śr. Cze 3rd, 2020

Marszałek w Tucholi. Media wyprosił… lekarz, rozmowy podjęto za zamkniętymi drzwiami!

6 min read

Początek weekendu rzeczywiście był wyjątkowy, bo do Tucholi po prawie dwóch latach przerwy z „roboczą”, jak za czasów Gierka, wizytą, przyjechał do starostwa powiatowego  marszałek województwa, pan Piotr Całbecki. Co ciekawe, tej wizyty w pełni nie zawdzięczamy panu staroście. W tej materii wydawało się przez chwilę, że mamy w strukturach wojewódzkich swojego lobbystę. Nic bardziej mylnego.

Pan marszałek, starym zwyczajem spóźnił się, jednak tym razem zaledwie 10 minut. Wystarczyło to jednak, aby witający go starosta lekko zmarzł, oczekując gości przed budynkiem. Nie było chleba, nie było soli, a tym bardziej „wody”. Pan marszałek nie zmienił się, włosów mu nie przybyło, dalej utrzymuje, że urodził się w 1967 roku, w dalszym ciągu, podczas rozmowy, unika kontaktu wzrokowego z innymi, dalej utrzymuje ręce w takiej pozycji, że mowa ciała brzmi jednoznacznie… chce już stąd wyjść, wyjechać i to jak najdalej. I nie ma się czemu dziwić, kłopotliwa Tuchola, ubogi krewny na skraju wszechświata, daleko, weekend i do domu daleko.  I jeszcze to… CBA, które od wtorku węszy w jego urzędzie.

Kto wie, może pan marszałek boi się też o swoje pszczoły, które hoduje na dachu ( na dachu Urzędu Marszałkowskiego w centrum Torunia, znajduje się pasieka), albo jako wielki zwolennik gęsiny ma na tym samym dachu… kurnik?

Zwierzęta potrzebują czasu i pewnie dlatego pan marszałek tak oficjalnie zerka na swój, zegarek utrzymany w nieodległym stylu – „Nowak”. Ciekawe wzorce swego czasu, dawała polityczna opcja pana marszałka. Jak te sny szybko mijają.

Wielkim sukcesem było to, że nasi samorządowcy w ogóle się pojawili, bo po takim zaproszeniu, jakie otrzymali mieli pełne prawo oburzyć się i solidarnie zbojkotować. Widać, że „interes społeczny jest dla nich najważniejszy”, tym samym wykazali się wielką, przeogromną cierpliwością i tolerancją. Ale zaraz, kogoś tutaj brakuje!

Rozejrzyjmy się.

dsc08797

dsc08799

Marszałek, jest, burmistrz jest, o, pojawił się nawet jego zastępca, to zapewne cud, bo pierwotnie zapomniano o zaproszeniu dal niego. Są też przewodniczący gminnych rad. W dalszym ciągu kogoś jednak brakuje, przynajmniej tak się wydaje. Może w ustaleniu pomoże nam pewne pismo? No, dobrze, niech będzie oficjalniej – zaproszenie, które wystosowali do samorządowców dwaj panowie: starosta i wiceprzewodniczący sejmiku. Pierwszy rodem z Gostycyna, drugi z Tucholi, choć bardziej związany jest z… Koronowem.

cyrk

Eureka! Właśnie, jest jakiś problem z Gostycynem. Jaki? Przeanalizujmy treść zaproszenia. Zaproszenie jest imienne i nie jest możliwe, aby udział w spotkaniu z marszałkiem wziął udział ktoś w zastępie lokalnego włodarza. Zaraz, to Gostycyn zwykle się wyłamuje, a w zastępstwie lokalnego wójta, na spotkaniach sesyjnych pojawia się była pani starosta. Czyżby…, nie, to niemożliwe, ale jednak…, tak sformułowane zaproszenie daje gwarancję, że zwyczajowy zastępstwa wójta gminy Gostycyn nie pojawi się!

Czy (społeczeństwo) o czymś nie wiemy?

O, tak, to staje się regułą! Ów stan za chwilę się pogłębi!

Lokalni samorządowcy nie są zaskoczenie liczną grupą lokalnych mediów. Elektroniczne reprezentujemy wyłącznie my. Za to pan Wiceprzewodniczący Sejmiku Województwa Kujawsko – Pomorskiego, z zawodu lekarz, wyraźnie szerzej otworzył oczy ze… zdziwienia. Cyba był przekonany o tym, że w wystosowanym zaproszeniu do mediów, jasno wskazano, że pan marszałek spotka się z nimi o 13-stej. Taki wybieg, bo my już wiemy, że rozmowy marszałka z lokalnymi władzami zaczną się dużo wcześniej! Nie mamy wątpliwości, kto tutaj rozdaje karty, a my mamy prawo wiedzieć co ukryto pod stołem asa, czy „zardzewiałą dziewiątkę”.

