nich organizowane nie kolidowały ze sobą? – Pyta kolega.

Zwykle odpowiedź jest prosta…, bo z natury jest albo głupi, albo zaślepiony rangą imprezy, którą organizuje. Dla kogo? Dla siebie, czy publiczności? Na te pytania zwykle odpowiedzi brakuje, za to widoczna w tle jest wirtualna, zacietrzewiona „gęba” z zaciśniętymi szczękami, którą napotykamy w miejscach godnych przekupek. Co dominuje w świecie tucholskiej kultury? Amatorszczyzna miłe Panie i mili Panowie, ta najgorsza z możliwych, gdzie napęd stanowi ta sama publiczność, która łaknie czystego powietrza w postaci tej prawdziwej, unikalnej sztuki, prowokującej do przemyśleń, uniesień, wyjątkowych doznań. Mówiąc wprost, dlaczego nie możemy w Tucholi podziwiać  wybitnych przedstawicieli świata sztuki? Co się stało? Czy myją już gary w jakiejś obskurnej pizzerii na przedmieściach Londynu?

Nie!

Tych ludzi do naszego miasta zwyczajnie się nie zaprasza! Kto ponosi winę za to, że życie kulturalne w Tucholi zaczyna się i kończy albo na piwie, albo na udawanych wernisażach osób, które powinny nabierać warsztatowej wprawy przez jakieś sto lat, odcinając sobie co jakiś czas kawałek ucha, aby po śmierci stać się „charakterystycznym”?

Doszliśmy do wspólnego wniosku, że wina leży tylko po jednej stronie…

***

Na szczęście zdarzają się wyjątki, które bynajmniej nie potwierdzają jakiejkolwiek reguły, bo w sztuce ich nie ma, ale bez wątpienia budzą nadzieję na przyszłość, tym, którzy podziwiają prace unikalne artystycznie. Coś podobnego przytrafiło się nam w piątek, podczas wystawy trzech uczennic, których zaprezentowane obrazy są zaprzeczeniem bezosobowych utyskiwań sprzed chwili.

Marita Chudzińska

Niezwykle skromna, wręcz nieśmiała dziewczyna z gigantycznym wsparciem rodziny, jest na początku swojej artystycznej drogi. Nie jest do końca przekonana, czy swoją przyszłość chce związać z twórczością, której efekty mogliśmy podziwiać. Jest uczennicą Liceum Plastycznego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy, ale również lubi śpiew, grę na gitarze i elektronicznych instrumentach klawiszowych. To oczywiste, że nastolatka poszukuje swojej przyszłej drogi.

Trudno nam określić umiejętności muzyczne młodej twórczyni, ale to, co mogliśmy obejrzeć w salach wystawowych tucholskiego TOK-u powodowało szybsze bicie serca. To autentyczny talent, który równie dobrze radzi sobie z martwą naturą, co z sylwetkami ludzi. Dar, talent? To prawie pewne, żadna szkoła nie jest wstanie ukształtować adepta w tak krótkim procesie kształcenia. Obejrzeliśmy prace nad wyraz dojrzałe, praktycznie można mieć wrażenie, że autorem jest ktoś… dorosły ze sporym doświadczeniem. Świetna obserwatorka, która potrafi przenieść na płótno to, co widzi, jednak nie jak bezduszny skaner, a jak ktoś dokonujący głębokiej analizy obiektu. Ten autentyczny talent potrzebuje wsparcia – mecenasa, który umożliwi nieuniknione. Nie stać nas na utratę kogoś z przysłowiową iskrą.

Marita nie jest tradycjonalistką, docenia również nowoczesne narzędzia, gdzie komputerem równie sprawnie zastępuje pędzel, czy zwyczajny ołówek. Czy tradycyjne malarstwo odejdzie w cień, by narazić się kolegom – tradycjonalistom, którzy wierzą wyłącznie palecie środków”analogowych” ? To cena postępu technicznego, nic tego nie zatrzyma, to oni muszą się dostosować!

Zuzanna i Michalina Metkowskie

Na całym świecie przykłada się wielką wagę do dzieł ludzkich rąk. W Polsce bywa z tym różnie, zwłaszcza w małych ośrodkach, skąd wyjść do świata jest bardzo ciężko. Ta wyjątkowa sztuka udała się tym przeuroczym siostrom, które pierwsze nauki pobierały w słynnej, tucholskiej „Jedynce”. I znowu mamy do czynienia z wrodzonym talentem, który szlifowano podczas zajęć plastycznych we wspomnianej szkole. Zuzia i Michasia mają zaledwie siedemnaście lat! Mieszkają w Wysokiej – malowniczej miejscowości koło Cekcyna. Wychowanie w cieniu staropolskich cisów? Wszystko jest jasne. Plenery na wyciągnięcie ręki musiały przynieść może zamierzony, a być może przypadkowy, ale jakże wspaniały efekt. Dajmy jednak spokój, przypadki nie istnieją! Zuzanna i Michalina są również uczennicami Liceum Plastycznego w Bydgoszczy, co najważniejsze, robią to, co lubią, bezbłędnie wyczuwamy to oglądając prace autorek. Malarstwo, rysunek, a nawet rzeźba, czegóż chcieć więcej? Chyba wyłącznie tego, aby tak charakterystycznych prac powstawało więcej i więcej.

Obecna szkoła kształci obie młode damy w opanowaniu podstaw grafiki komputerowej, animacji oraz fotografii, mamy w ten sposób pełne spektrum, które sprawia obu dziewczynom przyjemność. Ich proces kształcenia opiera się też o niezwykłe kontakty. Rozpoczęły przygodę z Krajowym Funduszem na rzecz Dzieci. Dzięki temu mogą korzystać ze wsparcia najlepszych pedagogów w kraju. Prace Zuzanny i Michaliny można było podziwiać w słynnym „Abakusie”, czy w Pałacu Kazimierzowskim w Warszawie. Prócz tego przyszłe (mamy nadzieję) artystki biorą udział w plenerach w ramach programu „Rzeczpospolita mniej znana”.

Prace, które wystawiono w Tucholskim Ośrodku Kultury powstały pod czujnym okiem pani mgr Anny Drejas, są warte obejrzenia, do czego gorąco namawiamy.

___________________

Mariusz R.Fryckowski