dsc08834

Ostatecznie, do sali posiedzeń starostwa zostajemy wpuszczeni, aby „zrobić zdjęcia”. Dziennikarze skrzętnie z tego korzystają. Pierwsza i jedyna wypowiedź za naszej bytności pana starosty, ogranicza się do kurtuazji, później pałeczkę przejmuje pan w-ce przewodniczący sejmiku, który czyni „honory urzędu”. To on zagaja gremium i on ustala, kto po kim wystąpi. Mistrz ceremonii. O, w kolejce czeka biedny i wyraźnie zdenerwowany zastępca tucholskiego starosty. W-ce przewodniczący sejmiku dostrzega wreszcie  kłopotliwe media. Próbując wyjść z twarzą z opresji, wyprasza z sali dziennikarzy, przekonując, że „spotkanie ma charakter roboczy”. Pan marszałek z aprobatą kiwa głową. Pozbywa się części problemów. Czy rzeczywiście tak będzie?

Mamy pewność, kto rządzi w POWIECIE TUCHOLSKIM. Starosta milczy, samorządowcy lekko się uśmiechają, bo właśnie wyproszono wyborców – społeczeństwo.

Drzwi zamykają się z głuchym łoskotem, nastaje konsternacja i… cisza.

 

Spotkanie za zamkniętymi drzwiami przedłuża się, media mają świadomość, że każde opóźnienie skraca ich szansę na zadanie pytań decydentom. Nie mylą się, marszałek i wiceprzewodniczący starannie wszystko zaplanowali.

Wreszcie koniec! Gospodarze i goście wychodzą i w tempie iście błyskawicznym, przenoszą się do gabinetu starosty. Media nie mają szans, aby zadać pytania samorządowcom. Przemyślany scenariusz zdecydowanie działa, choć nam się udało wysłuchać wójta gminy Lubiewo. Mówi ciekawe rzeczy.

A tym czasem spotkanie u starosty trwa w najlepsze. Dziennikarze są zaledwie tłem, praktycznie nie ma szans na zadania pytania. Włodarze mówią to, co chcą przekazać – ogólniki i obiecanki, które jak twierdzi  starosta (który wreszcie odzyskał głos) są gwarancją tego, że inwestycje drogowe w naszym powiecie wreszcie ruszą.

Oczywiście, wpierw muszą odbyć się przetargi, a jak wiadomo to długa, trudna procedura, jest też kwestia pieniędzy. Czyli… „stała gadka” od półwiecza.

Skoro dotarliśmy do tego miejsca.

Pan marszałek przekazał dobre wiadomości mieszkańcom naszego powiatu. Raczył ich wreszcie dostrzec. Drogi – 240, 241 i 237 do 2018 r. będą przebudowane albo wyremontowane.

Pierwszy przetarg na budowę drogi 240 będzie ogłoszony jeszcze w tym roku. Wyraźnie zaznaczył, że od 2007 roku wydano na drogi powiatowe 26 mln zł. Kwota rzeczywiście zwala z nóg, można za to kupić zapas słonych paluszków dla Warszawy na jakieś 5 lat.

Pan marszałek twierdzi również, że do 2018 r. wybuduje 45 kilometrów dróg za 47 milionów złotych i podobno na ten cel pieniądze już są. Pozostaje już tylko kwestia wiedzy o tym, jak w tej maszynce pełnej mamony odnajdować się będą lokalne samorządy.

Niestety, my takiej wiedzy nie mamy, przynajmniej do tej chwili, tę ograniczyły drzwi sali posiedzeń w SP.

W tej opowieści jedno jest pewne, mieliśmy do czynienia nie ze spotkaniem jasnym i transparentnym, którego oczekuje wyborca – zwyczajny mieszkaniec powiatu, a z zakamuflowaną opcją, która podporządkowała sobie większość. Zapomniano jednak o tym, że owa większość zachowuje zwyczajną przyzwoitość zdając sobie sprawę z tego, kto jej płaci i dlaczego. Można na lokalnych, naszych włodarzach „wieszać psy”, często na to zasługują, ale miejmy świadomość, że tam, gdzie wskazane są ich braki, reagują, prędzej, później, ale skutecznie i to się liczy. Oczywiście media dotrą do wszystkich informacji, które podano za zamkniętymi drzwiami.

Dziwi też postawa pana STAROSTY TUCHOLSKIEGO,  nie potrafi uderzyć pięścią w stół i powiedzieć, zaraz, tutaj ja rządzę. W piątek, przez kilka godzin, starostą był zwyczajny lekarz, dawny parlamentarzysta, obecnie szef spółki i ważna figura w sejmiku naszego województwa.

Cała ta „zabawa” nie wróży najlepiej naszym mieszkańcom, którzy już dawno stracili zaufanie do swoich wybrańców. W kwestii pana marszałka i jego obietnic, wiemy tylko jedno – społeczeństwo oczekuje, że kadencja włodarza rychło się zakończy. Może wraz z nowym marszałkiem nadejdzie „lepsza zmiana”.

Władza ma służyć, jeżeli tak nie jest, należy ją zmienić!

_____________________

Mariusz R.Fryckowski